Emocje są uniwersalne

Nie zależnie od naszego pochodzenia czy życiowych doświadczeń, wszyscy wyrażamy podstawowe emocje w ten sam sposób. Smutek, radość, zaskoczenie odmalowują się na twarzach europejczyka tak samo, jak na twarzach przedstawicieli ludów niepiśmiennych.
Emocje są uniwersalne

Historia pewnego przypadku

Rozpoczynając ten projekt, byłem przekonany, że mimika i gesty są uwarunkowane społecznie oraz zróżnicowane w zależności od kultury, a opinię tę podzielała grupa osób, które na początku poprosiłem o radę — byli to: Margaret Mead, Gregory Bateson, Edward Hall, Ray Birdwhistell i Charles Osgood. Pamiętałem co prawda, że Karol Darwin twierdził coś odwrotnego, ale byłem tak pewny, że się mylił, iż nie zadałem sobie trudu, by przeczytać jego książkę. Kolejnym szczęśliwym zbiegiem okoliczności było spotkanie z Silvanem Tomkinsem. Skończył on właśnie wtedy pisać dwie książki na temat emocji, w których twierdził, że ekspresje mimiczne są w obrębie naszego gatunku wrodzone uniwersalne, ale nie miał dowodów na poparcie swoich tez. Myślę, że nigdy nie przeczytałbym jego książek ani bym się z nim nie spotkał, gdyby nie to, że obydwaj składaliśmy w jednym czasie artykuły na temat zachowań niewerbalnych do tego samego czasopisma — badania Silvana dotyczyły twarzy, a moje ruchów ciała.

Postawiłem tezę, że są to przyswajane w toku socjalizacji, często różniące się w różnych kulturach zasady, kierujące ekspresją emocji, decydujące, kto może okazywać wobec kogo jakie emocje i kiedy może to robić.To dzięki nim na większości publicznych zawodów sportowych przegrany nie okazuje smutku i rozczarowania, które odczuwa. Reguły okazywania emocji są przekazywane poprzez upomnienia rodziców — „przestań się głupio uśmiechać”. Zasady te mogą decydować o tym, co pomniejszamy, w czym przesadzamy, co zupełnie skrywamy, albo kiedy maskujemy wyrażanie emocji, które akurat czujemy.

Emocje „publiczne” i „prywatne”

Przetestowałem tę koncepcję w serii badań, które wykazały, że kiedy są sami, wtedy zarówno Japończycy, jak i Amerykanie przejawiali takie same ekspresje mimiczne w odpowiedzi na oglądany film przedstawiający zabieg chirurgiczny albo wypadek, ale kiedy w trakcie seansu siedział obok nich badacz, Japończycy maskowali swój negatywny wyraz twarzy uśmiechem bardziej niż Amerykanie.Czyli prywatnie — wrodzona ekspresja mimiczna, publicznie — ekspresja kontrolowana.Ponieważ większość antropologów i podróżników ma okazję obserwować zachowania publiczne, zbudowałem w ten sposób wyjaśnienie i zebrałem dowody na to, w jaki sposób jest ono kształtowane. Natomiast gesty symboliczne, takie jak kiwanie głową na znak potwierdzenia, kręcenie głową na znak zaprzeczenia albo znak OK, rzeczywiście są zależne od kultury. W tej kwestii Birdwhistell, Mead i większość innych naukowców badających zachowanie miała rację, mimo że mylili się co do ekspresji mimicznych sygnalizujących emocje.

Życie emocjonalne dzikich

Wszystkie badane przeze mnie (i przez Izarda) osoby mogły nauczyć się znaczenia typowych dla kultury zachodniej ekspresji mimicznych, oglądając filmy z Charliem Chaplinem albo Johnem Waynem w kinie albo w telewizji. Nauka czerpana z mediów albo kontakty z ludźmi z innych kultur mogły wyjaśniać, dlaczego osoby wywodzące się z różnych kultur zgodnie oceniały emocje wyrażane na moich zdjęciach białych ludzi. Potrzebowałem kultury odizolowanej od bodźców wizualnych, w której ludzie nie widzieli żadnych filmów, nie mieli telewizji, gazet, i spotykali bardzo niewielu, jeśli w ogóle jakichś, obcokrajowców. Jeśli również oni identyfikowaliby w moim zestawie fotografii takie same emocje jak badane osoby z Chile, Argentyny, Brazylii, Japonii i ze Stanów Zjednoczonych, miałbym niezbity dowód.

Historia pewnej choroby

Człowiekiem, który otworzył przede mną świat kultury z epoki kamiennej, był Carleton Gajdusek, neurolog pracujący od ponad dekady w takich odizolowanych miejscach, jak wyżyny Papui-Nowej Gwinei. Próbował tam zidentyfikować przyczynę dziwnej choroby, kuru, która była przyczyną śmierci około połowy osób w jednej z tamtejszych społeczności. Tubylcy wierzyli, że przyczyną są czary. Kiedy przybyłem na miejsce, Gajdusek wiedział już, że czynnikiem chorobotwórczym jest wolno działający wirus, który ulega wieloletniej inkubacji, zanim zacznie powodować widoczne objawy (również AIDS jest wywoływane przez takiego wirusa). Wciąż jednak nie wiedział, jaką drogą następuje zakażenie (okazało się, że był nią kanibalizm. Tubylcy ci nie zjadali swoich wrogów, w stosunku do których istniało większe prawdopodobieństwo, że ginąc w walce, są w pełni zdrowi. Zjadali natomiast swoich przyjaciół, którzy zmarli na jakąś chorobę, w tym wielu na kuru. Ciała przed zjedzeniem nie były gotowane, więc z łatwością dochodziło do zarażenia. Jakiś czas potem Gajdusek otrzymał Nagrodę Nobla za odkrycie tego wolno działającego wirusa).

„Mimiczne” taśmy

Szczęśliwym trafem Gajdusek zdawał sobie sprawę, że kultury z epoki kamiennej stoją na progu zagłady, więc zużył ponad 30 kilometrów taśmy filmowej, utrwalając na niej codzienne życie tubylców w każdej z dwóch badanych przez niego kultur.Filmy te zawierały dwa bardzo przekonujące dowody na uniwersalność ekspresji mimicznych odpowiadających emocjom. Po pierwsze nie udało nam się natrafić na wyraz twarzy, którego byśmy już nie znali. Jeżeli formy ekspresji mimicznej są wyuczone, to te odizolowane ludy powinny przejawiać jakieś inne typy wyrazów twarzy, takie, jakich jeszcze nigdy nie widzieliśmy. Nie stwierdziliśmy ani jednego takiego przypadku. Wciąż istniała możliwość, że te znajomo wyglądające formy ekspresji mimicznej sygnalizują zupełnie inne emocje. Ale choć filmy nie zawsze pokazywały, co miało miejsce tuż przed wystąpieniem danego wyrazu twarzy albo tuż po nim, to kiedy było to widoczne, stanowiło potwierdzenie naszych interpretacji. Jeśli wyrazy twarzy sygnalizowałyby w różnych kulturach różne emocje, wtedy zupełni outsiderzy, nie mający pojęcia o danej kulturze, powinni okazać się niezdolni do poprawnej interpretacji tych form ekspresji.

W oderwaniu od kontekstu

Próbowałem dociec, jakich argumentów użyliby Birdwhistell i Mead, aby obalić to twierdzenie. Przyszło mi do głowy, że powiedzieliby: „Nie ma znaczenia, że nie stwierdza się żadnych nowych form ekspresji mimicznej; te, które zaobserwowałeś, miały tak naprawdę inne znaczenie. Zrozumiałeś je, ponieważ wskazówką był dla ciebie społeczny kontekst, w którym były zastosowane. Nigdy nie obserwowałeś emocji w oderwaniu od tego, co wydarzyło się tuż przed nią, po niej albo w tym samym czasie. Gdybyś miał po temu okazję, nie potrafiłbyś rozpoznać, co oznacza dany wyraz twarzy”. Aby zlikwidować tę lukę, ściągnęliśmy Silvana ze Wschodniego Wybrzeża, żeby popracował z nami przez tydzień w moim laboratorium.

Interpretacje mimiki

Zanim przyjechał, dokonaliśmy obróbki filmów, tak że mógł oglądać jedynie same ekspresje mimiczne, oderwane od kontekstu społecznego, po prostu same zbliżenia twarzy. Silvan nie miał z tym najmniejszego problemu. Każda z jego interpretacji odpowiadała kontekstowi społecznemu, którego nie mógł zobaczyć. Co więcej, wiedział dokładnie, skąd czerpie te informacje. Wally i ja wyczuwaliśmy, jaki przekaz emocjonalny jest wyrażany przez każdą ekspresję mimiczną, ale nasze oceny były oparte na intuicji; zazwyczaj nie potrafiliśmy określić, co dokładnie w danym wyrazie twarzy odpowiadało za dany przekaz emocjonalny, chyba że był to uśmiech. Silvan podszedł do ekranu i wskazał, które dokładnie konkretne ruchy mięśni sygnalizowały poszczególne emocje.

Pidżyn na Fore

Pod koniec roku 1967 pojechałem na teren południowo-wschodnich wyżyn, żeby zrobić badania wśród ludu Fore, który żył w małych, porozrzucanych wioskach dwa tysiące metrów nad poziomem morza. Nie znałem języka fore, ale dzięki pomocy kilku chłopców, którzy nauczyli się w szkółce misyjnej miejscowego pidżynu  (Pidżyn to język o zredukowanej składni i uproszczonej morfologii, utworzony na bazie co najmniej dwóch innych języków, z których czerpie poszczególne elementy. Często występuje na terenach poddanych kolonizacji — przyp. tłum.), mogłem porozumiewać się dzięki tłumaczeniu z angielskiego na pidżyn i z pidżynu na fore, a później w odwrotnym kierunku. Przywiozłem ze sobą zdjęcia pokazujące różne wyrazy twarzy, a większość z nich stanowiły fotografie podarowane mi przez Silvana, kiedy prowadziłem badania nad bardziejzaawansowanymi kulturami. Miałem również fotografie niektórych przedstawicieli plemienia Fore, które wybrałem z filmu, zakładając, że mogą mieć kłopoty z interpretacją emocji okazywanych przez białych. Martwiłem się nawet, że mogą się okazać w ogóle niezdolni do zrozumienia zdjęć, ponieważ nigdy się z nimi nie zetknęli. Niektórzy antropologowie twierdzili wcześniej, że ludy, które nigdy dotąd nie miały styczności z fotografią, muszą się nauczyć, jak ją interpretować. Ale Fore nie mieli takich kłopotów; od razu zrozumieli moje zdjęcia i wydawało się, że nie ma dla nich znaczenia narodowość przedstawionych na nich osób, Fore czy Amerykanów. Problem tkwił w tym, o co ich poprosiłem.

Gra w emocje

Nie mieli języka pisanego, więc nie mogłem poprosić ich o dopasowanie do oglądanej emocji jednego ze słów ułożonych w listę. Gdybym zaś czytał im tę listę na głos, musiałbym się martwić, czy ją aby zapamiętali i czy na ich wybór nie ma wpływu kolejność odczytywanych słów. Zamiast tego poprosiłem ich więc o wymyślenie historii odpowiadającej każdemu z oglądanych wyrazów twarzy.„Powiedzcie mi, co się tu teraz dzieje, a co się stało wcześniej, że ta osoba ma taki wyraz twarzy, i co stanie się potem”. To było jak wyrywanie zęba. Nie jestem pewien, czy było to spowodowane przez proces tłumaczenia, czy przez fakt, że Fore nie mieli pojęcia, co chciałbym usłyszeć i dlaczego ich o to proszę. Być może wymyślanie historii o nieznajomych po prostu nie było wśród Fore praktykowane. W końcu udało mi się zebrać te historie, ale ich stworzenie zajęło każdej z badanych osób dużo czasu. po każdej sesji zarówno oni, jak i ja byliśmy wyczerpani. Ale nie narzekałem na brak ochotników, mimo że podejrzewam, iżkrążyły wśród nich wieści, że to, o co ich proszę, nie jest łatwe.

Zobacz też: Wiosenne porządki w emocjach – pokochaj siebie!

W grę wchodziły też skuteczne środki zachęty, motywujące Fore do oglądania moich fotografii: każdej z badanych osób dawałem w zamian za pomoc kostkę mydła albo paczkę papierosów. Nie dysponowali mydłem, więc miało ono dużą wartość. Hodowali własny tytoń, który palili w fajkach, ale wyglądało na to, że bardziej smakują immoje papierosy. Większość z ich historii odpowiadała emocjom, wyobrażonym na każdej fotografii.Kiedy patrzyli przykładowo na zdjęcie przedstawiające uczucie ocenianie w kulturach słowa pisanego jako smutek, Nowogwinejczycy najczęściej stwierdzali, że osobie tej umarło dziecko.

Sztuka mimicznej kinematografii

Filmowałem też wtedy spontaniczne miny tubylców i udało mi się uchwycić wyraz radości na ich twarzach, kiedy ludzie z pobliskiej wioski spotkali swoich przyjaciół. Aranżowałem również sytuacje mające wywoływać emocje. Nagrałem dwóch mężczyzn grających na swoich instrumentach muzycznych, a następnie utrwaliłem na taśmie ich zaskoczenie i zachwyt, kiedy po raz pierwszy usłyszeli swoje głosy i muzykę wydobywające się z magnetofonu.

Dźgnąłem też pewnego chłopca gumowym nożem, który miałem ze sobą, a kamera utrwaliła jego reakcję i reakcje jego kolegów. Uważali, że to dobry żart (miałem na tyle rozsądku, by nie próbować tego na którymś z mężczyzn). Takie nagrania nie mogły służyć za dowód moich tez, ponieważ badacze upierający się przy stanowisku, że ekspresje mimiczne różnią się w zależności od kultury, mogliby argumentować, iż wybrałem jedynie tych kilka przypadków, kiedy miałem do czynienia z uniwersalnymi formami ekspresji.

Zobacz też: Wszystko o psychologii

Fragment pochodzi z książki "Emocje ujawnione. Odkryj, co ludzie chcą przed Tobą zataić i dowiedz się czegoś więcej o sobie"  Paula Ekmana (wydawnictwo Sensus 2011). Publikacja za zgodą wydawcy.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)