Każdego ranka zakładałam maskę perfekcyjnej pracownicy, choć w głowie tworzyłam niezwykłe światy, o których nikt nie miał pojęcia. Kiedy w moim życiu pojawił się mężczyzna idealny, moi bliscy uznali go za życiowego nieudacznika. Musiałam wybierać między opinią rodziny a głosem własnego serca. Nie miałam pojęcia, że człowiek, którego tak zaciekle broniłam, ukrywa przede mną tajemnicę, która na zawsze zmieni moje życie.

WIDEO

player placeholder

Jak trybik w ogromnej maszynie

Dźwięk budzika był dla mnie niczym wyrok. Codziennie o siódmej rano otwierałam oczy i czułam ogromny ciężar na klatce piersiowej. Moje życie teoretycznie wyglądało jak z obrazka, o którym marzy wielu młodych ludzi. Posiadałam stałą pracę w renomowanej korporacji, własne biurko, służbowy telefon i perspektywę awansu. W rzeczywistości jednak nienawidziłam każdej minuty spędzanej w tym przeszklonym biurowcu. Przekładanie dokumentów, tworzenie niekończących się raportów i udział w spotkaniach, które niczego nie wnosiły do mojego życia, wysysały ze mnie całą energię. 

Czułam się jak trybik w ogromnej maszynie, który w każdej chwili można wymienić na nowszy model. Moją jedyną odskocznią było pisanie. Po powrocie do wynajmowanego mieszkania zrzucałam niewygodne szpilki, parzyłam dzbanek zielonej herbaty i otwierałam swój prywatny świat. Tworzyłam wielowątkowe powieści obyczajowe z elementami magii. Kreowałam bohaterów, którzy przeżywali fascynujące przygody, podróżowali po zapomnianych lądach i nie bali się ryzykować. Byli wszystkim tym, kim ja nie potrafiłam być w prawdziwym życiu. Zapisywałam dziesiątki stron w grubych zeszytach, ale nigdy nie odważyłam się pokazać mojej twórczości komukolwiek z zewnątrz. Byłam przekonana, że nikt nie wziąłby tego na poważnie. W moim otoczeniu liczyły się twarde dane, wykresy i stabilizacja finansowa, a nie bujanie w obłokach.

Zobacz także:

Jedyną osobą z mojej rodziny, z którą mogłam porozmawiać w miarę otwarcie, był mój starszy brat Marcel. Miał trzydzieści lat, pracował jako architekt i chociaż sam stąpał twardo po ziemi, potrafił zrozumieć moją potrzebę ucieczki od rzeczywistości. Często powtarzał, że powinnam przestać dusić w sobie emocje, ale zbywałam to milczeniem. Bałam się odrzucenia.

Niezwykle wrażliwy i opiekuńczy człowiek

Wszystko zmieniło się w pewne deszczowe popołudnie. Szłam szybkim krokiem przez miasto, trzymając w rękach plik dokumentów, które musiałam zanieść do biura księgowego na sąsiedniej ulicy. Wiatr wyrywał mi parasol z rąk, a krople deszczu uderzały o moją twarz. W pewnym momencie poślizgnęłam się na mokrym chodniku. Dokumenty rozsypały się na wszystkie strony, a ja poczułam łzy bezsilności zbierające się pod powiekami. To był ten jeden zły dzień za dużo.

Nagle obok mnie zatrzymał się wysoki mężczyzna. Nie zapytał, czy nic mi nie jest, po prostu kucnął i bez słowa zaczął zbierać mokre kartki. Kiedy podniósł wzrok, na moment zapomniałam, jak się oddycha. Był uderzająco przystojny. Miał ciemne, lekko kręcone włosy, szerokie ramiona i uśmiech, który błyskawicznie topił wszelkie lody. Zauważyłam też, że poruszał się z niezwykłą gracją. Wyglądał, jakby zszedł prosto z okładki zagranicznego magazynu.

 Mam nadzieję, że to nie były tajne akta rządu  powiedział melodyjnym głosem, wręczając mi zebrany plik.

 Na szczęście tylko nudne raporty finansowe, chociaż mój szef pewnie uważa je za równie ważne  odpowiedziałam, czując, że czerwienię się jak nastolatka.

Tak poznałam Fabiana. Okazało się, że w przeszłości faktycznie pracował jako fotomodel, ale zrezygnował z tego świata, bo uważał go za zbyt powierzchowny. Zaczęliśmy się spotykać i bardzo szybko odkryłam, że pod jego oszałamiającą powierzchownością kryje się niezwykle wrażliwy i opiekuńczy człowiek. Fabian był moim zupełnym przeciwieństwem. Spokojny, radosny, potrafiący cieszyć się z drobnostek. Potrafił słuchać godzinami o moich frustracjach związanych z pracą i nigdy mnie nie oceniał. Czułam, że przy nim po raz pierwszy mogę być w pełni sobą.

Zachował pełen spokój

Mój entuzjazm szybko zderzył się jednak ze ścianą oczekiwań moich bliskich. Problem polegał na tym, że Fabian pracował jako instruktor sztuk walki. Prowadził zajęcia sportowe dla różnych grup wiekowych. Dla mnie było to imponujące, uczył ludzi dyscypliny i wiary we własne siły, ale dla moich rodziców zabrzmiało to jak ponury żart. Rodzinny obiad, na który po raz pierwszy przyprowadziłam Fabiana, był prawdziwą drogą przez mękę. Zasiedliśmy przy dużym stole w jadalni moich rodziców. Matka podała pieczeń, a ojciec zaczął swój standardowy wywiad.

 A więc, młodzieńcze, czym się dokładnie zajmujesz?  zapytał mój ojciec, krojąc mięso z miną sędziego wydającego wyrok.

 Jestem instruktorem sztuk walki. Uczę dyscypliny, szacunku do przeciwnika i pracy nad własnym ciałem  odpowiedział Fabian z dumą, nie unikając wzroku mojego ojca.

 Rozumiem. Ale jakie masz poważne plany na przyszłość? Prowadzisz jakąś firmę? Pracujesz w zarządzie? Sport to przecież hobby, a z czego planujesz utrzymać rodzinę? – w głosie matki brzmiała wyraźna wyższość.

 Mamo, proszę cię  odezwałam się natychmiast, czując, jak ściska mnie w żołądku.

 Przecież tylko pytam  odparła niewinnie matka.  Chcę wiedzieć, czy ten młody człowiek ma stabilną pozycję życiową. Nasza córka ma doskonałą pracę, buduje karierę. Oczekujemy, że jej partner będzie na podobnym poziomie.

Spojrzałam na Fabiana, gotowa zapaść się pod ziemię ze wstydu za zachowanie moich rodziców. On jednak zachował pełen spokój. Uśmiechnął się delikatnie, położył dłoń na moim kolanie pod stołem, by dodać mi otuchy.  Tylko Marcel próbował ratować sytuację. 

 Dajcie spokój, praca z ludźmi wymaga mnóstwa umiejętności, których nie zdobędzie się siedząc za biurkiem. Poza tym najważniejsze, że Sabina jest szczęśliwa — powiedział mój brat, puszczając do mnie oko.

Niestety, opinia moich znajomych z korporacji była równie okrutna. Kiedy pokazałam im zdjęcie Fabiana i wspomniałam, czym się zajmuje, zaczęli rzucać kąśliwe uwagi. Uważali go za wiecznego chłopca, kogoś, kto nigdy nie dorósł do dorosłego życia i woli biegać po sali treningowej, zamiast zająć się prawdziwym biznesem. Broniłam go jak lwica. Kłóciłam się z przyjaciółkami, odcinałam się od złośliwych komentarzy w biurze. Było mi obojętne, co o nim myślą. Widziałam w nim człowieka, który jako jedyny pytał mnie wieczorem, jak się czuję, zamiast pytać, ile dziś zarobiłam.

Oczekiwałam śmiechu

Z biegiem miesięcy nasza relacja stawała się coraz głębsza. Fabian wprowadził się do mojego mieszkania. Z każdym dniem utwierdzałam się w przekonaniu, że to ten jedyny. Pewnego wieczoru, gdy wróciłam z pracy kompletnie wyczerpana po wyjątkowo trudnym spotkaniu z niezadowolonym klientem, znalazłam na stole ciepłą kolację i zapalone świece. Fabian siedział na kanapie z jednym z moich starych zeszytów w dłoniach. Serce zamarło mi w piersi. Zapomniałam go schować do szuflady przed wyjściem.

 Zostaw to!  krzyknęłam, podbiegając i wyrywając mu notatnik z rąk. Byłam przerażona, że przeczytał moje opowieści. Oczekiwałam śmiechu, kpin, tego samego spojrzenia pełnego litości, jakie widziałam u moich rodziców, gdy patrzyli na niego.

 Hej, spokojnie  powiedział miękko, podnosząc dłonie w geście kapitulacji.  Przeczytałem tylko pierwszą stronę. Dlaczego mi nie powiedziałaś, że masz taki niezwykły talent?

 Jaki talent? To tylko głupoty. Pisanie do szuflady, żeby nie zwariować od tych wszystkich korporacyjnych tabelek  odparłam, czując łzy w oczach.

 To nie są głupoty. Masz niesamowitą wyobraźnię. Powinnaś to wydać. Ktoś powinien to przeczytać  stwierdził z pełnym przekonaniem.

 Tak? A za co będziemy żyć? Za twoje treningi i moją rzekomą karierę pisarską? Rodzice mieli rację, muszę trzymać się swojej pracy, bo inaczej oboje zginiemy z głodu  wybuchłam, po czym natychmiast pożałowałam swoich słów. Zrobiło mi się potwornie wstyd.

Fabian jednak się nie pogniewał. Popatrzył na mnie uważnie swoimi głębokimi, ciemnymi oczami.

 Zaufaj mi. Wszystko ułoży się lepiej, niż myślisz  odpowiedział tajemniczo, po czym przytulił mnie mocno, pozwalając, bym wypłakała całą swoją frustrację w jego ramię.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem

Dwa miesiące później, z okazji naszej rocznicy, Fabian zaprosił mnie na kolację. Poprosił, żebym ubrała się elegancko. Zabrał mnie do restauracji umiejscowionej na najwyższym piętrze najbardziej luksusowego wieżowca w mieście. Znałam to miejsce tylko z opowieści moich przełożonych z pracy. Ceny w menu przyprawiały o zawrót głowy. Kiedy zasiedliśmy przy stoliku z widokiem na panoramę oświetlonego miasta, czułam się nieswojo.

 Fabian, co ty wyprawiasz?  szepnęłam, zerkając nerwowo na cennik.  Przecież my za jedną kolację zapłacimy tu tyle, co za połowę czynszu. Może po prostu pójdziemy do naszej ulubionej małej knajpki na rogu?

 Przestań się martwić o rachunek. Dzisiejszy wieczór jest wyjątkowy – odparł z łagodnym uśmiechem, zamawiając dla nas wodę mineralną i wykwintne dania, o których istnieniu nawet nie miałam pojęcia.

Przez cały wieczór był dziwnie spięty, choć próbował nadrabiać to żartami. Kiedy kelner zabrał nasze talerze po deserze, Fabian nagle spoważniał. Sięgnął do kieszeni swojej marynarki i wyjął z niej małe, welurowe pudełeczko. Położył je na stole między nami. Zamarłam. Moje dłonie zaczęły drżeć, a w głowie zaszumiało od natłoku myśli.

 Odkąd wpadłaś na mnie na tamtym chodniku i rozsypałaś swoje dokumenty, wiedziałem, że nie wypuszczę cię już z mojego życia  zaczął powoli.  Jesteś najodważniejszą, najbardziej lojalną kobietą, jaką znam. Broniłaś mnie przed całym światem, nie oczekując niczego w zamian. Chcę spędzić z tobą resztę mojego życia.

Otworzył pudełeczko. Wewnątrz błyszczał przepiękny pierścionek. Nie był to zwykły kawałek metalu z wystawy sieciowego jubilera. Był to niesamowicie kunsztowny wyrób, z iskrzącym się kamieniem. Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami.

 Tak. Oczywiście, że tak!  wykrztusiłam, a po moich policzkach popłynęły łzy wzruszenia. 

Kiedy wsunął pierścionek na mój palec, spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

 Fabian, to jest przepiękne, ale... skąd ty wziąłeś na to pieniądze? Przecież to musiało kosztować fortunę. Nie powinieneś brać kredytów, damy sobie radę bez takich luksusów...

Siedziałam w milczeniu

Zaczął się śmiać. To był szczery, głęboki śmiech, który wprawił mnie w niemałą konsternację. 

 Pamiętasz, jak twoi rodzice dopytywali o moją stabilizację finansową, a znajomi z pracy śmiali się, że jestem wiecznym chłopcem biegającym po macie?  zapytał, wciąż uśmiechając się szeroko.

 Oczywiście, nienawidziłam tego.

 Muszę ci o czymś powiedzieć. Nigdy nie skłamałem na temat tego, czym się zajmuję. Jestem instruktorem sztuk walki. Ale zapomniałem dodać jednego drobnego szczegółu. Nie jestem zatrudniony w żadnej szkole. Jestem właścicielem sieci dwudziestu pięciu profesjonalnych ośrodków sportowych w całym kraju. Mam pod sobą setki pracowników i całkiem spory kapitał.

Siedziałam w milczeniu, próbując przyswoić to, co właśnie usłyszałam. Otwierałam usta, ale nie wydobywał się z nich żaden dźwięk.

 Jesteś... właścicielem sieci? Jesteś bogaty?  zapytałam w końcu, wciąż w szoku.  Dlaczego mi nie powiedziałeś?

 W środowisku, w którym się kiedyś obracałem jako model, a potem jako biznesmen, spotykałem kobiety, które patrzyły tylko na mój portfel i status. Kiedy poznałem ciebie, chciałem wiedzieć, że pokochasz mnie za to, kim jestem, a nie za to, co posiadam. I udowodniłaś to. Stanęłaś po mojej stronie wbrew wszystkim. Kochałaś "biednego instruktora", ryzykując gniew rodziny i kpiny znajomych. Jesteś jedyną osobą, której ufam bezgranicznie.

Czułam, jak cały mój dotychczasowy świat układa się na nowo. Człowiek, z którego wszyscy drwili, okazał się człowiekiem z ogromnym sukcesem, który po prostu nie musiał nikomu niczego udowadniać krzykiem ani drogimi gadżetami.

Odwaga, by kochać

Fabian ujął moją dłoń w swoje obie ręce i spojrzał mi prosto w oczy.

 A teraz moja kolej, żeby coś dla ciebie zrobić. Wiem, jak bardzo nienawidzisz swojej pracy w korporacji. Widzę, jak z każdym dniem gaśniesz, wpatrując się w ten służbowy monitor. Widzę też, jak ożywasz, kiedy piszesz swoje historie. Mam do ciebie jedną prośbę, właściwie pierwszy warunek jako twój przyszły mąż.

 Jaki?  zapytałam zdezorientowana.

 Złóż wypowiedzenie. Jutro. Rzuć tę pracę, która sprawia, że jesteś nieszczęśliwa. Nie musisz się już martwić o czynsz, o rachunki, o to, za co będziemy żyć. Zajmij się tym, co naprawdę kochasz. Zacznij pisać na pełen etat. Wydamy twoją książkę, nieważne co trzeba będzie zrobić. Pragnę, żebyś wreszcie rozwinęła skrzydła.

W tamtym momencie uświadomiłam sobie, że moje życie, to prawdziwe i szczęśliwe, dopiero się zaczyna. Wybuchnęłam płaczem, ale tym razem były to łzy absolutnego, nieskazitelnego szczęścia. Czułam, że zrzucam z siebie łańcuchy, które pętały mnie przez ostatnie lata. Kiedy poinformowaliśmy moją rodzinę o zaręczynach i Fabian wreszcie odkrył przed nimi swoje karty, ich reakcja była bezcenna. Matka zaniemówiła, nie mogąc wykrztusić z siebie ani jednego pytania o zarobki, a ojciec z nagłym, przesadnym szacunkiem zaczął wypytywać o strategię rozwoju biznesu. Tylko Marcel uśmiechał się szeroko, klepiąc Fabiana po plecach z autentyczną radością. Moi znajomi z korporacji nagle przestali żartować. Z dnia na dzień z obiektu kpin stałam się obiektem ich nieskrywanej zazdrości.

Zgodnie z obietnicą daną w restauracji, następnego dnia rano położyłam na biurku mojego szefa wypowiedzenie. Kiedy zapytał z kpiącym uśmieszkiem, czy znalazłam lepszą posadę, odpowiedziałam, że właśnie zmieniam branżę i zostaję pełnoetatową czarodziejką własnego życia. Nie muszę chyba dodawać, jak bardzo zdębiał.  Dziś, pisząc te słowa, siedzę w naszym jasnym, przestronnym salonie. Pierwsza część mojej powieści właśnie trafiła do redakcji, a Fabian za godzinę wraca z zajęć w swoim głównym ośrodku. Kiedyś bałam się opinii innych, dziś wiem, że jedyne, co się liczy, to odwaga, by kochać i żyć na własnych zasadach. 

Sabina, 25 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: