POLECAMY

Jak polubić zimę?

Pierwszy śnieg, a wraz z nim korki, zaspy, chlapa, zimno, spóźniające się autobusy, czerwone nosy, śliskie chodniki, ciemno o czwartej po południu… wyrzekamy, marudzimy i chętnie zapadamy na popularną zimową depresję. A gdyby spróbować w tym roku trochę inaczej?
Pierwszy śnieg, a wraz z nim korki, zaspy, chlapa, zimno, spóźniające się autobusy, czerwone nosy, śliskie chodniki, ciemno o czwartej po południu… narzekamy, marudzimy i chętnie zapadamy na popularną zimową depresję. A gdyby spróbować w tym roku trochę inaczej?

Nawet jeśli widok białej czapy na trawnikach, dachach i autach (i jeszcze te pół godziny odśnieżania co dzień z rana!) nie budzi w nas dziecka pragnącego natychmiast zanurkować w lekkim puchu, jest naprawdę wiele powodów, dla których zimę nie tylko warto, ale wręcz trzeba lubić. Przede wszystkim, nie mamy wielkiego wyjścia, bo efekt cieplarniany Kongo z Polski nie zrobi, zaś coroczne zadręczanie się przez dobre cztery miesiące to, jakby nie patrzeć, mizeria przez jedną trzecią życia. Szkoda czasu i zdrowia!

Jak polubić zimę

Gdzie więc szukać pocieszenia, jeśli lepienie bałwanów już nas nie bawi? Przede wszystkim zima to przecież święta i karnawał - najlepsza w ciągu roku pora na zabawę. Zapach pierniczków i maku, kolorowe lampkami miasta, rozczulająca ciepłem choinka, spotkania z niewidzianą dawno rodziną, wspaniałe tradycje, wielkie bale… Nie chodzimy? To wielka szkoda, bo ludzkość od wieków żyje wedle sezonowego cyklu pracy, odpoczynku i zabawy i ta fiesta na przełomie roku jest nam rzeczywiście potrzebna. A jeśli nie bawią nas fajerwerki, hałas i wysokie obcasy, zawsze można przecież postawić na kameralne imprezy w gronie przyjaciół, koncerty, długie towarzyskie wieczory… Bo zima to właśnie unikalny czas spotkań z ludźmi, nad gorącą czekoladą albo lampką grzanego wina i przy ulubionych płytach, to raj dla domatorów i tych lubiących odwiedzać zabarykadowanych znajomych, to okazja na wyciągnięcie z szafy scrabble, starych zdjęć, ukochanych filmów. Nie brzmi przygnębiająco, nieprawdaż?

Oczywiście, chowanie się przed zimą przy kominku to jeszcze nie jest pełna przyjaźń – wszyscy znamy te kilka dodatkowych kilo na wiosnę i niedopinające się spodnie. I choć wyjście na dziesięciostopniowy mróz jest na pewno trudniejsze niż wrzucenie spacerowych sandałów w ciepły letni wieczór, satysfakcja może naprawdę być o wiele większa. Już same spacery w chłodzie to czyste błogosławieństwo dla naszej figury i zdrowia: polepsza się przemiana materii, organizm się hartuje, krążenie krwi przyspiesza. Nie ma złośliwych komarów, nie ma błota w lesie, zarazki wymierają, słońce nie grozi nam poparzeniem skóry!

Od spaceru dochodzimy jednak do sedna zimy, czyli białych sportów – tych, co jeżdżą na nartach, snowboardzie czy biegówkach o wielkiej radości, jaką sprawia szaleństwo na śniegu, nie trzeba przekonywać. Ci, którzy nie praktykują, powinni wreszcie dać się przekonać, że naprawdę w żadnym wieku nie jest zbyt późno, aby zacząć! Używany sprzęt kupimy niedrogo na giełdzie, instruktorów na każdym stoku są dziesiątki, zaś ochraniacze pomogą nam przeżyć kilka pierwszych lekcji bez wielkich kontuzji. Jeden tydzień w górach, pełne ruchu dni i wesołe towarzystwo wieczorem to już powód do zakochania się w zimie. Na typowych mieszczuchów czekają publiczne lodowiska z wypożyczalnią łyżew i sztuczne, oświetlone wieczorami stoki, tak więc wymówka, że nie stać nas na wyjazd też odpada!

Jeszcze wspanialszą i zdrowszą zimową rozrywką mogą być… lodowate kąpiele! Legenda zdrowych i wiecznie młodych morsów znana jest na całym świecie i nie bez powodu. Znów ograniczeń wiekowych nie ma, koszty są żadne a możliwości olbrzymie: morze, jeziora, rzeki… wszędzie, gdzie woda zbliża się do temperatury zero stopni możemy poddać się niesamowitej terapii ciała i duszy. Poprawa krążenia, stymulacja tkanki tłuszczowej, wzmocnienie odporności, pobudzenie metabolizmu, ujędrnienie skóry - to wszystko udokumentowane korzyści z regularnych lodowatych kąpieli. Od siebie dodam, że olbrzymia satysfakcja i zastrzyk energii po każdorazowym „morsowaniu” szybko uzależniają, a nie chorowałam już trzy lata (cellulitu też brak!).

Jeśli mimo wszystko, ktoś jeszcze miałby z zimą problem podrzucam absurdalnie praktyczne i miłe powody, aby jutro rano z rozkoszą pomyśleć: I znowu mamy śnieg!

  • balkon może pełnić funkcję dodatkowej lodówki
  • jest mniej domokrążców
  • nie trzeba kosić trawnika ani przekopywać działki
  • za pół roku znów będzie lato
  • piękne kobiety pokazują nogi w wysokich kozaczkach i minispódniczkach
  • nadmiar tłuszczu można ukryć pod grubym swetrem
  • mróz dodaje uroczych rumieńców
  • pomarańcze mają zimą najwięcej słodyczy
  • nie trzeba chodzić do pracy z parasolem
  • można znów wyciągnąć z szafy piękny kożuszek
  • widok za oknem jest po prostu piękny!
Agata Chabierska

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)