Przyjaciel mojego męża wyznał mi miłość fot. Adobe Stock, Drobot Dean

„Po śmierci męża znalazłam oparcie w jego przyjacielu. Byłam w szoku, gdy okazało się, że od lat miał na mnie chrapkę”

„Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Oczarował mnie poetycki klimat korespondencji z Michałem. Zaskakujący był ton pełen ciepła. To mi się tak nie zgadzało z tym, co dotąd wiedziałam o tym mężczyźnie… Na SMS-y Michała, które teraz zdarzały się coraz częściej, sumiennie odpisywałam. Polubiłam to bardzo, a jednocześnie czułam poczucie winy wobec męża”.
/ 24.01.2023 13:15
Przyjaciel mojego męża wyznał mi miłość fot. Adobe Stock, Drobot Dean

Był bliskim kolegą z pracy mojego męża. Po nagłej śmierci Jerzyka w wypadku samochodowym, Michał, chyba jako jedyny, służył mi nie tylko wsparciem, ale i radą, zwłaszcza przy tak trudnych dla wdowy procedurach policyjnych i pogrzebowych. Dzwonił, wysłuchiwał moich rozpaczliwych monologów, a następnie chłodnym, rzeczowym tonem wyznaczał kolejne zadania.

Nie zaprzestał troski, gdy najgorszy czas minął

Potrafił zadzwonić, by powiedzieć mi, że odkrył gdzieś sklep z tanimi rzeczami, że jest przecena lodówek, itd. Ale osobiście widziałam go w tym czasie tylko raz: na pogrzebie, gdzie zjawił się z grupą kolegów z firmy, w której pracował mój mąż. Potem niejednokrotnie próbowałam zaprosić go na kolację, chcąc odwdzięczyć się za pomoc i troskę, ale Michał odmawiał. Było mi trochę przykro, że nie chce się ze mną zobaczyć, z drugiej strony zaś czułam, że byłoby mi niezręcznie przyjmować na kolacji samotnego mężczyznę. Bo Michał, odkąd pamiętałam, nie miał partnerki. Mój Jerzyk opowiadał mi wcześniej, że koleżanki z pracy bezskutecznie próbowały znaleźć do niego drogę, ale on był nieufny czy nieśmiały. Z kolei wyciągany na zwierzenia przez kolegów przy piwie, zawsze wyrażał się o kobietach z chłodem.

– On albo nie lubi kobiet, albo się ich boi – skomentował Jerzyk kiedyś.

Zapamiętałam to, bo dziwiło mnie, że ten przystojny mężczyzna jest takim dziwakiem i gburem. Aż tu raptem, jakoś tak po upływie paru tygodni od śmierci Jerzyka, około szóstej rano, Michał przysłał mi SMS-a.

„Patrzę na piękny wschód słońca i żałuję, że nie widzisz tego samego, co ja, Irenko”.

„Ja jeszcze śpię!” – odpisałam, stawiając na końcu wykrzyknik.

Ale już nie zasnęłam. Treść tego komunikatu była dla mnie zaskakująca, tak bardzo bowiem nie pasowała mi do wizerunku Michała – zamkniętego w sobie, zdystansowanego, rzeczowego, no i chłodnego faceta.

„A gdzie ty ten wschód słońca oglądałeś?” – wystukałam w końcu.

Odpowiedzi doczekałam się dopiero pod koniec dnia.

„Jestem na konferencji – pisał Michał. – Ale ranki i wieczory mam wolne, więc teraz patrzę na zachód słońca. Też piękny”.

„Popatrz w rozgwieżdżone niebo” – doradziłam mu po chwili namysłu.

Odpowiedzi nie dostałam, ale sama nabrałam ochoty, aby popatrzeć. Wzięłam więc kubek z gorącą herbatą, okutałam się w coś ciepłego i wyszłam na balkon.

Usiadłam na krześle i spojrzałam do góry

Dawno tego nie robiłam, a teraz, choć mróz mocno szczypał w twarz, z przyjemnością zaczęłam wypatrywać na coraz ciemniejszym, bezchmurnym niebie jasnych punktów, których pojawiało się coraz więcej. Naraz zamigotał ekran mojej komórki, którą wzięłam ze sobą. Otrzymałam nową wiadomość.

„Z tymi gwiazdami to był dobry pomysł, dziękuję!”.

Nie odpisałam, ale ogarnęło mnie jakieś nowe uczucie: gdzieś, w jakiejś innej części kraju, patrzy teraz w rozgwieżdżone niebo, jak ja tutaj, mój stary znajomy, życzliwy mi człowiek, o którym właściwie nic nie wiem. Już chciałam wracać do domu, bo przemarzłam, gdy nagle ekran komórki rozświetlił się znów.

„Nie wiem tylko, jak ty sobie radzisz bez księżyca, bo on przyjechał tutaj razem ze mną” – przeczytałam.

Rozejrzałam się po niebie, na którym w istocie księżyca nie było. Dopiero gdy przeszłam na drugą stronę mieszkania i wyjrzałam przez okno w kuchni, zobaczyłam jego blask prześwitujący przez gałęzie drzew.

„Będziesz musiał się nim ze mną podzielić – wystukałam treść SMS-a. – Tutaj też wisi!”.

Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Oczarował mnie poetycki klimat korespondencji z Michałem. Zaskakujący był ton pełen ciepła. To mi się tak nie zgadzało z tym, co dotąd wiedziałam o tym mężczyźnie… Na SMS-y Michała, które teraz zdarzały się coraz częściej, sumiennie odpisywałam. Polubiłam to bardzo. Z czasem on zaczął dołączać do wiadomości fotografie tego, na co akurat patrzył, a że często wyjeżdżał na konferencje i szkolenia, więc bywał w pięknych miejscach, czym najwyraźniej chciał się ze mną podzielić. Odtąd nie tylko nie widywaliśmy się, ale nawet nie dzwoniliśmy do siebie.

Tak się przyjęło

Nawet gdy chciałam się poradzić – pisałam. Powietrze niemal iskrzyło od napięcia między nami

„Cały świat zupełnie się zrobił świetlisty” – meldował Michał.

A ja podchodziłam do okna i widziałam to samo – iskrzące się w słońcu ośnieżone drzewa i dachy domów. I czułam się tak, jakbyśmy byli razem. No i w końcu zaczęłam tęsknić… Dlatego któregoś dnia odważyłam się i zadzwoniłam, aby zaprosić go na kolację. Zgodził się. Nie wiedziałam, który Michał przyjdzie: gburowaty z przeszłości czy ten pełen ciepła i wrażliwości z SMS-ów. Przyszedł ten pierwszy, dziwnie naburmuszony i małomówny. Ja zresztą też nie byłam sobą, jakaś podminowana, rozszczebiotana, chichocząca głupio i na przemian milknąca. Okropna to była kolacja – mnie wszystko leciało z rąk, on niewprawnie starał się zabawiać mnie jakąś nieistotną rozmową. Napięcie między nami niemal dało się zobaczyć. Aż wreszcie, gdy już sprzątałam ze stołu, Michał złapał mnie za rękę i pociągnął ku sobie.

Przypadliśmy do siebie z takim pośpiechem, jakbyśmy oboje chcieli jak najszybciej mieć to za sobą. Kochaliśmy się w kompletnym milczeniu. I dopiero gdy zmęczeni leżeliśmy obok siebie, usłyszałam.

– Zazdrościłem Jurkowi takiej żony. I teraz strasznie mi wobec niego głupio – mówił Michał cicho. – Zresztą, gdy stało się to nieszczęście, chciałem całkowicie zerwać tę naszą znajomość. Ale najpierw było mi cię bardzo żal i chciałem ci pomóc, a potem okazało się, że – czy tego chcę, czy nie – nie przestaję o tobie myśleć. No i zacząłem słać te SMS-y. Przecież jemu już żadna krzywda stać się nie może, pomyślałem, a ty… zrobisz z moją pisaniną, co zechcesz.

No i wyczarowałeś coś niezwykłego – odparłam. – Nie mogłam sobie przypomnieć twojej twarzy, a zarazem stawałeś mi się coraz bliższy.

Wtedy Michał sięgnął po swój telefon i wystukał na nim dziewięć liter.

„Kocham Cię” – brzmiał ten SMS.

Jesteśmy ze sobą, choć nie mieszkamy razem. Byłoby dla nas obojga nie do pomyślenia, gdyby Michał miał tak mechanicznie „wejść w buty” Jerzyka. Ponadto on często wyjeżdża. Wtedy przysyła mi SMS-y z informacją, na co patrzy, a ja staram się spojrzeć na to samo. I czuję, że Michał jest prawie tuż obok.

Czytaj także:
„Mąż był całym moim światem, gdy zmarł, wpadłam w czarną rozpacz. Mimo to już na pogrzebie zakochałam się w sąsiedzie”
„Mój narzeczony zmarł miesiąc przed naszym ślubem. Zabrał do grobu nasze plany, marzenia, całą miłość i szczęście”
„Zaręczyłam się jeszcze w klasie maturalnej. Gdy ukochany przedwcześnie zmarł, nie umiałam się z nikim związać do 30-stki”