Konkubent alkoholik

Po raz kolejny obudziły mnie hałasy zza ściany. Słyszałam również wyzwiska. W nocy nie zmrużyłam oka. Sąsiad wrócił znowu nad ranem. Ktoś nawet wezwał policję, na interwencję. Rodzice udawali, że nic nie słyszą. Nie chcieli brać udziału. Było jednak stanowczo za późno. Mama niejednokrotnie pożyczała jej pieniądze. Niewielkie sumy, bo i tak nie oddawała. Pożyczała bo chciała żeby miała na chleb. Dwoje dzieci na utrzymaniu i konkubent.
/ 17.04.2011 14:01

Po raz kolejny obudziły mnie hałasy zza ściany. Słyszałam również wyzwiska. W nocy nie zmrużyłam oka. Sąsiad wrócił znowu nad ranem. Ktoś nawet wezwał policję, na interwencję. Rodzice udawali, że nic nie słyszą. Nie chcieli brać udziału. Było jednak stanowczo za późno. Mama niejednokrotnie pożyczała jej pieniądze. Niewielkie sumy, bo i tak nie oddawała. Pożyczała bo chciała żeby miała na chleb. Dwoje dzieci na utrzymaniu i konkubent.

Pamiętam dzień, w którym po raz pierwszy ujrzałam panią Eleonorę z zakrwawionym nosem. Miałam wtedy 6 lat. Przyszłam zapytać czy mogę pobawić się z jej córką. Drzwi otworzyła mi załzawiona postać z zasiniałym okiem i opuchniętym nosem. Udawała, że zrobiła sobie coś podczas domowych porządków. Nie przypuszczałam, że kłamie.

Monika często opowiadała mi co się dzieje w jej domu. O tym, że jej tato pije coraz więcej. Kiedyś nie wytrzymałam i powiedziałam mamie, że powinniśmy im pomóc.
Co ja im na to poradzę. Pani Eleonora musi sobie radzić sama. Ona najlepiej wie co może jej pomóc”-  to słowa, które przychodziły mi na myśl za każdym razem gdy myślałam o trudnej sytuacji sąsiadów. Ojciec udawał, że wcale tego nie zauważa. Dopiero gdy pewnego dnia sąsiadka wyjechała i zniknęła na kilka dni poważnie się zaniepokoił. Nie wiedział o tym, że mama pożyczyła im pieniądze na podróż.

Tymczasem pan Witold rozochocił się na dobre. Czasem przyprowadzał do mieszkania jakieś kobiety, które niejednokrotnie załatwiały się na klatce schodowej. Miejsce, które z wielu innych powodów nie świeciło czystością zamieniło się w obraz nędzy i rozpaczy. Sąsiad stracił pracę, nigdy zresztą nie pracował na etacie. W zasadzie trudno powiedzieć jakie było ich główne źródło utrzymania. Pani Eleonora, wróciła z dziećmi dopiero pod koniec wakacji. Awantury jednak nie ustawały. Pracowała jako szatniarka w pobliskiej podstawówce. Raz zastałam ją nawet w objęciach konserwatora. Bardzo się zmieszała, kiedy mnie zobaczyła. W brudnym fartuchu kończyła akurat palić papierosa na tyłach budynku.

Nie tylko u nas słychać było awantury. Plotki o tym, co dzieje się w ich mieszkaniu szybko się rozniosły. Policja przyjeżdżała średnio 2 razy w miesiącu. Za każdym razem obiecywał, że więcej się to nie powtórzy. 

Przed świętami pani Eleonora przyszła pożyczyć szklankę cukru i wtedy podsłuchałam jak opowiadała mamie, że jej konkubent ich zostawił. Była załamana. Pocieszenia szukała w ramionach coraz to różniejszych mężczyzn, których mentalność nie przeważała poprzedników. 

Wkrótce po tym moi rodzice kupili dom za miastem. Mieli dość tego co działo się za ścianą. Próbowaliśmy jej pomóc, ale to nie przynosiło efektu.

Spotkałam ją niedawno, niemal po 7 latach. Była pijana. Chciała coś kupić w sklepie, ale ochrona ją wyprowadziła. Nie poznała mnie, ja ją za to pamiętałam dokładnie. Zmieniła się trochę. Niestety na gorsze. Miała podbite oko, zauważyłam też, że brakuje jej tych wszystkich pierścionków, które wcześniej nosiła. Ubranie miała brudne. Podeszłam do niej i zapytałam co jej kupić. Spojrzała mi w oczy i uciekła. Próbowałam opowiedzieć o wszystkim mamie, ale ta tylko się rozzłościła.
-Myślałam, że się przyjaźniłyście – zapytałam. - Ona zawsze przychodziła kiedy coś potrzebowała, a potem puszczała się na prawo i lewo.  Może po prostu nie umiała sobie z tym poradzić?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/24.05.2011 21:05
To straszne,od początku jak tak się okropnie działo,powinna być pomoc ze zewnatrz jakieś wsparcie .Wtedy może by to odniosło jakiś efekt,ta bierność to klęska dla osoby maltretowanej i brak perspektywy na lepsze jutro.
/17.04.2011 14:36
Smutna historia... :(