POLECAMY

Rak prostaty - czy to wyrok?

Rak prostaty to bardzo poważna choroba. Jednak rozpoznanie tego nowotworu we wczesnym stadium daje duże szanse na pełne wyleczenie. Sprawdź, od czego zależy rokowanie w nowotworze gruczołu krokowego?
Rak prostaty - czy to wyrok?

Bezobjawowe stadium rozwoju nowotworu – duża szansa na wyleczenie

Rokowanie,  tak samo jak w przypadku innych nowotworów złośliwych w dużym stopniu zależy od stadium zaawansowania w którym zostanie wykryta choroba – oczywiście im wcześniej tym lepiej.

Najlepsze rokowanie daje wykrycie tej choroby w stadium jeszcze bezobjawowym, tzn. kiedy guz jest ograniczony i nie uciska jeszcze sąsiadujących narządów takich jak pęcherz czy moczowód, a przez to nie powoduje problemów z oddawaniem moczu. Kiedyś wykrycie raka w tym stadium było niemożliwe, co znacznie pogarszało perspektywy chorego na pełne wyleczenie. Teraz markerem bezobjawowej choroby prostaty, w tym także raka, zostało PSA, czyli swoisty antygen sterczowi. Jego wartość bada się sprawdzając jego poziom we krwi chorego. Jeżeli PSA jest podwyższone, nie świadczy to jednoznacznie o raku, gdyż taki stan może wystąpić także przy innych chorobach prostaty, jednak powinien być wskazówką, która pokieruje pacjenta na dalszą diagnostykę. Wykrycie raka w fazie bezobjawowej daje bardzo dużą szansę na pełne wyleczenie.

Przeczytaj: Nowa metoda wykrywania raka prostaty

Jaki efekt daje leczenie hormonalne?

Duże szanse na pełne wyleczenie daje także wrażliwość komórek nowotworowych na leczenie hormonalne. Leczenie hormonalne polega na blokowaniu działania męskich hormonów płciowych, które to ułatwiają rozrost komórek rakowych w prostacie. Ten sposób leczenia jest szczególnie skuteczny w stadium bezobjawowym raka jako metoda uzupełniająca radioterapię lub leczenie chirurgiczne. Jednak jeżeli komórki rakowe są wrażliwe na ten sposób leczenie, to stosowanie go jako wspomagającego w późniejszych stadiach choroby, także polepsza rokowanie.

Nawet jeżeli rak jest objawowy, ale guz jest miejscowy i nie daje jeszcze przerzutów – szansa na pełne wyleczenie jest duża. Rak prostaty rozwija się zazwyczaj bardzo powoli, co polepsza rokowanie w tym nowotworze, gdyż lekarz ma więcej czasu na wykrycie choroby, oczywiście o ile pacjent zgłasza się na systematyczne kontrole. Jeżeli rak zostanie zdiagnozowany w stadium bez przerzutów, najlepszą metodą leczenia jest prostatektomia, czyli wycięcie całkowite prostaty.

Przerzuty pogarszają rokowanie

Bardzo nie korzystnym czynnikiem wpływającym na rokowanie jest wykrycie u chorego na raka prostaty przerzutów do kości. Prawdopodobieństwo przerzucania się komórek nowotworowych do kości jest zależne od stadium zaawansowania choroby oraz stopnia złośliwości nowotworu – oczywiście czym nowotwór bardziej złośliwy i bardziej zaawansowany, szansa na przerzuty do kości jest większe. Początkowo przerzuty te nie powodują dolegliwości, a do wykrycia ich konieczne jest wykonania badania specjalistycznego jakim jest scyntygrafia. Odkrycie komórek nowotworowych w kościach znacznie zmniejsza szanse na pełne wyzdrowienie, a nawet na przeżycie. Najgroźniejszym powikłaniem przerzutów do kości, są złamania trzonów kręgów w kręgosłupie, które mogą być przyczyną wystąpienia objawów neurologicznych do pełnego paraliżu włącznie. Na rokowanie wpływa nie tylko sama obecność przerzutów ale także ich rozległość, do oceny czego bardzo przydatna jest scyntygrafia.

Polecamy: Jak leczyć raka prostaty?

Rozpoznanie raka prostaty nie musi być wyrokiem. Diagnoza nowotworu we wczesnym stadium, kiedy nie nacieka on sąsiadujących narządów oraz nie daje przerzutów do kości, daje nawet 90% szans na pełne wyleczenie! Kluczem do sukcesu są regularne kontrole u urologa.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (9)
/4 miesiące temu
Moj Tato leczyl sie kilka lat na raka prostaty, chodzil prywatnie do urologa w Rawie Mazowieckiej, ktory przepisywal mu jedynie leki a na biopsje skierowal go TYLKO raz - na poczatku leczenia. O tym, zeby go zbadal palpacyjnie, badz wyslal na jakies dodatkowe badania - nie bylo mowy. W zeszlym roku we wrzesniu Tato zrobil badania krwi na wlasna reke - stwierdzono ogromny skok PSA, zaczal miec duze problemy z oddawaniem moczu. Rawski urolog stwierdzil, ze nic powaznego sie nie dzieje i nie trzeba wykonywac zadnej operacj, a wysokie PSA jeszcze nic nie znaczy. Na wlasna reke znalezlismy klinike /prywatna w Kutnie/, tam zrobili Ojcu operacje czesciowego usuniecia prostaty za 7000 zl . Lekarz /wlasciciel prywatnej kutnowskiej kliniki urologicznej/ po zadanym przeze mnie pytaniu na wstepnej wizycie, ZANIM zdecydowalismy sie na operacje - czy moga pojawic sie przerzuty innymi slowy czy jest sens robienia operacji - odpowiedzial: 50/50 procent. Po operacji Tato byl coraz slabszy, poltora miesiaca po operacji Tacie spuchla noga, przestal chodzic i zaczal sie poczatek konca. Zmarl kilka tygodni pozniej. Obarczam wina lekarza w Kutnie i nigdy mu nie przebacze , ze nas oklamal, wyciagajac reke po te 7000. Wiedzial juz wtedy, majac wyniki badan w reku, wykonane w swojej klinice, ze Tato mial przerzuty, tylko jeszcze wtedy byly bezobjawowe i zadna operacja czesciowego czy calego usuniecia prostaty by nie pomogla. Porazajacy jest cynizm tego lekarza a te wszystkie naiwne artykuly w internecie o leczeniu mozna miedzy bajki wlozyc...
/rok temu
Zgadzam się z wypowiedziami chorego i Marka. U mnie w rodzinie też jest chory na raka prostaty i to wszystko co piszą u góry to guzik prawda! Pierwsza operacja - usunięcie prostaty, druga okolicznych węzłów chłonnych bo podobno tam najczęściej są przeżuty. 3 miesiące spokoju, a potem gorączka, ból, otwarcie ran pooperacyjnych, z których zaczyna się lać niemalże strumieniem ropa. Kolejna operacja, kolejne znalezione komórki rakowe, czekanie 2 miesiące na chemię poczym okazuje się, że nie może jej dostać, znowu czekanie tym razem na radioterapie. Później jednak jeszcze chemia. Po trzech utrata świadomości i jakiej kolwiek samodzielności. Do tego od pół roku otwarte rany i lejąca się ropa, potworny ból, i brak sił aby samemu przytrzymać choćby kubek z piciem. A znaleźć w internecie choćby słowo o rokowaniach przy wznowie to jak znaleźć igłę w stogu siana. Wszędzie tylko piszą, że to niemalże taka sama choroba jak angina czy coś. Raz dwa i masz nowe życie...
/rok temu
Walczę z nowotworem już dwa lata. Bardzo wcześnie wykryty. Niestety przekonałem się, że te wszystkie zapewnienia o wyleczalności, że to nie wyrok, że można z tym żyć piszą dziennikarze, którzy niewiele wiedzą. Owszem da się z tym żyć, tylko co to za życie? Oczywiście, że kliniki onkologiczne zapewniają o swojej skuteczności, tylko na ile jest to zwykły marketing a na ile prawda? Skutki leczenia, to też nie są same przyjemności pod tytułem "żył długo i szczęśliwie". Wychodzi na to, że ci co odeszli to, zadaniem dziennikarzy, mieli zwykłego pecha. Narasta jakaś dziennikarska obsesja wmawiania. Sam się leczę i mam kontakt z chorymi i wiem jak to jest. Na szczęście moja kobieta mnie wspiera i za to jej dziękuję.
POKAŻ KOMENTARZE (6)