Nigdy nie przypuszczałam, że szkolne boisko stanie się miejscem, w którym odnajdę nie tylko siebie, ale i kogoś, kto spojrzy dalej niż na mój za duży sweter i nos wciśnięty w książki. Byłam dla wszystkich powietrzem, dopóki on nie postanowił udowodnić całemu światu, że to właśnie na mnie zależy mu najbardziej.
WIDEO…
Traktowali mnie jak lokalny folklor
Moje życie w klasie maturalnej przypominało monotonny schemat, z którego rzadko wyłamywałam się choćby na krok. Podczas gdy moje rówieśniczki planowały weekendowe imprezy, dobierały kreacje na osiemnastki i dyskutowały o chłopakach, ja wolałam towarzystwo książek. Przylgnęła do mnie łatka szarej myszki, osoby cichej, niewidzialnej, która zawsze ma odrobioną pracę domową, ale nigdy nie ma nic ciekawego do powiedzenia w towarzystwie. Nie przeszkadzało mi to. Akceptowałam swój świat, czułam się w nim bezpiecznie. Miałam jednak jedną pasję, o której mało kto wiedział, a ci, którzy wiedzieli, uważali ją za co najmniej dziwaczną.
Kochałam piłkę nożną. Nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć, skąd wzięło się to zainteresowanie. Może fascynowała mnie taktyka, może podobała mi się nieprzewidywalność tego sportu. Faktem było, że nie opuszczałam żadnego meczu naszej szkolnej drużyny. Co więcej, regularnie przychodziłam nawet na ich popołudniowe treningi. Siadałam na najwyższym rzędzie starych, drewnianych trybun, wyciągałam z plecaka książkę, ale mój wzrok i tak najczęściej uciekał w stronę murawy.
Chłopacy z drużyny szybko zauważyli moją stałą obecność. Byli typową szkolną elitą. Pewni siebie, głośni, zapatrzeni w siebie. Traktowali mnie jak lokalny folklor. Rzucali w moją stronę uszczypliwe komentarze, pytali z udawaną troską, czy nie pomyliłam boiska z czytelnią albo czy obliczam w głowie parabolę lotu piłki. Ignorowałam ich. Nie przychodziłam tam dla nich, a przynajmniej nie dla większości z nich.
Moją uwagę od zawsze przykuwał kapitan, Ariel. Chłopak z równoległej klasy, do którego wzdychała połowa szkoły. W przeciwieństwie do reszty drużyny, on nigdy się ze mnie nie śmiał. Na boisku stawał się zupełnie innym człowiekiem. Był zdeterminowany, skupiony i niezwykle ambitny. Reszta chłopaków traktowała go niemal z nabożną czcią. Spijali słowa z jego ust, a na boisku funkcjonowali jak jego prywatna armia. Kiedy on mówił, zapadała cisza. Kiedy kazał im biegać, biegali bez słowa skargi. Obserwowanie go było fascynujące, ale wiedziałam, że istniejemy w dwóch zupełnie różnych galaktykach.
Serce podeszło mi do gardła
Był chłodny, październikowy wtorek. Wiatr zdmuchiwał żółte liście z drzew rosnących wokół boiska. Trening właśnie się skończył. Drużyna z hałasem ruszyła w stronę szatni, rzucając w moim kierunku kolejne żarty o tym, że powinnam uważać, by wiatr nie porwał mnie razem z moimi notatkami. Spuściłam wzrok i zaczęłam pakować rzeczy do plecaka, czekając, aż znikną w budynku.
Nagle usłyszałam chrzęst kroków na żwirze, a potem skrzypienie drewnianych desek trybun. Podniosłam głowę i zamarłam. Ariel szedł w moim kierunku. Miał na sobie dres, na ramieniu przerzucony ręcznik, a jego włosy były wilgotne od potu. Serce podeszło mi do gardła. Byłam pewna, że zaraz usłyszę coś, co sprawi, że zapadnę się pod ziemię.
— Cześć — powiedział po prostu, zatrzymując się stopień niżej.
— Cześć — odpowiedziałam cicho, zaciskając dłonie na paskach plecaka.
— Zastanawiałem się dzisiaj, dlaczego właściwie zawsze tu jesteś. Nie marzniesz? — Jego głos był spokojny, pozbawiony tej drwiącej nuty, którą tak dobrze znałam od jego kolegów.
— Mam grubą kurtkę — odparłam wymijająco. — Lubię patrzeć, jak gracie. Uspokaja mnie to.
Spodziewałam się śmiechu, ale on tylko pokiwał głową, patrząc na mnie uważnie swoimi ciemnymi oczami.
— Wiesz, że większość z nich to idioci, prawda? — Wskazał głową w stronę szatni. — Nie przejmuj się nimi. Jesteś naszym najwierniejszym kibicem.
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, uśmiechnął się lekko i zapytał, czy miałabym ochotę pójść z nim w piątek na pizzę.
Czekał na mnie
Przez kolejne trzy dni żyłam w ciągłym stresie. Byłam absolutnie przekonana, że to pułapka. Klasyczny scenariusz z młodzieżowych filmów. Cicha dziewczyna idzie na randkę z najpopularniejszym chłopakiem, a na miejscu czeka na nią cała drużyna z aparatami w telefonach, by nagrać jej upokorzenie. W piątkowy wieczór, stojąc przed lustrem w swoim najzwyklejszym swetrze, miałam ochotę napisać mu, że jestem chora. Ostatecznie jednak przemogłam się i poszłam pod wskazaną pizzerię.
Czekał na mnie. Sam. Kiedy weszliśmy do środka, zamówił dużą pizzę i zaczął opowiadać o meczach, o swoich planach, o presji, jaką odczuwa przed maturą. Byłam w szoku. Z każdą minutą odkrywałam, że ten pewny siebie kapitan drużyny to w rzeczywistości niesamowicie wrażliwy chłopak, który boi się zawieść rodziców i samego siebie.
— Tak właściwie, to mam ogromny problem — wyznał w pewnym momencie, mieszając łyżeczką w herbacie. — Jeśli nie zdam próbnej matury z matematyki, trener zawiesi mnie w prawach kapitana. A ja kompletnie nic nie rozumiem z geometrii przestrzennej.
Zrozumiałam, dlaczego zwrócił na mnie uwagę, choć od razu wyrzuciłam z głowy myśl, że zrobił to interesownie. Patrzył na mnie z prawdziwą bezradnością.
— Mogę ci pomóc — usłyszałam własny głos i aż podskoczyłam, zdając sobie sprawę z tego, co proponuję. — Zawsze miałam piątki z matematyki.
Rozpromienił się tak bardzo, że w tamtej chwili zapomniałam o wszystkich swoich kompleksach. W ten sposób zaczęły się nasze regularne spotkania w małej kawiarni niedaleko szkoły. Tłumaczyłam mu ostrosłupy, graniastosłupy i funkcje trygonometryczne. Okazało się, że Ariel pojął materiał o wiele szybciej, niż się spodziewał, ale żadne z nas nie chciało przerywać tych spotkań. Po nauce zawsze szliśmy na spacer albo do kina. Moje serce biło szybciej, gdy ukradkiem splatał nasze palce pod stołem. Byłam szczęśliwa, ale wciąż ukrywaliśmy się przed światem. Wiedziałam, że jego koledzy by tego nie zrozumieli.
Może nie muszę się już bać
Pewnego popołudnia, gdy siedzieliśmy nad otwartym zbiorem zadań, a Ariel ze śmiechem opowiadał mi o ostatnim treningu, drzwi kawiarni otworzyły się z hukiem. Do środka wszedł Adam, najlepszy przyjaciel Ariela z boiska. To on zazwyczaj pomagał mu ustawiać chłopaków w szatni i trzymał dyscyplinę. Zamarłam. Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Koniec. Teraz wszystko się wyda, cała szkoła będzie miała ze mnie pośmiewisko. Adam podszedł do naszego stolika. Spojrzał na mnie, potem na leżące na blacie książki, a na końcu na Ariela, który wcale nie wyglądał na spiętego.
— Szukam cię po całym mieście, stary — powiedział Adam, po czym uśmiechnął się do mnie zupełnie normalnie, bez cienia złośliwości. — A ty, jak widzę, w końcu znalazłeś kogoś, kto potrafi ci wbić do głowy te wszystkie wzory. Cześć, Nikola.
— Cześć — wydukałam ledwie słyszalnie.
— Spokojnie, nie przeszkadzam. — Adam mrugnął do mnie przyjaźnie. — Ale pamiętaj, żeby nie zmęczyć go za bardzo. Jutro mamy ważny mecz.
Kiedy wyszedł, spojrzałam na Ariela z niedowierzaniem.
— On wie? — zapytałam drżącym głosem.
— Adam wie o wszystkim — odpowiedział łagodnie, zamykając zeszyt. — I bardzo cię lubi. Słuchał moich opowieści o tobie przez ostatnie dwa tygodnie.
To był pierwszy moment, w którym poczułam, że może nie muszę się już bać. Że może ten świat, który tak długo mnie odrzucał, wcale nie jest taki straszny.
Wydarzyło się coś nieoczekiwanego
Prawdziwy sprawdzian nadszedł kilka dni później, podczas najważniejszego meczu w sezonie. Trybuny pękały w szwach. Siedziałam na swoim stałym miejscu, ale tym razem denerwowałam się o wiele bardziej. Stawka była wysoka. Przed rozpoczęciem rozgrzewki drużyna zebrała się na skraju boiska, niedaleko mojego sektora. Kiedy mnie zauważyli, jeden z rezerwowych bramkarzy, zawsze skory do głupich żartów, rzucił głośno w moją stronę:
— Hej, encyklopedia! Przyniosłaś kalkulator, żeby liczyć nam celne strzały? Uważaj, żeby ci obwody nie wysiadły od emocji!
Kilku z nich zaśmiało się głośno. Zwykle po prostu bym to zignorowała, chowając twarz w szaliku. Ale tym razem wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Ariel, który akurat poprawiał ochraniacze, odwrócił się gwałtownie. Jego twarz była napięta, a w oczach pojawił się wyraz, którego chłopacy ewidentnie się przestraszyli. Przeszedł przez całą grupę, stanął tuż przed żartownisiem i popatrzył na niego z góry.
— Zamknij się — powiedział cicho, ale jego głos niósł się aż do mnie. — Jeszcze jedno słowo na jej temat, a do końca sezonu nie podniesiesz się z ławki.
Publicznie stanął w mojej obronie
Zapadła absolutna, martwa cisza. Nikt nie śmiał nawet drgnąć. Ariel odwrócił się w stronę trybun, podszedł do płotu oddzielającego boisko od widzów i spojrzał prosto na mnie.
— To jest Nikola. Moja dziewczyna — oświadczył na tyle głośno, by słyszała to cała drużyna i kilka rzędów widzów wokół. — I każdy, kto ma do niej jakiś problem, ma problem ze mną. Jasne?
Bramkarz zbladł i nerwowo pokiwał głową. Reszta patrzyła to na mnie, to na niego z całkowitym oszołomieniem. Wtedy do Ariela podszedł Adam. Klepnął go w ramię, po czym odwrócił się do chłopaków.
— Słyszeliście kapitana — rzucił twardo Adam. — Koniec durnych żartów. A teraz brać się do roboty, bo mamy mecz do wygrania.
Byłam tak zszokowana, że nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Ariel posłał mi szybki, krzepiący uśmiech i pobiegł z powrotem na środek boiska. Moje serce biło jak oszalałe. Po raz pierwszy w życiu ktoś publicznie stanął w mojej obronie. I to ktoś, kto znaczył dla mnie tak wiele.
Warto było siedzieć na tych zimnych trybunach
Mecz wygrali, a ja po raz pierwszy zeszłam z trybun prosto na murawę. Kiedy Ariel mnie przytulił, unosząc mnie lekko w górę, nie obchodziły mnie spojrzenia innych dziewczyn ze szkoły. Czułam zapach potu, świeżo skoszonej trawy i absolutne szczęście. Tamtego dnia mój świat wywrócił się do góry nogami. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, chłopacy z drużyny z dnia na dzień zmienili do mnie stosunek. Pozbawieni maski arogancji, okazali się całkiem zwyczajnymi, często bardzo zabawnymi ludźmi. Zaczęli traktować mnie jak część swojego zespołu. Kiedy szliśmy korytarzem, przybijali mi piątki, a ja przestałam być w końcu niewidzialna.
Adam stał się moim najbliższym przyjacielem. Okazało się, że mamy bardzo podobne poczucie humoru, a on uwielbiał, gdy na trybunach analizowałam z nim błędy taktyczne przeciwników. Zawsze dbał o to, bym na imprezach, na które zaczęłam chodzić z Arielem, czuła się komfortowo.
Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że warto było siedzieć na tych zimnych trybunach. Warto było znosić żarty i być wierną swojej pasji. Dzięki temu zyskałam nie tylko popularność, na której nigdy mi nie zależało, ale przede wszystkim wspaniałą grupę przyjaciół i chłopaka, który udowodnił mi, że prawdziwa siła nie polega na byciu głośnym, ale na odwadze, by stać po stronie osób, na których nam zależy.
Nikola, 19 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Myślałam, że jedziemy do Meksyku, by świętować 20. rocznicę ślubu. Ważniejsza ode mnie okazała się piłka nożna”
- „W Dzień Ojca przekonałem się, że dla mojej córki czas to pieniądz, a ja jestem tylko zbędnym kosztem”
- „Zawsze uważałam tatę za bohatera, który nigdy mnie nie zawiódł. W Dzień Ojca odkryłam coś, co zachwiało tym obrazem”



























