„Urodziłam w wieku 17 lat i wychowuję córkę sama. Boję się, że dzieci w szkole będą nazywały ją bękartem i podrzutkiem”

Młoda mama fot. Adobe Stock
„Drżałam ze strachu o swoją córeczkę. Czy inne dzieci zmienią jej życie w piekło? Wychowałam się bez ojca. Moja córka też”.
/ 20.10.2021 14:25
Młoda mama fot. Adobe Stock

Przez całe wakacje budziłam się zlana zimnym potem, wyobrażając sobie powrót mojej córeczki ze szkoły. Już kiedy zapisywałam ją do pierwszej klasy, przeżyłam swoje.
– Ojej, pani to chyba siostra – zagadnęła pani w sekretariacie.
– Nie – warknęłam, oblewając się krwistym rumieńcem.
– Mamusia? Taka młodziutka? – sekretarka uśmiechnęła się, ale ja wiedziałam swoje. No tak, zaraz się rozniesie. Z zaciśniętymi zębami załatwiłam formalności.

No i dzisiaj nadszedł ten dzień. Wczoraj zaczął się rok szkolny, ale dziś już były normalne lekcje. Z drżeniem serca czekałam pod szkołą. Kinga wybiegła z jakąś dziewczynką. Pomachały sobie i moja córeczka rzuciła mi się w objęcia. Całą drogę do domu paplała o koleżankach, o pani, o szkolnym sklepiku. Odetchnęłam, ale wiedziałam, że prędzej czy później wyjdzie ze szkoły ze spuszczoną główką i zacznie pytać o ojca. Wiedziałam, że tak będzie. Sama to przeżyłam.

Minął tydzień, potem drugi i... nic się nie działo. A może ona coś przede mną ukrywa? Może nie chce mnie martwić.
– Patrz, mamusiu – podbiegła. – Dostałam piątkę z serduszkiem – pochwaliła się.
Na rysunku dwa patykowate stwory pochylały się nad nieforemnym prostokątem, a przy ich nogach leżała czarna kula z wypustką – coś jakby kłębek wełny.
– A co to jest? – spytałam niepewnie.
– Jak to? – oburzyła się moja córka.
– Nie widzisz? Rodzina. Pani kazała nam narysować, jak wyobrażamy sobie szczęśliwą rodzinę.
– I... i co? – wyjąkałam.
– No i narysowałam. To ty i ja, czytamy książkę – wskazała patykowate stwory.
– A to Finetta – pokazała kulę z ogonem.
– Finetta? – zdziwiłam się. Tak miała na imię wróżka z ulubionej bajki mojej córki, ale co to ma wspólnego z czarną kulą?
– No tak... – Kinga spojrzała na mnie przymilnie. – Bo wiesz, to bardzo ładne imię dla kota... Pani też tak mówiła. I dzieci w klasie...
– Dzieci widziały twój rysunek – przerwałam jej.
– No tak. I wiesz, pytały, czy już mam tego kota.
– O kota pytały? – zdziwiłam się.
– Tak, bo mówiłam, że jak ci się spodoba, to może go weźmiemy...

Miałam mętlik w głowie. Bo jak to? Miała być rodzina, a na rysunku my dwie i kot?
– A... – zawahałam się – ...a o tatę nie pytały – dokończyłam.
– No Ania spytała, czemu nie narysowałam taty, to powiedziałam, że ja nie mam taty, a ten kot, to wiesz... Z takim kotem, to nie ma kłopotu – Kingę wyraźnie interesował wyłącznie problem kota, o którym marzyła od dawna.
– Nie dziwiły się że nie masz taty? – dopytywałam się drżącym głosem.
– Czemu miały się dziwić. Michał nie ma taty i Kasia, i Mirek, a Eli rodzice wyjechali za granicę i ona mieszka z babcią, ale kot... – Kinga patrzyła z błaganiem w oczach.

Nie mogłam w to uwierzyć. Ja też jestem nieślubnym dzieckiem i odkąd pamiętam, stanowiło to zmorę mojego życia. Podrzutek i bękart – tak przezywały mnie dzieci i nawet ja sama często tak o sobie myślałam. A dla mojej córeczki to w ogóle nie jest problem? Czy to naprawdę możliwe?
– Wiesz – uśmiechnęłam się. – Rozejrzymy się za kotem, a kiedy się już do nas przyzwyczai, urządzimy przyjęcie. Niech twoje koleżanki poznają Finettę. Dobrze?
– Mamusiu... – pisnęła radośnie Kinga i rzuciła mi się na szyję...

Więcej prawdziwych historii: „Za miesiąc mój ślub, ale ja kocham innego. Żeby uprawiać seks z narzeczonym, muszę wcześniej się napić wina”„Miałam raka, straciłam dwie piersi i męża, który mnie kochał, dopóki byłam zdrowa”„Wychowuję nie swoje dziecko. Żona mnie zdradziła i zaszła w ciążę z... moim bratem”

Redakcja poleca

REKLAMA