Czekałam na ten wyjazd jak dziecko na gwiazdkę. Po tylu latach pracy, wychowywania dzieci i samotnych wieczorów miałam nadzieję, że wreszcie odpocznę – nie tylko od codzienności, ale też od tej dziwnej pustki, która pojawiła się w moim życiu po śmierci męża. Gdy Grażyna zaproponowała wspólną podróż, poczułam jakby ktoś wyciągnął do mnie rękę. Marzyłam o tym, żeby poczuć się znowu potrzebna, zaśmiać się do łez, mieć z kim wspominać i z kim planować. Nie przypuszczałam, że ten wyjazd pokaże mi, jak bardzo można się pomylić w ocenie drugiego człowieka.
WIDEO…
Początek był obiecujący
Z Grażyną znałyśmy się od ponad trzydziestu lat. Przeszłyśmy razem przez małżeństwa, wychowywanie dzieci, a potem przez jesień życia, która dla nas obu okazała się dość samotna. Mój mąż zmarł dekadę temu, Grażyna rozwiodła się jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Kiedy rzuciła pomysł wyjazdu do Turcji, byłam zachwycona. Zawsze chciałam zobaczyć Kapadocję, napić się prawdziwej tureckiej herbaty na lokalnym bazarze i po prostu odpocząć w cieple, z dala od polskiej, szarej rzeczywistości.
– Ela, to będzie nasz czas – mówiła, przeglądając oferty w biurze podróży. – Żadnych zmartwień, żadnego gotowania, tylko my, słońce i koktajle z palemką. Zobaczysz, poczujemy się jak nastolatki.
Zaufałam jej. Wydałam lwią część swoich oszczędności, kupiłam nowe stroje kąpielowe, letnie sukienki i z wielkimi nadziejami wsiadłam do samolotu. Pierwszy dzień był wspaniały. Rozpakowałyśmy się w przestronnym pokoju z widokiem na morze, zjadłyśmy pyszną kolację i poszłyśmy na spacer brzegiem plaży. Czułam, że ten wyjazd to najlepsza decyzja w moim życiu. Śmiałyśmy się, wspominałyśmy dawne czasy, planowałyśmy wycieczki fakultatywne. Wszystko zepsuło się drugiego wieczoru.
Poczułam się jak intruz
Po obfitej kolacji postanowiłyśmy usiąść przy hotelowym barze. Grażyna zamówiła kolorowe koktajle, a ja rozkoszowałam się chłodnym wieczornym wiatrem. Wtedy do naszego stolika podszedł on. Wysoki, szpakowaty mężczyzna w lnianej koszuli, pachnący mocnymi perfumami. Uśmiechnął się szeroko i zapytał, czy może się przysiąść, bo wszystkie inne miejsca były zajęte. Przedstawił się jako Ryszard. Okazało się, że jest wdowcem z Warszawy i przyjechał tu sam, żeby trochę odpocząć po ciężkim roku.
Od razu zauważyłam, jak Grażyna się zmienia. Wyprostowała się, poprawiła włosy i zaczęła mówić tym swoim nieco wyższym, kokieteryjnym głosem, którego nie słyszałam u niej od lat. Zaczęła rzucać żartami, śmiać się z każdego, nawet najmniej zabawnego słowa Ryszarda, całkowicie mnie ignorując. Siedziałam obok, popijając swój napój i czułam się jak intruz. Kiedy próbowałam włączyć się do rozmowy, Grażyna szybko zmieniała temat, kierując całą uwagę z powrotem na siebie i swojego nowego znajomego.
– A wy, dziewczyny, same na wakacjach? – zapytał Ryszard, patrząc na nas obie.
– Tak, tak, wyrwałyśmy się z Elą na chwilę, ale wiesz, my jesteśmy bardzo niezależne – odpowiedziała szybko Grażyna, posyłając mu spojrzenie spod rzęs. – Szczególnie ja uwielbiam spontaniczne przygody.
Poczułam ukłucie irytacji, ale postanowiłam nie psuć wieczoru. W końcu jesteśmy na wakacjach, niech się dziewczyna trochę rozerwie. Około północy powiedziałam, że jestem zmęczona i idę do pokoju. Grażyna nawet nie spojrzała w moją stronę, rzucając tylko krótkie dobranoc. Wróciła do pokoju grubo po trzeciej nad ranem, budząc mnie głośnym trzaskaniem drzwi.
Było mi głupio
Następnego ranka Grażyna była cała w skowronkach. Zanim zdążyłam wstać z łóżka, ona już stała przed lustrem w pełnym makijażu, przymierzając trzecią z kolei sukienkę.
– Ryszard zaproponował, żebyśmy zjedli razem śniadanie – zaszczebiotała, nakładając szminkę. – Pospiesz się, Ela, nie wypada kazać mu czekać.
Przy stoliku czułam się jeszcze gorzej niż poprzedniego wieczoru. Ryszard i Grażyna zachowywali się tak, jakby znali się od lat. Rozmawiali o swoich zainteresowaniach, planowali dzień, a ja siedziałam nad talerzem z jajecznicą, zastanawiając się, co ja tu właściwie robię. Po śniadaniu poszłyśmy nad basen. Grażyna od razu zajęła dwa leżaki, rzuciła na jeden z nich swój ręcznik i torbę.
– Ela, kochanie, przypilnujesz moich rzeczy? Ryszard chce mi pokazać hotelowe ogrody. Wrócę za kwadrans – powiedziała i zniknęła, zanim zdążyłam odpowiedzieć.
Kwadrans zamienił się w godzinę, a potem w trzy godziny. Siedziałam na słońcu, czytając książkę, podczas gdy obok mnie pusty leżak z ręcznikiem Grażyny odstraszał innych wczasowiczów szukających miejsca. Czułam się głupio. Ludzie patrzyli na mnie z politowaniem, a ja co chwilę nerwowo zerkałam na zegarek. Kiedy w końcu wróciła, nie miała nawet wyrzutów sumienia.
– Och, Ela, było wspaniale! Ryszard to taki interesujący człowiek. Nawet nie zauważyłam, jak ten czas zleciał. Przesuniesz się trochę? Słońce mi ucieka – powiedziała, kładąc się na leżaku i zakładając okulary przeciwsłoneczne.
Doskwierała mi samotność
Sytuacja powtarzała się każdego kolejnego dnia. Nasze wspólne plany przestały istnieć. Wycieczka do Kapadocji, na którą tak bardzo czekałam? Grażyna stwierdziła, że to za daleko i za bardzo męczące. Zamiast tego wolała spędzać całe dnie z Ryszardem, pijąc drinki i spacerując. Ja zostałam sprowadzona do roli strażniczki leżaków i osoby, która wysłuchuje jej wieczornych relacji z tego, jak cudowny jest Ryszard.
Czułam się oszukana. Próbowałam z nią o tym porozmawiać czwartego dnia naszego pobytu, kiedy zostałyśmy same w pokoju.
– Grażyna, miałyśmy spędzać ten czas razem. Czuję się trochę pominięta – zaczęłam delikatnie, nie chcąc wywołać kłótni.
Grażyna westchnęła ciężko, przewracając oczami.
– Oj, Ela, przestań dramatyzować. Przecież widzimy się rano i wieczorem. Daj mi trochę pożyć. Nie bądź taka egoistyczna, przecież wiesz, że od lat nie spotkałam nikogo interesującego. Ciesz się moim szczęściem, zamiast marudzić.
Jej słowa uderzyły mnie jak obuchem. Ja byłam egoistyczna? Ja, która zrezygnowała z własnych planów, żeby dotrzymać jej towarzystwa? Zamilkłam. Zrozumiałam, że nie ma sensu tłumaczyć jej czegokolwiek. Grażyna była zapatrzona w siebie i swojego nowego adoratora. Reszta wyjazdu upłynęła mi pod znakiem samotności. Przestałam chodzić z nimi na posiłki. Sama zapisywałam się na wycieczki, sama spacerowałam po lokalnych bazarach, sama jadłam kolacje w małych, urokliwych restauracjach poza hotelem.
Z jednej strony odkryłam, że podróżowanie w pojedynkę ma swoje plusy. Nie musiałam na nikogo czekać, mogłam spędzać godziny w miejscach, które mnie interesowały. Z drugiej strony, wieczorami, wracając do pustego pokoju, czułam ogromny smutek. Straciłam przyjaciółkę. Kogoś, kogo uważałam za bliską osobę, a kto potraktował mnie jak zbędny balast, gdy tylko na horyzoncie pojawił się mężczyzna.
Nie było mi jej żal
Powrót do Polski był niezręczny. Na lotnisku Ryszard czule pożegnał się z Grażyną, obiecując, że zadzwoni, jak tylko wróci do Warszawy. W samolocie Grażyna paplała bez przerwy o wspólnych planach, o tym, że Ryszard zaprosił ją na weekend, o tym, jak cudownie się zapowiada ta znajomość. Słuchałam tego z obojętnością, kiwając tylko głową.
Minęły dwa tygodnie od naszego powrotu. Grażyna zadzwoniła do mnie we wtorkowy wieczór. Płakała.
– Ela, wyobraź sobie, że on przestał odbierać telefony! – szlochała do słuchawki. – A dzisiaj zobaczyłam, że wrzucił zdjęcie z jakąś młodszą kobietą. Oszukał mnie, ten drań!
Słuchałam jej żalów, pijąc herbatę w swoim salonie. Kiedyś pewnie rzuciłabym wszystko, pojechała do niej i pocieszała do białego rana. Ale teraz? Teraz czułam tylko zmęczenie.
– Przykro mi, Grażyna – powiedziałam chłodno. – Ale muszę kończyć, akurat jestem zajęta.
Rozłączyłam się, zanim zdążyła odpowiedzieć. Spojrzałam na pamiątki z Turcji, które przywiozłam ze swoich samotnych wypraw. Piękne, ceramiczne miseczki i pudełko chałwy. To były moje wakacje. Szkoda tylko, że musiałam zapłacić za nie utratą wieloletniej przyjaźni.
Elżbieta, 61 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają one rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zebrałam jagody na pierogi dla męża, a on też zrobił mi niespodziankę. Spakował walizki i wyszedł bez słowa pożegnania”
- „Teściowa kazała mi upiec jagodzianki, chociaż wiedziała, że wyjdzie zakalec. Chciała mnie upokorzyć przed rodziną”
- „Teść ciągle ze mną flirtował, aż w końcu wzięłam sprawy we własne ręce. Odechciało mu się sięgać po zakazany owoc”



























