Babcia i wnuczka fot. Adobe Stock

„Moje dzieci uważają, że obowiązkiem dziadków jest zajmowanie się wnukami. Ja mam swoje życie”

Prawdziwa historia kobiety, która postanowiła, że może opiekować się wnuczką ale.. wyłącznie na swoim zasadach. Kto ma rację? Babcia czy synowa?
/ 27.07.2020 12:00
Babcia i wnuczka fot. Adobe Stock

Nigdy nie chciałam zajmować się na pełen etat wnukami. Uwielbiam je, ale uważam, że jestem na to za stara. Przez całe życie ciężko pracowałam, do tego zajmowałam się domem i trójką dzieci. Bywały dni, kiedy byłam tak wykończona i zestresowana, że nie mogłam usnąć. Na emeryturze chciałam wreszcie trochę odsapnąć, zająć się sobą. Pójść na spacer, do teatru, na brydża do przyjaciółki lub po prostu pooglądać w ciszy i spokoju swoje ulubione seriale. Dwie córki i ich mężowie to rozumieli. Podrzucali mi swoje pociechy tylko od czasu do czasu, w naprawdę awaryjnych sytuacjach. Miałam nadzieję, że syn i synowa będą zachowywać się podobnie.

Przez prawie cztery lata rzeczywiście miałam względny spokój. Przywozili wnuczkę na godzinkę, dwie, a potem ją zabierali. Ale dobre czasy się skończyły. Urlop wychowawczy synowej dobiega końca, a Magdy nie przyjęto do przedszkola. No i Karol z Moniką nie mają co z nią zrobić. Próbowali znaleźć nianię, ale im się nie udało. Przyszli więc do mnie.
– Mamo, musisz się zająć naszym dzieckiem. Wiem, że nie masz na to siły... Ale to nie na zawsze. Tylko do czasu, aż nie znajdziemy dobrej opiekunki. W końcu kiedyś nam się to uda – przekonywał mnie syn.
– Zgódź się, proszę. Jak nie pojawię się na czas w firmie, to się ze mną pożegnają – płakała synowa.
– Dobrze, pomogę wam – zgodziłam się.
Nie miałam serca odmówić. Raz, że syn i synowa rzeczywiście mieli nóż na gardle, dwa – wnusia to grzeczna, spokojna dziewczynka. Byłam więc przekonana, że będziemy miło razem spędzać czas. I pewnie by tak było, gdyby nie jej matka. Wszystko zepsuła!

Synowa jest apodyktyczną kobietą. Zawsze musi postawić na swoim i zachowuje się tak, jakby wszystkie rozumy pozjadała. Nieraz zastanawiałam się, dlaczego syn w ogóle się z nią ożenił i jakim cudem jeszcze wytrzymuje. Chyba ciągle musi być w niej szaleńczo zakochany... Zresztą nieważne... Dopóki rządziła u siebie w domu i wydawała polecenia tylko Karolowi, jej charakter absolutnie mi nie przeszkadzał. Kilka dni temu wyszło jednak na jaw, że chce także rządzić mną! Niedoczekanie! 

Ona mnie będzie uczyć, jak wychowywać dzieci?!

Tamtego popołudnia zadzwoniła i poprosiła o spotkanie w cztery oczy.
– Matko Boska, masz jakieś kłopoty z Karolem? – przeraziłam się.
– Nie, wszystko w porządku. Chodzi o Magdę. Zanim zaczniesz się nią zajmować, musimy ustalić kilka spraw. To bardzo ważne – usłyszałam.
– Tak? No to wpadaj, kiedy chcesz. Choćby zaraz – odparłam.
Nie podejrzewałam niczego złego. Wiedziałam, że wnuczka jest uczulona na pewne rzeczy i myślałam, że synowa chce mi o tym przypomnieć, powiedzieć, jak mam ewentualnie dawkować leki, na co uważać.

Od zakazów i nakazów aż zakręciło mi się w głowie

Na początku rozmowa była bardzo miła. Monika dziękowała mi za to, że chcę poświęcić swój czas Magdusi, mówiła, że nie ma lepszej opiekunki niż babcia, że ma do mnie zaufanie... W ogóle rozpływała się w zachwytach. W pewnym momencie wyciągnęła jednak z torebki kartkę i położyła przede mną na stole.
– Chciałabym, żeby mama to dokładnie przeczytała i zapamiętała – powiedziała.
– Co to takiego? – zainteresowałam się.
– Zasady, którymi kierujemy się z Karolem przy wychowywaniu Magdy – wyjaśniła.
Poczułam się lekko urażona.
– Ależ moja droga, przypominam ci, że mam trójkę dzieci, które też były kiedyś małe... Może to było dawno, ale pamięć mam na szczęście jeszcze dobrą. Potrafię zająć się czterolatką – prychnęłam.
– Wiem, mamo, ale kiedyś były inne czasy... Mamy metody mogą być, hm, trochę nienowoczesne. Teraz inaczej wychowuje się dzieci, czego innego się od nich wymaga. Dlatego niech mama to przeczyta, proszę – wcisnęła mi kartkę do ręki.

Zaopiekuję się wnuczką, ale... na moich zasadach

Dla świętego spokoju zajrzałam do tej listy. W skrócie chodziło o to, że nie wolno mi wnusi rozpieszczać, dokarmiać między posiłkami, kupować słodyczy. Mam pilnować, żeby na dworze nie biegała, nie skakała, nie zgrzała się i nie pobrudziła... Najlepiej, żeby siedziała w domu, uczyła się literek i cyferek i oglądała w telewizji lekcje angielskiego dla maluchów. Od tych zakazów i nakazów aż mi się w głowie zakręciło.
– Ta lista to na poważnie? – dopytywałam się z niedowierzaniem.
– Oczywiście! Chcę, żeby mama stosowała się do tego, co napisałam – odparła.
– A jak nie to, co? – warknęłam.
– Oj mamo, nie żartuj sobie, to naprawdę ważne... We wszystkich poradnikach o wychowaniu piszą, żeby ustalać dzieciom zasady, stawiać granice. I my to z Karolem robimy. Nie chcę, żeby mama zniweczyła nasze wysiłki... – tłumaczyła.
– Skończ już! – przerwałam jej, bo nie miałam ochoty słuchać dłużej tych bzdur.
W środku aż mnie skręcało ze złości. Nie potrafiłam pojąć, jak synowa mogła być tak bezczelna! Żeby chociaż przedyskutowała ze mną te wszystkie zasady, zapytała, co o nich sądzę. Ale nie! Słyszałam tylko "chcę" i "żądam". Jakbym była jakąś służącą.

Kiedy wyszła, a ja trochę się uspokoiłam, natychmiast zadzwoniłam do syna.
– Słuchaj, nie jestem pewna, czy mogę zająć się Magdą – stwierdziłam.
– Ale dlaczego? – przeraził się.
– Bo twoja żona stawia warunki, poucza mnie, zostawia jakąś listę z wymaganiami. Przeczytałam ją i chyba nie zdołam im sprostać. Moim zdaniem, jak dziecko ma ochotę iść na plac zabaw, zamiast uczyć się angielskiego, od czasu do czasu zjeść pączka, i ubrudzić się jak nieboskie stworzenie, to mu trzeba na to pozwolić – odparłam.
– O rany, ja też, ale wiesz, jaka jest Monika... – jęknął.
– Nic mnie to nie obchodzi. Pogadaj z nią. Jak dojdzie do tego samego wniosku, to zadzwońcie. A jak nie, szukajcie opiekunki – odparłam i się rozłączyłam.

Na razie telefon milczy...

Przeczytaj więcej listów do redakcji:„Mąż zamykał mnie w domu. Znęcał się nade mną i bił dzieci. Jakimś cudem udało mi się uciec”„Urodziłam chorego syna, a mąż odszedł do innej kobiety, żeby zacząć wszystko od nowa”„Ja i moja córka byłyśmy w ciąży w tym samym czasie. Agatka jest młodsza o dwa tygodnie od Oli, ale jest... jej ciocią”

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/06.08.2020 14:01
Rację ma Babcia.. Mądra Babcia. A synowa? No cóż młoda kobieto dzieciństwo to czas zabawy, przebywania z dziećmi, brudzenia się, jedzenia lodów, waty cukrowej, obdartych kolan, często porozbijanych głów.Nie można bezkrytycznie wychowywać dziecka przy pomocy poradników. Mądra matka wie, co dla dziecka dobre, potrafi sama stawiać mu granice. Życzę szybkiego powrotu do normalności, bo inaczej zobaczysz drugą stronę swoich metod wychowawczych.....bunt to mały pan pikuś. Jak zniszczysz córce psychikę stosując wojskowy rygor bunt może objawić się na różnych płaszczyznach życia córki. Trzeba wymagać, ale bez przesady.
/30.07.2020 18:17
Brawo dla rozsądnej babci.