Nigdy nie rozumiałam, jak można kogoś tak bardzo nie znosić, a jednocześnie musieć widywać go codziennie od ósmej do szesnastej. Filip był moim przekleństwem odkąd tylko pojawił się w naszej firmie. Oboje pracowaliśmy w dziale sprzedaży i od samego początku stało się jasne, że na szczycie tabeli wyników jest miejsce tylko dla jednego z nas.
WIDEO…
Rywalizowaliśmy o wyniki
Zawsze musiał mieć ostatnie słowo. Kiedy ja zamykałam duży kontrakt, on następnego dnia przynosił dwa mniejsze, które w sumie dawały lepszy wynik. Kiedy ja zostawałam po godzinach, żeby dopracować prezentację, on wpadał do biura rano ze swoim idealnym uśmiechem i rzucał żartem, który rozbawiał całego zarządu.
– Znowu na prowadzeniu? – zapytał pewnego dnia. – Ciesz się, póki możesz. Do końca miesiąca jeszcze trzy dni.
– Nie martw się o moje wyniki – odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od monitora. – Skup się lepiej na kliencie, który wczoraj odesłał cię z kwitkiem.
Zaśmiał się pod nosem. To był ten jego irytujący, pewny siebie śmiech, który sprawiał, że miałam ochotę rzucić w niego zszywaczem.
– Zobaczymy w piątek przy podsumowaniu – rzucił i odszedł do swojego biurka.
Nasza rywalizacja napędzała cały dział. Szef był zachwycony, bo nasze wyniki ciągnęły w górę całą firmę. Inni pracownicy tylko obserwowali nasze słowne przepychanki, czasem obstawiając w żartach, kto w danym kwartale zgarnie premię. Dla mnie to nie była zabawa. To była sprawa honoru. Musiałam być lepsza od niego. Po prostu musiałam.
Działał mi na nerwy
Wszystko zmieniło się, gdy do naszej firmy zgłosił się ogromny kontrahent. To był kontrakt, który mógł ustawić cały nasz rok. Szef wezwał nas oboje do swojego gabinetu.
– Słuchajcie, to za duża sprawa na jednego handlowca – powiedział, patrząc to na mnie, to na Filipa. – Chcę, żebyście poprowadzili to razem. Karolina, ty przygotujesz strategię i wyliczenia. Filip, ty zajmiesz się negocjacjami i prezentacją.
Spojrzałam na Filipa, a on wyglądał na równie zszokowanego.
– Szefie, z całym szacunkiem, ale my pracujemy zupełnie inaczej – zaczęłam ostrożnie. – Może lepiej by było, gdybym poprowadziła to sama? Znam tę branżę od podszewki.
– Oczywiście, a ja poprowadzę to lepiej – wtrącił natychmiast Filip. – Moje umiejętności negocjacyjne są tu kluczowe.
– Decyzja zapadła – uciął szef. – Macie dwa tygodnie na przygotowanie wspólnej oferty. I nie chcę słyszeć o żadnych konfliktach. Gracie do jednej bramki.
Te dwa tygodnie były koszmarem. Spędzaliśmy ze sobą więcej czasu niż z kimkolwiek innym. Każde spotkanie zamieniało się w bitwę o detale. Kłóciliśmy się o dobór słów w prezentacji, o marże, o układ slajdów. Z każdym dniem napięcie rosło. Byliśmy wykończeni, zestresowani i na skraju wytrzymałości.
Kłóciliśmy się
Dzień przed decydującym spotkaniem z klientem zostaliśmy w biurze do późna. Było grubo po dwudziestej pierwszej. W open space świeciły się tylko nasze monitory. Reszta budynku tonęła w mroku i ciszy, którą przerywało tylko szybkie stukanie w klawisze.
– Przecież ten wykres jest całkowicie nieczytelny – jęknął Filip. Był w rozpiętej koszuli, a jego zwykle idealnie ułożone włosy sterczały na wszystkie strony.
– Jest bardzo czytelny, jeśli umie się analizować dane – odparłam zgryźliwie, chociaż sama ledwo widziałam na oczy ze zmęczenia. – Gdybyś przeczytał raport, który ci wysłałam, wiedziałbyś, dlaczego tak to zestawiłam.
– Błagam cię, chociaż raz przestań być tak uparta!
Podniosłam się z krzesła, czując, jak krew uderza mi do głowy.
– Ja jestem uparta? Ja? Przez dwa tygodnie próbuję uratować ten projekt przed twoim ego!
Filip też wstał. Podszedł do mojego biurka. Dzieliła nas tylko sterta wydruków.
– Moje ego? Moje ego ma się świetnie, w przeciwieństwie do twojej obsesji na punkcie kontroli wszystkiego!
To był moment
Krzyczeliśmy na siebie w pustym biurze. Byliśmy tak blisko, że czułam zapach jego wody po goleniu. Patrzyłam mu w oczy, gotowa na kolejną ciętą ripostę. Miałam już na końcu języka słowa, które miały go ostatecznie sprowadzić na ziemię.
Ale wtedy stało się coś dziwnego. Zapadła cisza. Oboje dyszeliśmy ciężko, patrząc na siebie. Złość nagle uleciała, a w jej miejsce pojawiło się coś zupełnie innego. Coś, czego nie potrafiłam nazwać, a co wisiało w powietrzu od dawna, tylko skutecznie to ignorowaliśmy. Filip opuścił wzrok, a potem znów spojrzał mi w oczy. Zanim zdążyłam zareagować, zanim zdążyłam zrobić krok w tył, pochylił się i mnie pocałował.
Zamiast go odepchnąć, zamknęłam oczy i odwzajemniłam ten pocałunek. Trwało to może pięć sekund. Może dziesięć. Nagle dotarło do mnie, co my właściwie robimy. Odepchnęłam go, potykając się o własne krzesło. Oddychałam tak szybko, jakbym przebiegła maraton. Filip stał w miejscu, wyglądając na równie zdezorientowanego co ja.
– Ja… przepraszam – wydukał, nie patrząc na mnie. – Nie powinienem był.
Opamiętałam się
Zaczęłam gorączkowo zbierać swoje rzeczy z biurka. Moje ręce trzęsły się tak bardzo, że upuściłam długopis.
– Zapomnijmy o tym – powiedziałam szybko, łamiącym się głosem. – Po prostu… zapomnijmy. Prezentacja jest gotowa. Widzimy się rano na spotkaniu.
Wybiegłam z biura, nie czekając na jego odpowiedź. Następnego dnia rano spotkaliśmy się u klienta. Byliśmy profesjonalni do bólu. Oboje ubrani w idealne garnitury, uśmiechnięci, pewni siebie. Prezentacja poszła znakomicie. Zgraliśmy się perfekcyjnie, uzupełniając swoje wypowiedzi. Klient był pod wrażeniem i wstępnie zgodził się na warunki.
Powinniśmy świętować. Szef w biurze otwierał szampana, wszyscy nam gratulowali. Ale ja nie potrafiłam się cieszyć. Ilekroć moje spojrzenie krzyżowało się ze spojrzeniem Filipa, natychmiast uciekaliśmy wzrokiem. Zniknęła nasza dawna dynamika. Nie było złośliwych komentarzy, nie było rywalizacji, nie było śmiechu.
Coś się zmieniło
Minęły trzy tygodnie od tamtego wieczoru. Atmosfera w dziale zmieniła się nie do poznania. Kiedyś nasze kłótnie dodawały nam energii. Teraz panuje między nami grobowa, niezręczna cisza. Kiedy musimy minąć się w korytarzu, niemal przyklejamy się do ścian, żeby tylko się nie dotknąć.
Brakuje mi naszej rywalizacji. Brakuje mi jego docinków. Zniszczyliśmy coś, co było proste i jasne. Teraz nie potrafię skupić się na pracy. Kiedy widzę, jak rozmawia z innymi, czuję dziwne ukłucie w klatce piersiowej. Kiedy siedzę sama w boksie, wciąż przypominam sobie ten jeden moment w pustym biurze.
Najgorsze jest to, że nie wiem, co on myśli. Nie rozmawialiśmy o tym. Udajemy, że nic się nie stało, ale oboje wiemy, że ta sztuczna uprzejmość powoli nas wykańcza. Zastanawiam się, czy powinnam poszukać nowej pracy. Przecież nie mogę spędzić reszty kariery, unikając wzroku mężczyzny, z którym miałam walczyć o awans, a z którym zamiast tego podzieliłam chwilę słabości.
Karolina, 29 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Dla żony byłem bankomatem, który dawał za mało gotówki. Musiałbym trafić szóstkę w totolotka, by sprostać jej wymaganiom”
- „Ze łzami w oczach posłałam dzieci na kolonię. Nikomu nie mówiłam, że płaczę ze szczęścia, bo mam 2 tygodnie wolności”
- „Skłamałem w pracy, że spędzę wakacje w Toskanii. Gdy wyszło na jaw, że robiłem remont, stałem się pośmiewiskiem”



























