Moje życie uczuciowe od dłuższego czasu przypominało pustynię. Praca w dziale księgowości, choć stabilna i przewidywalna, nie dostarczała zbyt wielu okazji do romantycznych uniesień. Większość moich dni polegała na wpatrywaniu się w arkusze kalkulacyjne, analizowaniu kosztów i sporządzaniu raportów.

WIDEO

player placeholder

Wpadł mi w oko

Jednak od kilku miesięcy miałam jeden powód, dla którego codziennie rano z nieco większym entuzjazmem wybierałam ubranie do pracy. Ten powód miał na imię Krzysztof i pracował w dziale IT. Krzysztof nie był typem gwiazdora. Był cichy, spokojny, a jego biurko zawsze tonęło w plątaninie kabli i części komputerowych.

Miał ciemne, wiecznie rozczochrane włosy i nosił okulary, które często zsuwały mu się na nos, gdy w skupieniu patrzył w monitor. W przeciwieństwie do głośnych i pewnych siebie chłopaków z działu sprzedaży, Krzysztof rzadko zabierał głos na spotkaniach. Kiedy jednak musiał naprawić coś przy moim komputerze, zawsze zamienialiśmy kilka słów.

Zobacz także:

Te krótkie wymiany zdań o nowych filmach, książkach czy absurdach korporacyjnego życia były dla mnie najważniejszymi momentami dnia. Czułam, że nadajemy na tych samych falach, ale oboje byliśmy zbyt nieśmiali, by zrobić pierwszy krok. Wyjazd integracyjny w góry miał to zmienić. Obiecałam sobie, że tym razem nie będę uciekać wzrokiem, tylko po prostu zaproponuję mu wspólny spacer.

Byłam nieśmiała

Wszystko zaczęło się już w autokarze. Zanim zdążyłam zająć miejsce gdzieś w pobliżu tyłu, gdzie zazwyczaj siadał dział IT, Basia i Ania – moje starsze stażem i niezwykle energiczne koleżanki z księgowości – wciągnęły mnie na siedzenie obok siebie, w samym środku autokaru.

– Julia, słuchaj no, mamy plan na ten weekend – oznajmiła Basia, mrugając do mnie porozumiewawczo. – Koniec z twoim siedzeniem w kącie. Znalazłyśmy ci idealną partię.

Spojrzałam na nią z przerażeniem.

– Proszę cię, nie róbcie żadnych scen. Ja nie szukam nikogo na siłę – próbowałam oponować, ale one były już w swoim żywiole.

– Bzdury! Jesteś młoda, ładna, a zachowujesz się jak emerytka – wtrąciła Ania. – Spójrz tylko tam, trzy rzędy z przodu. Dawid z działu sprzedaży. Przystojny, wygadany, z perspektywami. Wczoraj w kuchni sam o ciebie pytał!

Dawid był absolutnym przeciwieństwem Krzysztofa. Głośny, arogancki, z żelowaną fryzurą i uśmiechem, który przypominał mi rekina. Jego żarty zawsze balansowały na granicy dobrego smaku, a jego ego ledwo mieściło się w windzie.

Znalazły mi partię

Sama myśl o tym, że miałabym z nim spędzić chociaż pięć minut na prywatnej rozmowie, wywoływała u mnie dreszcze.

– Nie ma mowy. On jest zupełnie nie w moim typie – powiedziałam twardo, próbując uciąć temat.

Dziewczyny jednak tylko wymieniły znaczące spojrzenia. Wiedziałam, że to nie koniec. Po przyjeździe do hotelu w górach sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Podczas pierwszego popołudnia organizatorzy zaplanowali gry zespołowe. Zanim zdążyłam zorientować się w sytuacji, Basia w jakiś cudowny sposób przekonała osobę dzielącą nas na grupy, bym znalazła się w jednej drużynie z Dawidem. Co gorsza, Krzysztof trafił do drużyny przeciwnej.

Podczas budowania wieży z drewnianych klocków Dawid nie odstępował mnie na krok. Głośno komentował każdy mój ruch, rzucał czerstwe komplementy i zachowywał się tak, jakbyśmy znali się od lat.

– No, Julka, z takim zmysłem inżynieryjnym to my byśmy razem góry przenosili – rzucił, mrugając do mnie okiem i opierając się ramieniem o stół tuż obok mnie.

Irytował mnie

Spojrzałam instynktownie w stronę drużyny przeciwnej. Przez ułamek sekundy moje spojrzenie się spotkało ze spojrzeniem Krzyśka, po czym on natychmiast odwrócił głowę. Zrozumiałam, jak to musiało wyglądać z boku. Najgorsze miało jednak nadejść podczas kolacji. Zanim zdążyłam nałożyć sobie sałatkę i rozejrzeć się za Krzysztofem, Dawid wyrósł jak spod ziemi z dwoma talerzami.

– Zająłem nam świetne miejsce, chodź! – zakomenderował, w ogóle nie czekając na moją reakcję.

Zanim zdążyłam zaprotestować, Ania popchnęła mnie lekko.

– Idź, idź, nie każ mu czekać! – szepnęła z uśmiechem.

Znalazłam się przy czteroosobowym stoliku, przy którym siedział już Dawid i jego kolega z działu. Zrobiło mi się potwornie gorąco z nerwów. Dawid przez całą kolację brylował, opowiadając anegdoty ze swoich spotkań z klientami, w których zawsze wychodził na bohatera. Z trudem przełykałam jedzenie, potakując tylko głową w odpowiednich momentach.

Nie był w moim typie

W pewnym momencie z głośników popłynęła nieco głośniejsza muzyka, a atmosfera na sali stała się luźniejsza. Ludzie zaczęli przemieszczać się między stolikami. Wtedy Dawid pochylił się w moją stronę.

– Wszyscy w firmie mówią, że jesteś taka niedostępna. Ale ja lubię wyzwania – powiedział na tyle głośno, że usłyszały to osoby przy sąsiednim stoliku.

Spojrzałam w bok i zamarłam. Dwa stoliki dalej siedział Krzysztof. Patrzył prosto na nas. Wyraz jego twarzy był nieodgadniony, ale z pewnością nie było w nim cienia sympatii, którą widywałam na co dzień w biurze. Po chwili wstał, odsunął krzesło i skierował się do wyjścia z sali. Poczułam, że zaraz wybuchnę. Moja cierpliwość właśnie się skończyła.

– Słuchaj, Dawid – zaczęłam. – Jesteś miłym człowiekiem, ale muszę ci coś uświadomić. Nie jestem wyzwaniem. I nie jestem zainteresowana.

Jego uśmiech lekko zbladł, ale zaraz wrócił do swojej pewnej siebie pozy.

– Oj, nie denerwuj się tak, przecież tylko żartuję. Dokąd idziesz? – zapytał, gdy gwałtownie wstałam od stołu.

– Przewietrzyć się – rzuciłam krótko i ruszyłam w stronę drzwi, którymi przed chwilą wyszedł Krzysztof.

Było mi głupio

Wybiegłam na taras przed hotelem. Wieczorne górskie powietrze było rześkie i zimne, co pomogło mi nieco ostudzić emocje. Rozejrzałam się nerwowo. Na szczęście nie było tu tłumów. Zauważyłam samotną sylwetkę opartą o drewnianą barierkę na samym końcu tarasu. To był on. Podeszłam powoli. Nie wiedziałam, co powiedzieć, jak zacząć, żeby nie wyjść na idiotkę.

– Zimno tu – odezwałam się w końcu, stając obok niego.

Spojrzał na mnie, a potem z powrotem na ciemne zarysy gór przed nami.

– Trochę – odpowiedział krótko. – Myślałem, że wolisz cieplejsze klimaty. W środku wydawałaś się całkiem zadowolona z towarzystwa.

W jego głosie pobrzmiewała dziwna nuta. Zazdrość? Rozgoryczenie? Nie miałam czasu na analizowanie. Musiałam działać natychmiast.

– To wszystko to jakiś koszmarny absurd – wyrzuciłam z siebie szybciej, niż zdążyłam pomyśleć. – Basia i Ania uroiły sobie, że muszą mnie z kimś zeswatać. Upatrzyły sobie Dawida i od wczoraj robią wszystko, żebym na niego wpadała. Ja go nawet nie lubię. Jego żarty mnie irytują, a jego ego jest większe niż budżet naszego działu na przyszły rok.

Zapadła cisza

Krzysztof powoli odwrócił się w moją stronę. Jego twarz w świetle latarni wydawała się mniej napięta.

– Naprawdę? – zapytał. – Bo z boku wyglądało to tak, jakbyś świetnie się bawiła. Cały czas z nim rozmawiałaś.

– Ja z nim nie rozmawiałam, ja go wysłuchiwałam z grzeczności, marząc o tym, żeby uciec – westchnęłam ciężko. – Nie cierpię takich facetów. Są głośni i skupieni tylko na sobie.

Spojrzał mi w oczy, a ja poczułam, że to jest ten moment. Albo teraz, albo nigdy.

– Zdecydowanie bardziej wolę ludzi, którzy potrafią słuchać. Którzy rozumieją moje żarty o arkuszach kalkulacyjnych i wiedzą, że nie trzeba cały czas krzyczeć, żeby zostać zauważonym – dodałam ciszej, nie odrywając od niego wzroku.

Krzysztof uśmiechnął się. To był ten sam ciepły, nieco nieśmiały uśmiech, który znałam z biura. Poprawił okulary na nosie.

– Wiesz, od tygodnia zastanawiałem się, jak zapytać cię, czy poszłabyś ze mną na kawę po powrocie. Ale kiedy zobaczyłem cię z Dawidem pomyślałem, że pewnie wolisz kogoś… bardziej przebojowego.

Wyjaśniliśmy to

Zrobiło mi się niezwykle lekko na sercu.

– Przebojowi ludzie mnie męczą – odpowiedziałam z uśmiechem. – A co do tej kawy… nie musimy czekać do powrotu. W hotelowym lobby mają świetny ekspres.

– Zatem chodźmy, zanim Dawid zorganizuje grupę poszukiwawczą – zażartował, przepuszczając mnie przodem.

Resztę wieczoru spędziliśmy w cichym kącie na parterze hotelu, daleko od głośnej muzyki i natrętnych spojrzeń moich koleżanek z działu. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, a ja w końcu czułam się na tym wyjeździe tak, jak powinnam – swobodnie i szczęśliwie. Kiedy w poniedziałek wróciliśmy do biura, Basia od razu podbiegła do mojego biurka, gotowa na relację ze „wspaniałego” romansu z Dawidem. Jej mina, gdy powiedziałam, że z handlowcem nic nie wyszło, była bezcenna.

Jeszcze bardziej bezcenna była jednak jej twarz, gdy godzinę później Krzysztof wszedł do naszego działu, postawił na moim biurku kubek z herbatą, uśmiechnął się i powiedział, że czeka na mnie po pracy. Nieporozumienia bywają trudne, ale czasem to właśnie one zmuszają nas do tego, by wreszcie powiedzieć na głos to, co naprawdę czujemy.

Julia, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: