Prawdziwy artysta oddaje swoim fanom duszę. Przelewa na papier lub na pięciolinię to, co czuje w danym momencie swojego życia. Dzieli się ze słuchaczami przeżyciami miłosnymi, ale też traumatycznymi chwilami, którym musi stawić czoła. Katarzyna Nosowska wielokrotnie zapraszała nas do swojego życia przy pomocy muzyki. Dziś pokazuje swój ból po utracie mamy. Ubiera w słowa żałobę, wyśpiewuje swoją stratę. I robi to równo 30 lat od rozpoczęcia solowej kariery. A ja dostrzegam w albumie „Nigredo” pewną klamrę oraz odwołania do dotychczasowej twórczości artystki.
WIDEO…
„Nigredo” Katarzyny Nosowskiej na 30-lecie kariery solowej
- Pomyślałam sobie, że skoro to jest 30 lat, to zmieniłam całkowicie koncepcję płyty. Miałam zamiar nagrać zupełnie inaczej i inną, ale pomyślałam sobie „wow” – ten upływ czasu zrobił na mnie takie wrażenie. I pomyślałam sobie, że to świetna okazja, żeby spotkać się z chłopakami tak bliskimi mojemu sercu – mówiła Kasia Nosowska na Audio Video Show 2026 podczas spotkania związanego z jej nową płytą.
Cała koncepcja krążka opowiada o bardzo trudnym momencie w życiu artystki. Jak sama Kasia podkreśla, tytuł „Nigredo” to odwołanie do fantastyki. Jest mocne, chłodne w wyrazie – surowe jak czas i motywy związane z krążkiem. Tematy poruszone w tekstach Nosowskiej są w dużej mierze związane ze śmiercią jej mamy i przeżytą żałobą. Mówi, że znów stała się dzieckiem, a moment, gdy musiała poradzić sobie z odejściem mamy, był jednocześnie momentem, gdy spotkała się z prawdą na swój temat. Moim zdaniem to ogromna siła „Nigredo”. Zarówno warstwa tekstowa, jak i muzyczna tej płyty jest do cna emocjonalna. I właśnie za to fani kochają twórczość Nosowskiej.
Był Hey, była Kaśka, jest Nosowska 30 lat później
Katarzyna Nosowska jest artystką, która dojrzewa razem z nami. Teksty, które wyszły spod jej pióra, a także kompozycje, które tworzyła najpierw z zespołem Hey, a potem z różnymi producentami, z którymi łączyła się w swojej solowej karierze, zawsze były nader emocjonalne. Te emocje nas wychowywały – mówię to jako kobieta urodzona w latach 90. (niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nie śpiewał „Teksańskiego” przy ognisku). W moich nastoletnich latach, w okresie buntu, słuchałam właśnie starego Hey, a utwory takie jak „Cisza, ja i czas” czy „Zazdrość” trafiały do mojego wnętrza.
Im byłam starsza, tym coraz częściej sięgałam po solową Kaśkę. „Puk-puk” to jedna z moich ukochanych płyt, do których wracam nieustannie. Później wciąż sięgałam po kolejne krążki solowej Nosowskiej, choć nie ukrywam, że nie każdy eksperyment muzyczny Kasi grał mi w duszy. Dziś, choć dzieli nas całe pokolenie, czuję, że Nosowska jest mi jeszcze bliższa. Sama 5 lat temu pochowałam mamę i wiem, przez co przeszła artystka. Jej katharsis w formie „Nigredo”, jest uwalniające także dla mnie. A muzyczna głębia tej płyty wręcz uzależnia.
Nowy album Kasi to próba zderzenia przyziemności ludzkiego życia ze swoistym science-fiction, w jakim żyjemy. Artystka pokazuje, w jaki sposób próbuje radzić sobie z trudnymi emocjami, a jednocześnie z przytłaczającą i przebodźcowującą rzeczywistością. Ale też dostrzegam w tej płycie hołd do dotychczasowej twórczości Nosowskiej. Tak, jakbym niektóre utwory słyszała w zupełnie nowej aranżacji. Zauważam w nich podobieństwo m.in. do „A ty?” Hey czy do „Kto tam, kto jest w środku?” z albumu „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” (2009).
„Nigredo” to cztery różne wersje tej samej Kaśki
To innowatorski album, ponieważ słyszymy na nim kompozycje czterech różnych producentów. Każdy z nich współpracował już z Kasią. Nosowska zaufała im, pozwoliła na pełną swobodę twórczą, a potem do tych melodii dołożyła teksty o bardzo emocjonalnym kalibrze.
Jednym z producentów jest Paweł Krawczyk, prywatnie mąż Katarzyny Nosowskiej. Artystka podkreśla, że to właśnie z nim najczęściej kłóciła się podczas nagrań.
- Jak on do mnie mówi „musisz jeszcze raz coś zaśpiewać”, to ja wtedy myślę „coś jest nie tak między nami, może już mnie nie kocha”. Jesteśmy zbyt blisko, żeby tę współpracę traktować wyłącznie w kategoriach działania twórczego – podkreślała na Audio Video Show 2026.
Uczucia, które ich łączą, wyraźnie słychać w utworach. Mamy tu do czynienia z elektroniczną muzyką z odrobiną psychodelicznych dźwięków w tle. Za to Kasia jest w nich bardzo subtelna. Utwór „Słowa” jest o ogromnym bólu. Czuć, że artystka chciałaby wykrzyczeć te emocje, ale zdusza je w sobie, za to Krawczyk linią melodyczną w pewien sposób robi to za nią. Wyczuwamy idealną synchronizację dwóch artystycznych dusz. I to właśnie ten duet zamyka płytę utworem „Ewakuacja” z bardziej rockowym sznytem.
Osobiście upodobałam sobie kompozycje Andrzeja Smolika. „Szkoda barw” przywodzi mi na myśl połączenie nowej Kaśki ze starymi kawałkami Hey. Smolik bawi się dźwiękami i przejściami. A głos Kaśki w tym kawałku to ten nasz ulubiony, zachrypnięty… To właśnie on sprawia, że cały utwór nabiera charakteru. Za to w „Mojej głowie” Smolik dodaje nieco vibe’u z lat 80., a Kasia śpiewa o tym, co w nowej rzeczywistości próbuje objąć swoim umysłem, choć przychodzi jej z trudem. I myślę, że każdy z nas mógłby się pod tym podpisać.
Na płycie mamy też do czynienia z kompozycjami Michała Foxa Króla, który jest wieloletnim partnerem muzycznym Nosowskiej. Kocha eksperymenty, co słychać także w „Nigredo”. Tym razem jednak producent wyszedł z założenia, że mniej znaczy więcej. Jego kompozycje są oparte na pojedynczych dźwiękach w nieco futurystycznym wydaniu. I dają Kasi pełne pole do popisu, ponieważ są zaledwie tłem dla jej głosu i emocji, które chce wykrzyczeć, co jest słyszalne szczególnie w jednym z moich ulubionych kawałków z tej płyty: „9/10”.
Mamy też cztery kompozycje stworzone przez Marcina Macuka. Ja najmniej lubię ten fragment płyty, co nie znaczy, że nie zostanie on doceniony przez fanów muzyki elektronicznej. Dźwięki wywołują w nas niepokój z prędkością karabinu maszynowego, ale też dają Nosowskiej pole do popisu – od melorecytacji, po krzyk.
Tu trzeba przyznać, że ewidentnie pierwsze skrzypce dla tych melodii stanowią teksty Nosowskiej. Jej trafne spojrzenie na rzeczywistość, ale też próba jej zrozumienia i poradzenia sobie z trudnymi emocjami.
Po rozłożeniu płyty „Nigredo” na czynniki pierwsze muszę podkreślić, że to udane zwieńczenie 30 lat solowej kariery. Być może wpłynęła na to historia, która zainspirowała Katarzynę Nosowską do stworzenia tej płyty. A może to już ten moment, gdy artystka jest na tyle kompletna, że wie od A do Z, jak chce, aby wyglądały jej współprace i twórczość, która staje się ich owocom. A może wszystko? Wiem jedno, „Nigredo” trafia na moją playlistę ulubionych krążków w karierze Nosowskiej. I myślę, że jakiś czas będzie w topce – tuż obok „Puk-puk” sprzed 30 lat.
Czytaj także:
- "Mniej obcy" czy wciąż bardziej? Film o Borysewiczu pokazuje, że polski rock’n’roll to nie tylko pogo pod sceną
- Przemysław Piotrowski udowadnia, że kryminał może mieć twarz kobiety. Recenzja "Ślepą czarną nocą"
- Kino, które nie krzyczy. 10 filmów w stylu slow living dla przebodźcowanych