Flirt z młodym mężczyzną? fot. Adobe Stock

„Matka podrywa moich kolegów i zupełnie się z tym nie kryje. Już nie wiem, jak z nią rozmawiać...”

Rodzice nastolatków mają to do siebie, że często nieświadomie robią młodym obciach. Mnie spotkał wyjątkowy pech
/ 31.07.2020 12:58
Flirt z młodym mężczyzną? fot. Adobe Stock

Moja mama jest bardzo atrakcyjną kobietą. Kiedy byłem młodszy, z dumą słuchałem licznych komplementów na jej temat. Ale teraz wolałbym, żeby była starsza, grubsza i znacznie brzydsza. Przynajmniej nie musiałbym się wstydzić.

Widziałem zdjęcia mamy z liceum i wcale się nie dziwię, że mój tata oszalał na jej punkcie. Z tego, co słyszałem, nie on jeden. W każdym razie, kiedy zostali parą, postarał się, żeby była wyłącznie jego. Jeszcze przed maturą poprosił ją o rękę. A fakt, że mama zaszła w ciążę, też miał swoje znaczenie.
Nie była dobrą żoną, bo uwielbiała flirtować. Może robiła to nieświadomie, a może potrzebowała komplementów i uwagi.

Tak czy owak, pamiętam awantury, jakie tata, zazdrosny do szaleństwa, bez przerwy jej urządzał. No i w końcu się rozwiedli, co jako dziecko przyjąłem oczywiście z rozpaczą. Owszem, w domu zapanował spokój, ale bardzo brakowało mi ojca, mimo że widywałem się z nim często i regularnie. Praktycznie w każdy weekend mama pozwalała mi do niego chodzić. Dziś, kiedy jestem już dorosły, rozumiem, że tak było jej wygodnie. Sobotę i niedzielę miała dzięki temu tylko dla siebie i mogła się bawić, a przede wszystkim zapraszać facetów…

Zawsze się koło niej jakiś plątał. Byłem o nich zazdrosny, bo kiedy taki jeden z drugim się pojawiał, mama nagle przestawała mieć dla mnie czas. Wieczorem, zamiast mi czytać czy grać ze mną w gry planszowe, stroiła się, bo czekaliśmy na gościa. A potem to już mogłem do oporu siedzieć przy komputerze czy oglądać telewizję, bo przestawałem być dla niej ważny. Dlatego jako dziecko nie lubiłem tych wszystkich facetów. Dopiero kiedy zacząłem dorastać, doceniłem swobodę, jaką dzięki nim miałem.

Mama martwiła się o mnie, opiekowała się, gotowała mi, interesowała się moją szkołą i życiem. Jednak gdy pojawiał się facet, ja mogłem robić, co chciałem, byle jej nie przeszkadzać. Po prostu potrzebowała nieustannej adoracji ze strony mężczyzn. Piszę w liczbie mnogiej, bo wszyscy oni zlewali mi się w jedną całość. I jakoś żaden długo się nie utrzymał. Kiedyś nawet zapytałem o to mamę. Akurat z naszego życia zniknął Paweł, którego wyjątkowo lubiłem, bo facet był chemikiem i potrafił robić genialne rzeczy z tego, co znalazł w kuchni… Gdy okazało się, że już nie będzie do nas przychodził, byłem rozczarowany.
– Dlaczego ciągle jest ktoś nowy? – zapytałem z rozbrajającą szczerością dwunastolatka. – Wujek Paweł był fajny.
– Fajny, owszem – przyznała, rozkładając na stole grę. – Ale ty masz już tatę, więc nie potrzebujemy tu kolejnego mężczyzny.
Zamknęła temat.

Podejrzewam, że przyczyną większości rozstań była zazdrość jej partnerów. Bo mama nie potrafiła być wierna. Nie umiała spotykać się tylko z jednym. Tak jakby musiała sobie bez przerwy udowadniać, że jest atrakcyjna. I bynajmniej nie chodziło tutaj o seks. To znaczy, nie rozmawiałem z nią oczywiście na ten temat, ale wydaje mi się, że mamę fascynował głównie flirt i zabawa.

W każdym razie moje życie z mamą przebiegało raczej bezkonfliktowo. Ona biegała z kolejnymi facetami na dyskoteki czy do kina, urządzała dla nich kolacje, czasem wyjazdy, a ja miałem czas dla siebie. I w sumie nie przeszkadzało mi, że ciągle poznaje kogoś nowego. Do czasu.

Chyba pierwsze sygnały zignorowałem, bo zwyczajnie nie chciałem przyjąć do wiadomości, co się dzieje. Ale w klasie maturalnej zauważyłem, że mama nagle zaczęła bardziej interesować się moim życiem. Konkretnie towarzyskim. A jeszcze konkretniej – kolegami, którzy mnie odwiedzali. Do tej pory co najwyżej powiedziała „Dzień dobry”, czasem zainteresowała się, czy nie jesteśmy głodni lub czy jeden z drugim nie musi przypadkiem zadzwonić do rodziców, bo było późno. Ale nagle zaczęła regularnie przychodzić do mnie do pokoju, kiedy miałem gości.
– Zrobiłam wam kanapki – mówiła, wchodząc z talerzem małych, eleganckich tartinek. – A do picia co chcecie?

Szczególnie lubiła Marka, mojego kumpla z klasy. Pewnie dlatego, że był przystojnym, wysokim brunetem. Gdy tylko się pojawiał w drzwiach naszego mieszkania, mama natychmiast przybiegała się przywitać i zamienić chociaż kilka słów. Pytała o lekcje, o samopoczucie, o jakąś muzykę, której słuchamy… Nie podobało mi się to. Za to Marek był zachwycony.
– Ale ty masz dobrze, chłopie! – mówił, wodząc za nią rozanielonym wzrokiem.
– Nie dość, że twoja matka to babka z klasą, to jeszcze normalna i ci nie truje!
Tymczasem ona posunęła się nawet do tego, że zaproponowała nam wspólny wyjazd przed maturą, żebyśmy odpoczęli. Nie doszło do tego – i Bogu dzięki!

Kiedy dostałem się na studia, mama jakby nagle poczuła się młodsza i zaczęła spędzać ze mną więcej czasu. To znaczy, nie tyle ze mną, co z moim kumplami. Co chwila wpadała do mojego pokoju. A to
z ciastkami, a to pytając na przykład, co ma zrobić, bo zawiesił się jej komputer. I nie prosiła o pomoc mnie, chociaż znam się na tym, tylko zawsze zwracała się do któregoś z moich kumpli. W dodatku zachowywała się przy nich jak nastolatka. Kokietowała ich, śmiała się co chwila, chociaż według mnie nic śmiesznego się akurat nie działo, i bez przerwy opowiadała głupoty. Ja byłem zażenowany, a kumple… zachwyceni.
– Ale kobitka! – kręcili głową, gdy wychodziła z pokoju, rzucając im na pożegnanie uwodzicielskie spojrzenie. – Trudno się dziwić, że twój ojciec był o nią zazdrosny…
– Dajcie spokój – mówiłem zniechęcony.
– Nie wiem, co jej odbija. Chyba chciałaby znowu być młoda, ale czasu się nie cofnie.
– Nie przesadzaj, chłopie – kumple byli nią zdecydowanie zauroczeni. – Przecież nie jest jeszcze stara. A w każdym razie wygląda super. Moja ma raptem pięć lat więcej, a mogłaby uchodzić za jej matkę.

Fakt, moja mama rzeczywiście nadal była atrakcyjna. Zbliżała się do czterdziestki, a nie wyglądała na więcej niż trzydzieści parę. Miała genialną figurę, na którą zresztą ciężko pracowała. Codziennie byłem świadkiem, jak liczy kalorie, odmawia sobie słodyczy i katuje się na rowerku albo przed kompem, ćwicząc razem z trenerami. Nawet ją za to podziwiałem, bo wymagało to od niej naprawdę dużego zaparcia. Ale mimo wszystko nie upoważniało jej to do zachowywania się, jakby miała 20 lat. Poza tym, była moją mamą! Jak mogła się w ten sposób zachowywać przy mnie?

Pewnego dnia nawet zwróciłem jej uwagę, że podrywa moich kumpli, co mi się nie podoba. Tylko roześmiała się głośno.
– Po prostu czuję się młoda i chcę być młoda – powiedziała. – To miłe, że, jak mówisz, im się podobam. A dlaczego tobie to przeszkadza? Wołałbyś, żebym była rozlazłą, zrzędzącą babą w brudnym szlafroku?
No i taka była z nią rozmowa. Nie chodziło mi przecież o jej wygląd, tylko o to, jak traktuje moich kumpli!

Pewnego dnia, gdy wróciłem do domu, zastałem ją siedzącą na wersalce z Michałem, kolegą z mojego roku.
– A ty co tu robisz? – zapytałem groźnie. Bo to jednak wyglądało co najmniej dziwnie. Siedzieli razem na kanapie, blisko siebie, pili wino i śmiali się z czegoś. Michał jednak w ogóle nie był speszony.
– Wpadłem po drodze, bo dysk mi padł – powiedział, wskazując leżącego na stole laptopa. – Nie było cię, ale twoja mama powiedziała, żebym na ciebie zaczekał. Była tak miła, że zaprosiła mnie do salonu
i poczęstowała winem – uśmiechnął się.

Podobna sytuacja miała miejsce w trakcie sesji letniej. Umówiłem się z Jarkiem, kolegą z siłowni, żeby do mnie przyszedł. Jednak kilka minut przed tym, jak miał się objawić, przypomniało mi się, że muszę odebrać książkę z biblioteki, zanim ją zamkną.
– Mamo, ma przyjść Jarek, a ja muszę wyjść – powiedziałem, wchodząc do kuchni. – Dzwoniłem do niego, ale ma wyłączony telefon. Przeproś go ode mnie i powiedz, żeby do mnie zadzwonił, okej? Bo mi to trochę zajmie, zanim dojadę do biblioteki i wrócę, ze dwie godziny się zejdą.
– Jaki Jarek? – spytała mama, odrywając się od malowania paznokci.
– Mój kumpel z siłowni – odparłem.
– Nie wiem, chyba go nie znasz. W każdym razie, ktokolwiek do mnie przyjdzie, to przeproś i powiedz, żeby zadzwonił.

Pojechałem do biblioteki i w sumie zajęło mi to mniej czasu, niż myślałem. Do domu wróciłem więc mniej więcej po godzinie. Siedzieli w pokoju i nie słyszeli, jak wszedłem, bo mama włączyła głośno jakąś nastrojową muzykę. Wpatrywali się w siebie, o czymś rozmawiali i byli bardzo blisko. Miałem wrażenie, że za chwilę się pocałują.
– Już jestem! – zawołałem głośno. Odskoczyli od siebie jak oparzeni i przez chwilę wyglądali na speszonych. Ale za chwilę mama udawała, że się nic nie stało, a Jarek poszedł ze mną do pokoju.
Nie wiem, jak mam to załatwić, jak rozmawiać z mamą. Zwyczajnie się wstydzę za jej zachowanie. Czy ona naprawdę musi podrywać moich kolegów? To obciach!

Więcej listów do redakcji:„Moje dzieci uważają, że obowiązkiem dziadków jest zajmowanie się wnukami. Ja mam swoje życie”„Moja dziewczyna jest o 18 lat młodsza. To dużo, ale łączy nas szczere uczucie. Czy to może się udać?”„Pijany kierowca tira spowodował wypadek, w którym omal nie zginęła moja żona. Tego dnia wracała od kochanka”

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/02.08.2020 10:05
Współczuję matki lachociąga.
/29.05.2017 21:53
Kolo czy mógłbym zostać twoim kolegom?
/18.02.2017 16:09
Stara dziwka
POKAŻ KOMENTARZE (1)