Samotna matka, która nie ma pieniędzy fot. Adobe Stock, shurkin_son

„Zostawił mnie w ciąży, bo niby go zdradziłam. Nie chciał zajmować się cudzym bachorem, a teraz zgrywa kochanego tatusia”

„Jeden wbił mi nóż w plecy, a drugi go przekręcił. Jakby tylko szukał okazji, żeby się ode mnie uwolnić. – Opamiętaj się, będziemy mieli dziecko! – prosiłam z płaczem. – Skąd mogę wiedzieć, że jest moje? Szach i mat”.
/ 14.01.2022 15:08
Samotna matka, która nie ma pieniędzy fot. Adobe Stock, shurkin_son

Nie chcę znać tego padalca. Choćbym miała jeść tynk ze ścian, o nic go nie poproszę – tak sobie obiecywałam. Głupia byłam.

Podobno matka zrobi wszystko dla swojego dziecka. Nie do końca w to wierzyłam, dopóki sama nie zostałam mamą. Kamilek przyszedł na świat w mroźny, lutowy poranek. Był zdrowym i silnym noworodkiem. Nic nie zwiastowało tego, że za kilka tygodni będę zbierała pieniądze na jego rehabilitację. I to sama.

Mikołaj zostawił mnie w pierwszym trymestrze ciąży. Powód naszego rozstania był absurdalny. Ponoć go zdradziłam. Najlepszy przyjaciel mojego narzeczonego okłamał go, że po jakiejś imprezie wylądowałam z nim w łóżku. Wyssana z palca bzdura, w którą Mikołaj uwierzył bez mrugnięcia okiem. Wiedziałam, że jego kumpel Łukasz się we mnie podkochuje, ale nic nie mówiłam, nie próbowałam ich skłócić właśnie dlatego, że się przyjaźnili. I oto wdzięczność. Jeden wbił mi nóż w plecy, a drugi go przekręcił. Jakby tylko szukał okazji, żeby się ode mnie uwolnić.

– Opamiętaj się, będziemy mieli dziecko! – prosiłam z płaczem.

– Skąd mogę wiedzieć, że jest moje? Szach i mat.

Dostał w pysk, ale poza satysfakcją niewiele mi to dało. Nie zamierzałam się poniżać, udowadniając swoją wierność. Niech spada, gnojek. Niech idzie opić z kumplem cudną intrygę. Poradzę sobie sama, a Mikołaj niech się cieszy wolnością, niech sobie wmawia, że to moja wina – myślałam gniewnie, pakując walizki.

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, co mnie czeka

Naiwnie wierzyłam, że wszystko jakoś się ułoży, więc pozwalałam sobie na złość i unoszenie się honorem. Wynajęłam maleńki pokoik z aneksem kuchennym na poddaszu w centrum miasta. Na nic innego nie było mnie stać. Do domu rodzinnego nie miałam po co wracać. Moje stosunki z matką od dawna były napięte. Po śmierci ojca wyszła za mąż za „wujka” Mirka, który szczerze mnie nie znosił. Czemu? Bo pyskowałam? Bo nie byłam jego? Diabli wiedzą. Miała z nim dwoje dzieci, to moje przyrodnie rodzeństwo wkraczało już w wiek nastoletni.

Nie wyobrażałam sobie mieszkać z nimi wszystkimi pod jednym dachem, nawet gdyby mnie przyjęli. W ciąży jeszcze dawałam radę. Co miesiąc na moje konto wpływały pieniądze z ubezpieczenia. To mi wystarczało na skromne wydatki. Wszystko się zmieniło wraz narodzinami Kamilka. Nie sądziłam, że małe dziecko generuje takie wydatki! Nie miałam pokarmu, więc musiałam kupować mleko. Pampersy i środki pielęgnacyjne też kosztowały swoje. Na domiar złego okazało się, że mój synek ma wzmożone napięcie mięśniowe. Potrzebna była rehabilitacja, a kolejka „na fundusz” była ogromna.

Nawet ze skierowaniem określonym jako pilne musiałabym czekać na państwowe zabiegi pół roku.

– Co ja zrobię? Skąd wezmę kasę na leczenie Kamilka? – płakałam przyjaciółce

. – A Mikołaj? Drań powinien ci płacić alimenty! – oburzała się Justyna. – Ponoć ten Łukasz przyznał się, jak było naprawdę…

– Skąd wiesz? Zmieszała się nieco.

– Dzwonił do mnie.

– Do ciebie? Po co?

– Bo ty od niego nie odbierasz, a chciałby cię przeprosić…

– Powaliło cię?! – wkurzyłam się. – Nie waż się z nim gadać. W dupie mam jego przeprosiny.Zniszczył mi życie. Myśli, że „przepraszam” wystarczy? Zło już się stało. Zostałam sama…

– Dlatego mówię, że Mikołaj powinien płacić na dziecko.

– Najpierw musiałby uznać syna – przypomniałam. – A mnie nie stać na prawników i badania. Zresztą, nawet gdybym dostała zwrot kosztów, nie mam na to czasu.

Kiedy Kamilek się urodził, Justyna bez mojej wiedzy poinformowała o tym Mikołaja. Jej interwencja dała tyle, że wysłał mi esemesa: „Nie obchodzi mnie cudzy bachor”. Cudzy? Więc powiedział mu ten Łukasz prawdę, czy nie? Nieważne. Nie zamierzałam się przed nim płaszczyć, miałam swój honor.

Już nie byłam naiwna

– Mimo wszystko, gdybyś doprowadziła do konfrontacji: ty, Łukasz i Mikołaj… – męczyła mnie Justyna.

– Zapomnij! Choćbym miała jeść tynk ze ścian, to nigdy więcej nie odezwę się do tego dupka. A już na pewno nie będę go o nic prosić. Drań dla mnie nie istnieje!

– Powinnaś schować dumę do kieszeni. Zrób to ze względu na Kamilka. Inaczej skąd weźmiesz forsę? Ukradniesz? Będziesz się puszczać? – pytała bezlitośnie.

Słowa przyjaciółki jeszcze długo dźwięczały mi w uszach. Co tu kryć, w mojej sytuacji prostytucja była najłatwiejszym sposobem na zdobycie pieniędzy. Tylko czy jestem do tego zdolna? Do pracy nie mogłam iść, bo byłam na zasiłku macierzyńskim. Musiałabym dorabiać nielegalnie. Gorączkowo szukałam w głowie jakiegoś rozwiązania – i nagle mnie olśniło. Czytałam kiedyś w gazecie artykuł o video call girl, które pokazują się zagranicznym internautom na kamerkach. Trochę poflirtują, odsłonią ciało, a kasa leci. To nie to samo, co chodzenie z klientem do hotelu. Ani takie ryzyko, ani taki wstyd – przekonywałam samą siebie.

W końcu zawsze mogę udawać, że jestem aktorką w teatrze, a klienci to widzowie. Niejeden chętnie by się pogapił. Mimo przebytej ciąży moje ciało wciąż było jędrne i atrakcyjne. Nawet bardziej niż przedtem, bo biust mi urósł. Mam ładną twarz i długie nogi. Czemu nie skorzystać z tych atutów, by zarobić? I tak się marnują.

– Przynajmniej nikt nie będzie mnie dotykał. Wszystko się będzie działo w zaciszu mojego pokoju, bezpiecznie. I bez problemu pogodzę to zajęcie z opieką nad małym – przedstawiłam Justynie plusy tej roboty.

– Gdybyś nie miała chorego dziecka na utrzymaniu, powiedziałabym, że upadłaś na głowę i kusisz licho.

– Ale mam chore dziecko na utrzymaniu, nikt mi nie pomoże, przynajmniej nie z dnia na dzień, a mały potrzebuje leczenia i rehabilitacji już, a nie za pół roku. Wtedy będzie za późno.

– Ta cholerna mamona… – mruknęła Justyna, ale już mnie nie powstrzymywała. Mogła mi pożyczać drobne sumy od czasu do czasu, ale ja potrzebowałam funduszy w trybie ciągłym i coraz więcej. Zatem… Znalazłam firmę, która zdecydowała się mnie zatrudnić, nieoficjalnie, acz szkolenie przeszłam całkiem profesjonalne. Dostałam wskazówki od swojej koordynatorki i mogłam siadać do komputera. Ostatnie oszczędności zainwestowałam w seksowną bieliznę. W końcu nie będę na tym erotycznym czacie gawędziła o pogodzie.

Myślałam, że to będzie proste

Jak występ solo przed lustrem, jak gra na scenie w monodramie – ale wcale takie nie było. Jednak dochodziło do interakcji, nawet jeśli bez dotykania. Niektórzy mężczyźni zachowywali się jak napaleńcy pozbawieni hamulców. Jeden z nich na moich oczach zaczął się masturbować. Byłam zniesmaczona, najchętniej zamknęłabym laptopa i zwymiotowała, ale musiałam „grać” swoją rolę dalej. By nie czuć do nich obrzydzenia, tłumaczyłam sobie, że to biedni, żałośni faceci, może nieśmiali, może z kompleksami, którzy inaczej nie umieją zdobyć kobiety.

Lepiej, by pozbywali się żądzy przed ekranem komputera, oglądając pornosy lub moje występy, niż napastując kogoś w parku. Byłam ich wentylem bezpieczeństwa, ich nietypową terapeutką. A żeby nie czuć obrzydzenia do siebie, by móc nadal patrzeć w lustro, nauczyłam się oddzielać emocje od czynów oraz zwykłą dziewczynę Gabrysię od wampowatej Ramony.

Gdy wkładałam wyzywającą bieliznę i świntuszyłam przed kamerką, byłam kimś innym niż w prawdziwym życiu. Dzięki temu mogłam spać i zajmować się synkiem. Mechanizmy obronne człowieka są niesamowite, potrafimy usprawiedliwić i uzasadnić niemal wszystko, jeśli jest to niezbędne do przetrwania. A jak do tego jeszcze dojdzie instynkt macierzyński, do reszty wyzbywasz się skrupułów i robisz, co trzeba.

Dla dziecka. Żeby było zdrowe

To był mój priorytet. Potem będę się martwić o moralność – powtarzałam sobie. Już po pierwszym miesiącu, w którym jak na nowicjuszkę radziłam sobie całkiem nieźle, dostałam do ręki ładną wypłatę. Po dwóch kolejnych zaczęłam zarabiać sumy znacznie powyżej średniej krajowej. Wreszcie przestałam się martwić. Opłacałam rehabilitację synka, rachunki i jeszcze coś zostawało. Kupiłam sobie lepsze ciuchy, poszłam do kosmetyczki. Byłam zadbana, mój syn zaopiekowany. Planowałam założenie lokaty, chciałam oszczędzać z myślą o przyszłości.

I wtedy, gdy moja sytuacja się ustabilizowała, gdy przestałam się bać, skąd za tydzień wezmę pieniądze, w moich drzwiach pojawił się Mikołaj.

– Przyszedłem do syna – oznajmił zamiast dzień dobry.

Zatkało mnie. Po prostu odebrało mi głos i stałam jak słup soli. Bezceremonialne odepchnął mnie na bok i wszedł do środka. Skłamałabym, mówiąc, że czasem nie wyobrażałam sobie tej chwili. Skruszony Mikołaj przychodzi ze łzami w oczach błagać o przebaczenie… Nie w tym życiu. Podszedł do łóżeczka, wziął na ręce Kamila i skierował się w stronę drzwi. Wtedy mnie otrzeźwiło. Zagrodziłam mu drogę i ryknęłam jak lwica broniąca lwiątka:

– Zostaw go! Inaczej dzwonię na policję!

– A dzwoń! Nie pozwolę, żeby tu został. Mój syn nie będzie mieszkać z matką dziwką. Jak ci nie wstyd? Spojrzałam na niego.

– Dziwką? Co ty bredzisz?

– Co ja bredzę? Sądziłaś, że nikt się nie dowie, skoro klienci to zagraniczniacy? Jeden z twoich internetowych kochasiów to mój kumpel, tylko że wyjechał do Stanów. Poznał cię i od razu mi doniósł, co wyczyniasz. Myślał, że za moimi plecami…

– A co ci do tego, hipokryto?! Twój znajomek może być klientem tego czatu, a ja nie mogę w ten sposób zarabiać? Wal się!

– Nawzajem. Spotkamy się w sądzie. Wystąpię o ustalenie ojcostwa i odbiorę ci syna. Wiem, że jest mój. Łukasz mi powiedział.

Naprawdę zamierzał wyjść z moim dzieckiem, a ja bałam się z nim szarpać, żeby przypadkiem jakaś krzywda nie stała się Kamilkowi. Mały już zdążył się przestraszyć i rozpłakać. Zrobiłam więc pierwsze, co przyszło mi do głowy. Padłam przed nim kolana. Zaskoczyłam go i ta mała chwila zawahania wystarczyła – uczepiłam się jego nóg jak pijawka, oplotłam go ramionami i udami i trzymałam z całych sił. Jeśli udałoby mu się zrobić krok, to ze mną. Nie wyszedłby z tego domu z moim synem.

– Puszczaj!

– Nie! Nie zabierzesz go. Nagle się w tobie ojciec obudził? Nie wierzę? Jest chory, nie wiesz? Na co ci chore dziecko? Stać się na leczenie?

– Moich rodziców stać. Nigdy się nie zgodzą na to, by dziwka wychowywała ich wnuka. Jak mogłaś? Boże, nie wierzę, że mogłem się z tobą zadawać. Miałem cię za niewinną, a ty jesteś zwykłą szmatą. Mógł mnie obrażać, miałam to gdzieś. Byle zostawił w spokoju Kamila. Mały darł się już wniebogłosy.

– Zostaw go! Jest przerażony!

– Najpierw mnie puść.

– Nie!

– No to będziemy tak stali.

Wahałam się, co zrobić. Jak go puszczę, gotów uciec z małym. Ale jak go nie puszczę, nie dam rady wziąć od niego dziecka.

– Ja go wezmę – usłyszałam. Spojrzałam w stronę drzwi. Prędzej bym się diabła spodziewała, ale właściwie nie powinnam się dziwić. Łukasz był gorszy od diabła. Facet, któremu ponoć wskoczyłam do łóżka. Facet, przez którego straciłam złudzenia, narzeczonego i zostałam samotną matką. Nie dość się zemścił? Teraz jeszcze chciał mi odebrać dziecko? Zacisnęłam zęby. Będę walczyć!

– Nie waż się go tknąć swoimi brudnymi łapami – wycedziłam.

– Jeśli… – Policja już jedzie – odpowiedział na to.

– Wezwałeś policję?

– Mikołaj drgnął nerwowo.

– Nie tak się umawialiśmy.

– W ogóle się nie umawialiśmy. Mówiłam ci, żebyś odpuścił, że to się nie uda. Oficjalnie nie jest twoim synem i to, co teraz odstawiasz, podpada pod porwanie.

– Ale jak badanie DNA potwierdzi moje ojcostwo, będę mógł się starać o opiekę, o alimenty, a i dziadkowie chętnie sypną kasą na wnuka. Mówiłem ci. Po prostu uprzedzam fakty.

W jednej chwili pojęłam, skąd u Mikołaja nagły przypływ uczuć ojcowskich. Nawet wtedy, gdy go jeszcze kochałam, przeszkadzało mi, że żeruje na rodzicach, że niby studiuje, pozostając na ich utrzymaniu, ale w ogóle się nie uczy, nawet na zajęcia nie chodzi. Widać staruszkowie się wkurzyli i przestali sponsorować wiecznego studenta. To teraz taki wymyślił sobie sposób na wygodne życie?!

– Ty gnoju… – wycedziłam.

– To nie jest twój syn, tylko mój – przerwał mi Łukasz.

– Co?! – krzyknęliśmy z Mikołajem.

– Jeśli ktoś ma się starać o opiekę, to ja. Patrzyłam na nich i nie miałam pojęcia, co tu się dzieje. Czy „diabeł” właśnie mi pomaga, czy bardziej pogrąża? I co zrobi Mikołaj? Był tak zaszokowany, że pojawiła się szansa… Wstałam z klęczek.

– Ale powiedziałeś, że wcale nie spałeś z Gabi, że skłamałeś po pijaku, z zazdrości. Powoli wyjęłam synka z rąk Mikołaja. Jeden nie zaprotestował, bo gapił się z niedowierzaniem na swojego, chyba już byłego, przyjaciela. A drugi, w moich objęciach, momentalnie się uspokoił. Łukasz wzruszył ramionami.

– Bo się wystraszyłem tej ciąży, odpowiedzialności, ale jak się będziecie upierać przy badaniach, i tak się wyda. Dlatego odpuść. Z nami koniec. Przegiąłeś, stary. Mikołaj nadal nie rozumiał.

– Ale mówiłeś, że wyznałeś prawdę ze względu na małego. Bo musi mieć ojca.

No, musi, ale prawdziwego. Więc spadaj. Mam być bardziej dosadny? Zapadła cisza. Niezakłócana płaczem Kamilka, i dopiero wtedy Mikołaj zorientował się, że ma puste ręce, że stracił argument przetargowy. Poczerwieniał.

– To się tak nie skończy! Nie dam się wyrolować. Szmata i zdrajca, dobrana para, ale jeszcze pożałujecie.

Mikołaj wyszedł i z łomotem zbiegł po schodach. Znowu zapadła cisza, a ja wpatrywałam się w Łukasza. Nie wiedziałam, co powiedzieć, co zrobić. Miałam totalny mętlik w głowie.

– Nie zapytasz? – on zaczął.

– Nie wiem, o co najpierw. Czemu skłamałeś, że my…? Potem przyznałeś się, że jednak nie… a teraz znowu skłamałeś? O co tu chodzi? Czego chcesz? Mam się bać? Uśmiechnął się smutno i jakoś bezradnie.

– Kocham cię. Nie mam prawa ani szans na wzajemność, ale cię kocham. Domyślałaś się i nic nie mówiłaś Mikiemu, żeby kwasów między nami nie było. Więc jak się miałem odkochać?

– Skutecznie – burknęłam.

– Pewnie, że próbowałem, ale nie potrafię. Mam cię we krwi, pod skórą, pod powiekami. Wciąż o tobie myślę, wciąż mi się śnisz, i nie zawsze są to dobre sny, bo się martwię. Chcę cię chronić, was... A wszystko, co robisz, jak sobie radzisz, zamiast mnie zniechęcać, sprawia, że kocham cię coraz mocniej. Sorry za żenujące wyznania, ale chcę, żeby wszystko było jasne. Koniec tajemnic. Skłamałem o tej zdradzie, bo byłem pijany jak bela, a gdy Miki mi powiedział o ciąży, świat mi się zawalił. Byłem zazdrosny, wściekły, chciałem was oboje zranić. Dlatego zapytałem, czy jest pewny, że to jego. Gdy wytrzeźwiałem, próbowałem naprostować sprawę. Nie sądziłem, że Miki okaże się taki podły. Wykorzystał mój błąd przeciw tobie. Jak ostatni gówniarz wymiksował się od odpowiedzialności, a ja dałem mu wytrych do rąk. Chciałem przeprosić, jakoś ci to wynagrodzić, ale nie chciałaś mnie znać… Nie dziwię się, sam bym sobie dał po mordzie. Pocieszam się tym, że Miki tak czy siak by uciekł. Sama już wiesz, to gnojek. Wiele mu wybaczałem, bo się kumplujemy od pieluch, ale jak mi się pochwalił, co teraz zamierza odstawić, mało mu nie przywaliłem. Niestety, jak się uprze, może narobić problemów, więc… odpuść sobie te internetowe kamerki.

– A co, może ty dasz mi pieniądze?! – zakpiłam, udając, że jego słowa mnie nie poruszyły.

– Dam – odpowiedział Łukasz. – Ile będziesz potrzebowała. Jak długo będziesz potrzebowała.

– Aha. Takie to proste… Mam brać od ciebie kasę? Za darmo? – wykrzywiłam usta w ironicznym uśmiechu. Skrzywił się nieznacznie.

– Zasłużyłem… Nie, nie za darmo. Pozwól mi się tobą zaopiekować, pozwól mi udowodnić, że nie jestem aż takim gnojem, za jakiego mnie masz. Pozwól mi walczyć z tobą w sądzie przeciwko Mikołajowi, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wykorzystaj mnie, Gabrysiu. Po prostu…

– Po prostu? Aż taka bezwstydna jestem twoim zdaniem?

– Bądź. Nie odważyłbym się tu pojawić bez pozwolenia, ale gdy Miki mi powiedział, w jaki sposób zarabiasz, zrozumiałem, że jesteś zdesperowana. A skoro tak, to może przyjmiesz kasę także ode mnie. Proszę. Zastanów się. Miał rację: byłam zdesperowana i bezwstydna. Nienawidziłam go i byłam mu wdzięczna. Miałam ochotę go wyrzucić za drzwi, ale jego oferta kusiła. Samotne zmaganie się z życiem wyczerpuje… Muszę się zastanowić, ale chyba już wiem, co będzie największym minusem tego układu. Mogę się od Łukasza uzależnić. Mogę się w nim zakochać. Co gorsza, mój synek może zacząć widzieć w nim tatę… 

Czytaj także:
Teściowa najchętniej zostałaby u nas na 3 tygodnie
Jako dziecko straciłam słuch i stałam się niewidzialna dla innych
Teściowa przed śmiercią wyznała mi, że mąż mnie oszukał
Facet w którym się zakochałam, próbował mnie zgwałcić