Kobieta w święta fot. Adobe Stock, yavdat

„Siostra pierze dzieciom głowy bzdurami o świętym Mikołaju. Sama powiem im prawdę i wyrwę je z tego umysłowego średniowiecza”

„Jasny gwint, chłopak ma siedem lat, a ona chce mi wmówić, że wciąż wciskają mu ciemnotę o podstarzałym facecie w czerwonym płaszczu i z brodą po pas, który podróżuje po świecie saniami zaprzężonymi w latające renifery?! I może jeszcze plotą o elfach, które w podbiegunowych fabrykach produkują prezenty? No nie, ludzie, przecież mamy XXI wiek!”.
/ 06.12.2022 13:15
Kobieta w święta fot. Adobe Stock, yavdat

Żałowałam, że nie mogę przyjechać do kraju na święta, tak się stęskniłam za prawdziwą Wigilią! W Kanadzie nawet barszcz z uszkami, choćby z nadzieniem z borowików, nie smakuje jak tutaj. Ale cóż, początek grudnia to wszystko, co mogłam wygospodarować. Postanowiłam najpierw odwiedzić siostrę, a potem dopiero pojechać na wieś, do rodziców. Ależ ta nasza Lilka wydoroślała! Gdy byłam u niej ostatnio trzy lata temu, to choć miała już dwójkę dzieci, wciąż wyglądała jak dziewczynka. A teraz?

Elegancki makijaż, nowa fryzura, szpilki – na lotnisku wcale jej nie poznałam.

– Rany boskie, Gabi! – Lilka aż złapała się za głowę, gdy zobaczyła moje bagaże. – Wracasz na stałe czy co?!

– Spokojna twoja czaszka! – roześmiałam się, bo sam pomysł mnie rozbawił: ja Kanady na ten grajdołek w życiu bym nie zamieniła. – Prezenty wiozę. W końcu jestem teraz ciocią z Hameryki, nie?

Roześmiała się, pewnie dopadło ją to samo wspomnienie: gdy byłyśmy małe, a we wsi zlikwidowano pegeer, rodzinka przędła już nie źle, a wręcz rozpaczliwie. Ledwo było co do garnka włożyć. Ale do nas groza sytuacji dotarła dopiero wtedy, gdy sąsiadów odwiedziła familia z Chicago i nasze koleżanki zza płotu kłuły nas w oczy oryginalnymi lalkami Barbie. Jakie byłyśmy wtedy rozżalone, że nie mamy krewnych na Zachodzie!

– A gdzie Kamil z Basieńką? – zapytałam, kiedy już przyjechałyśmy do siostry.

– Młody w szkole, a Basia na basenie z przedszkolem – wyjaśniła Lilka. – Rafał ich przywiezie za jakieś dwie godziny, więc mamy trochę czasu dla siebie.

Rozpakowałam walizy. Siostra szczerze się ucieszyła z kosmetyków. Przy prezentach dla dzieci zapytała, czy zamierzam dać im je od razu, czy wolałabym zostawić do Mikołaja. Mają już umowę z kolegą Rafała, obsługują nawzajem swoje rodziny.

– Jak to? – nie zrozumiałam.

A Lilka tłumaczy, że normalnie: najpierw Rafał się przebiera w strój Mikołaja i daje prezenty dzieciakom kolegi, a potem na odwrót. Musieli tak zrobić, bo Kamil stał się podejrzliwy i ostatnio zapytał, dlaczego ojca nigdy nie ma, gdy przychodzi święty z worem… Są podejrzenia, niestety, że młodego uświadamiają koledzy w szkole.

Nadal im opowiadają te głodne kawałki?

Kiedy to powiedziała, wręcz oniemiałam. Jasny gwint, chłopak ma siedem lat, a ona chce mi wmówić, że wciąż wciskają mu ciemnotę o grubasie w czerwonym płaszczu i z brodą po pas, który podróżuje po świecie saniami zaprzężonymi w latające renifery?! I może jeszcze plotą o elfach, które w podbiegunowych fabrykach produkują prezenty? No nie, ludzie, przecież mamy XXI wiek!

– Czego się czepiasz? – wzruszyła ramionami Lilka. – Inni nie w takie rzeczy wierzą i spaliliby na stosie każdego, kto to podważa... Wiara w Świętego Mikołaja jest przynajmniej pozytywna: miło pomyśleć, że na świecie jest ktoś, kto pamięta, żeby raz w roku obdarować wszystkie dzieci.

– Ale to nieprawda! – zaprotestowałam.

– Te, które są biedne, nie dostają nic.

Machnęła ręką, co miało oznaczać... No właśnie, co miało oznaczać? Na przykład: kogo obchodzą mali nędzarze?! Przyznaję, trochę mnie poniosło, ale jak można tak głupio wychowywać dzieci? Już pal sześć kolegę taty przebranego za grubasa w czerwonym kubraczku, jednak żeby dziecku kreować tak nieprawdziwy obraz świata?! Toż to najlepsza metoda, żeby wyprodukować kolejnego sytego i zadowolonego z siebie osobnika, który dba tylko o siebie, bo o resztę zadba Święty Mikołaj! Lilka, rzecz jasna, stwierdziła, że przesadzam. Jej pociechy mają jeszcze czas, by się zmierzyć z okrutną prozą życia. Na razie żadne traumy im niepotrzebne.

– W końcu się dowiedzą, że cale lata robiłaś je w bambuko, i stracą do ciebie zaufanie – spróbowałam z innej beczki.

Była zupełnie nieprzemakalna.

– To już mój problem – stwierdziła. – A ty możesz dać swoje prezenty sama, mnie to zwisa. Tak tylko zaproponowałam.

Pewnie byśmy się pokłóciły, ale akurat wrócił Rafał z dzieciarnią i temat odpłynął. Naprawdę, fajne małe bąki Lilce rosną, szczególnie Kamil – niby tylko siedmiolatek, a pogadać można i wcale się człowiek nie nudzi. Pokazałam mu, jak działa tablet, który dla niego przywiozłam, i zdumiało mnie, jak dobrze sobie radził z tym ustrojstwem. Wierzyć się nie chce, że taki rozumny chłopak bierze za dobrą monetę bajki o Mikołaju...

A może tylko udaje dla dobra młodszej siostrzyczki? Albo przekalkulował sprawę i dla prezentów gotów jest podtrzymywać fikcję, skoro starym tak na tym zależy? Strasznie mnie korciło, żeby go sprytnie podpytać, ale ciągle się ktoś koło nas kręcił: jak nie Basieńka, to któreś z dorosłych...
Wieczorem Rafał zabrał dzieciarnię do sypialni, a ja pomagałam Lilce sprzątać po kolacji.

– Sorry, że wrócę do tematu – nie mogłam się powstrzymać. – Ale czy nie uważasz, że byłoby fajnie opowiedzieć dzieciom dzieje historycznego Mikołaja? Powiedzieć, że był biskupem, który zawsze wspierał biednych, i na jego pamiątkę czynimy co roku tak samo?

– Weź już przestań – żachnęła się siostra i z brzdękiem wrzuciła talerz do zmywarki.

– Będziesz miała swoje dzieci, to im powiesz, co ci tylko w duszy zagra!

One mają swój rozum i myśleć potrafią!

Słowo daję, niby pedagog, a najprostszych rzeczy nie ogarnia... Przecież w obecnych czasach, tak samo zresztą jak w każdych innych, ludzie potrzebują wzorców i autorytetów. Czy nie fajnie byłoby, aby młodzi mieli właśnie takiego, a nie jakiegoś Justina Biebera czy innego podejrzanego idola? I jak fajnie można by było spędzić szósty dzień grudnia: na przykład wybrać się z darami do schroniska dla zwierząt.

– Jesteś ofiarą konsumpcyjnego modelu życia – stwierdziłam wreszcie, bo jak można być taką odporną na rzeczowe argumenty?!

Rafał przemknął obok nas z jakąś bajką w garści i zapytał, o co się kłócimy.

– Gabi uważa, że okłamujemy nasze dzieci, utrzymując, że prezenty przynosi im prawdziwy Święty Mikołaj – beznamiętnym tonem poinformowała go żona.

– Prawdziwy? Nie jest chyba plastikowy, co? – zaśmiał się. – Nie zniósłbym tego.

I już go nie było. Chyba tylko ja uważam, że dzieciom należy się szczerość i traktowanie ich jak istoty myślące, a także wychowywanie w taki sposób, by to przynosiło korzyść społeczeństwu.
Na wszelki wypadek postanowiłam, że wyjadę do rodziców już piątego grudnia, żeby nie brać udziału w tej żałosnej inscenizacji. I, prawdę mówiąc, chętnie pogadam z mamą i ojcem na ten temat.

W naszym domu nigdy nie było takich szopek, może więc oni przemówią Lilce do rozumu? Co będzie do tego czasu, sama nie wiem... Przyznam szczerze, że korci mnie, aby uświadomić Kamila. Przecież koledzy z klasy śmiechem go zabiją, kiedy opowie im o nieszczęsnym „Świętym Mikołaju”! 

Czytaj także:
„Brat chciał zapisać cały majątek córce-próżniaczce, a pracowitego syna całkiem pominąć. Nie mogłam do tego dopuścić...”
„Rozwiodłam się z mężem, bo pił i urządzał awantury. Niestety, wciąż muszę go znosić, bo mieszkanie jest w połowie jego”
„Razem z koleżanką postanowiliśmy dla zabawy udawać parę. Nie przewidziałem jednego: że ona to weźmie na poważnie...”