„Po urodzeniu drugiego dziecka zaniedbałam starszą córkę. Mało brakowało, a skończyłoby się to tragedią…”

zmartwiona matka fot. Adobe Stock
„Anielka urodziła się jako wcześniak. Przy porodzie wystąpiły trudności, miała całe ciałko owinięte pępowiną, dostała 5 punktów w skali Apgar. I teraz to ona, dziecko wyrwane śmierci stała się moim oczkiem w głowie”.
/ 28.10.2021 19:00
zmartwiona matka fot. Adobe Stock

Na Zosię czekaliśmy cztery lata. Już po roku starań o dziecko zaczęłam się niepokoić, chodzić po lekarzach i zadręczać Maćka, że coś jest ze mną nie tak.
– Wszystko z wami jest w porządku – powiedział zaprzyjaźniony ginekolog.
– Czasami tak jest, że powstaje psychiczna blokada i mimo, że partnerzy są zdrowi, nie mogą doczekać się dziecka. Zalecam wam drugi miodowy miesiąc.
Miał rację. Zosia została poczęta jesienią pięć lat temu w małym górskim pensjonacie, w którym o tej porze roku nie było żywego ducha. Na jej punkcie oszaleliśmy nie tylko my, ale wszystkie ciocie i babcie. Bo też faktycznie śliczne z niej było maleństwo. Niebieskie oczka, blond włoski i rozkoszne dołeczki w policzkach. Trzeba przyznać, że rozpieszczaliśmy Zosię bardzo. Ale czy to dziwne, skoro tyle czasu na nią czekaliśmy?

Nasze dziecko kochane i otaczane czułością rozwijało się doskonale. Dzięki Maćkowi mieliśmy takie warunki, że mogłam nie pracować i całkowicie poświęcić się wychowaniu dziecka.
Kiedy mała miała cztery latka zaszłam w drugą ciążę i wtedy wszystko się zmieniło. Chociaż nie, w ciąży jeszcze nic nie zwiastowało tej nagłej przemiany naszej córeczki. Tłumaczyłam jej, że w brzuszku rośnie mała dziewczynka, opowiadałam o tym, jak będą się kiedyś obie bawiły i Zosia wprost nie mogła się doczekać narodzin siostrzyczki.

Anielka urodziła jako wcześniak. Przy porodzie wystąpiły trudności, miała całe ciałko owinięte pępowiną, lekarze stanęli jednak na wysokości zadania. Dostała pięć punktów w skali Apgar.
Teraz to ona, dziecko wyrwane śmierci stała się oczkiem w głowie rodziny. Pamiętam moment, kiedy przywiozłam Anielkę do domu. Zosia czekała rozpromieniona na upragnioną siostrzyczkę. Namalowała niezdarnie kwiatki i tę laurkę podsunęła mi zaraz w progu.
– Poczekaj, kochanie, zaraz obejrzę – powiedziałam całując ją w czółko.
Ale nie obejrzałam. Uświadomiłam to sobie dużo później, kiedy analizowałam każde zdarzenie, każde słowo – od tamtego dnia. Nie potrafiłam też przypomnieć sobie wyrazu jej twarzyczki, kiedy stała z boku, podczas gdy cała rodzina rozpływała się nad nowym członkiem rodziny. Tylko moja mama, która mieszkała dwie ulice dalej i często przychodziła do Zosi, posadziła ją sobie na kolanach i głaskała z czułością po główce.

Anielka była dzieckiem wymagającym dużej troski. Często budziła się w nocy, płakała, wciąż była pod obserwcją lekarzy. Świat zaczął kręcić się wokół niej.
Tymczasem Zosia z uroczego, spokojnego malucha zmieniła się w rozwrzeszczanego niegrzecznego bachora. Nie poznawałam jej.
– Natalko, musisz poświęcić jej więcej uwagi – mówiła z troską moja mama. – Dziecko czuje się odrzucone.
– Co też mama opowiada – denerwowałam się. – Nie mam czasu na jej fochy. Sama mama widzi jakie mam ciągle z nią kłopoty. Ona zrobiła się po prostu nieznośna. Nie poznaję jej.

Któregoś razu Zosia chcąc zwrócić na siebie uwagę zaczęła hałasować i obudziła z trudem uśpioną wcześniej Anielkę. Nie wytrzymałam i wymierzyłam jej klapsa. Zajęta Anielką nie zauważyłam, kiedy mała otworzyła sobie drzwi i zniknęła. Gdy się zorientowałam, że dziecka nie ma w domu, zaczęłam jej w panice szukać: na klatce, po sąsiadach, na ulicy. Zosi nigdzie nie było. Zaalarmowałam Maćka i już miałam dzwonić po policję, gdy zadzwonił telefon.
– Natalko, nie martw się, Zosia jest u mnie. Nie wiem jak to dziecko pokonało dwie przecznice – usłyszałam głos mamy.

Kiedy pół godziny później pojawiły się obie w drzwiach, chwyciłam Zosię w ramiona i przytuliłam mocno.
– Córeczko, dlaczego to zrobiłaś. Tak się martwiłam...
– Bo mas mnie kochać – wysepleniło moje dziecko uczepiwszy się za moją szyję.
Rozpłakałam się.
– Bardzo cię kocham, córeńko – wyszeptałam. – Bardzo...
Zrozumiałam jedno – nie wystarczy kochać dziecko, trzeba też mu to okazywać. Tylko wtedy wyrośnie na pewnego siebie, szczęśliwego dorosłego człowieka. Wciąż otaczam większą troską chorowitą Anielkę, ale nigdy nie zapominam o drugim dziecku.

Więcej prawdziwych historii:
„Właścicielka mieszkania wymówiła nam umowę, gdy byłam w ciąży. Bała się, że gdy urodzę, już się mnie nie pozbędzie…”
„Przyjaciółka chce, bym ochrzciła jej dziecko razem z byłym narzeczonym, który mnie zdradził. Jak ona może mi to robić?”
„Osiedlowy pijaczyna miał u mnie przykleić kafelki, a ubzdurał sobie, że go podrywam. Boję się wyjść z mieszkania...”

Redakcja poleca

REKLAMA