Chora matka fot. Adobe Stock, fizkes

„Ojciec zataił, że mama pogrąża się w chorobie. Biedna biegała boso po mieście i nie poznawała własnej rodziny”

„Nie miałam pojęcia, dlaczego moja matka uważała, że jej własny wnuk ją okrada i dlaczego go nie poznawała. Jak to się stało, że stała się agresywna, skoro to była najłagodniejszą osobą, jaką znałam? Z nerwów robiło mi się niedobrze, a w głowie miałam najczarniejsze scenariusze”.
/ 23.06.2022 18:15
Chora matka fot. Adobe Stock, fizkes

Ze snu wyrwał mnie telefon. Na wpół przytomna odebrałam i usłyszałam zdenerwowany głos koleżanki.

– Słuchaj, szłam do pracy i zauważyłam, że twoja mama biega w koszuli nocnej po skwerku przy ratuszu, co mam robić?

– Że co? – zapytałam głupio, w duchu przeklinając idiotyczne poczucie humoru znajomej.

– Mówię, że twoja mama biega po parku w koszuli nocnej, jest boso i nie reaguje, gdy do niej mówię. Co robić? Dzwonić po karetkę czy jak? Nie mogę jej tak zostawić!

Mamo, nie poznajesz mnie?

W ciągu minuty byłam ubrana i krzyczałam do męża, że musimy jechać. Dziesięć minut później byliśmy na miejscu, gdzie rzeczywiście zastaliśmy mamę.

– Mamo, co ty tu robisz? I czemu jesteś boso? Chodź, odwieziemy cię do domu – powiedziałam, chwytając ją pod ramię.

– Ale co pani! Proszę mnie nie dotykać! Nigdzie z panią nie jadę!

– Mamuś, nie wygłupiaj się. To ja, Aneta, twoja córka… 

– Ja nie mam córki, a pani nie znam i nigdzie z obcymi jeździć nie będę! Daj mi spokój! – krzyknęła oburzona i wyszarpała się z moich rąk.

Zdębiałam.

– Przepraszam, ale co tu się dzieje? – ryknął Maciek, stojący do tej pory za moimi plecami. – Dlaczego pani niepokoi moją sąsiadkę?

„Co on wygaduje?!” – pomyślałam zdezorientowana, ledwo powstrzymując łzy. Już chciałam się odezwać, kiedy mąż złapał mnie za ramiona i odsunął o kilka metrów.

– Bardzo proszę, żeby pani sobie poszła i zostawiła panią Halinkę w spokoju – oznajmił z naciskiem Maciek, mrugając do mnie porozumiewawczo. – Nic pani nie jest? – zapytał mamę z troską. – Zimno dziś strasznie, pozwoli pani, że odwiozę ją do domu? To jednak kawał drogi, a ja przecież znam pani męża. Jeśli nie ma pani nic przeciwko – zaproponował, powoli łapiąc swoją teściową za dłoń.

– No dobrze, skoro pan nalega – przyznała łaskawie.

Wsiedli do auta i odjechali. A ja zostałam na środku skwerku. Stałam tam i ryczałam.

– Nie becz, może to przejściowe. Starsi ludzie tak czasem mają, to nie musi być nic poważnego – mówiła z przekonaniem koleżanka, która mnie powiadomiła.

Odmówiła wizyty u lekarza

Podziękowałam koleżance za interwencję. Ona poszła do pracy, ja maszerowałam piechotą do domu rodziców, na obrzeżach miasta. Tam zastałam tatę i męża w kuchni. Powiedzieli, że mama śpi.

– Co się stało? Przecież do centrum jest ze trzy kilometry. I czemu ona w ogóle wyszła? – zasypałam ich pytaniami.

– Nie wiem… Spałem, aparat słuchowy miałem wyciągnięty, to nic nie słyszałem. Do tej pory wychodziła tylko na ogródek. Myślałem, że lunatykuje, miała tak w młodości. Gdybym wiedział… – tłumaczył załamany ojciec.

Głupio mi się zrobiło, że go tak zaatakowałam, w końcu to nie była jego wina. Przytuliłam go i zaproponowałam, że zabiorę mamę do lekarza.

– Chciałem wezwać karetkę, ale powiedzieli, że jak nie ma zagrożenia życia, to nie jest powód do wezwania – wyznał Maciek.

Nie chciałam dać za wygraną. Niestety, to była sobota, więc lekarze w poradniach nie przyjmowali. Znalazłam w sieci jakiegoś internistę przyjmującego w prywatnym gabinecie. Umówiłam wizytę dopiero na 18, ale lepiej tak niż wcale.

Gdy godzinę później mama się obudziła i przyszła do kuchni, wyglądała jakoś inaczej. Znów poruszała się wolniej, z lekkim trudem. Uśmiechała się do mnie, rozmawiała. Zapytała Maćka, czy zrobić mu kawę zbożową, taką jaką lubił. Nie wiedziałam, co się dzieje.

– Mamuś, pojedziemy wieczorem do lekarza, dobrze?

– Ale dziecko, na co komu lekarze? Tyle czasu nie byłam, to i teraz nie trzeba. A jak się martwisz o moją nogę, to też nie ma już czym. Sąsiadka dała mi maść i zobacz, jak dobrze już chodzę – odparła.

Dyskutowałam, prosiłam, ale bezskutecznie

A przecież nie mogłam jej zabrać do lekarza siłą. Ostatecznie tata przekonał mnie, że teraz już wszystko w porządku, a w razie gdyby działo się coś dziwnego, zadzwoni do nas.

Na szczęście kolejny tydzień minął spokojne. Oczywiście codziennie zastanawiałam się, co takiego stało się kilka dni temu, ale nie znalazłam odpowiedzi. W internecie szukałam jakichkolwiek informacji, ale zamiast się uspokoić, jeszcze bardziej się wystraszyłam.

– Piszą, że to mogą być objawy alzheimera, udaru, demencji, zaburzeń hormonalnych, zaburzeń neurologicznych… – wymieniałam całą listę.

– Czyli to może być wszystko. – oznajmił Maciek ze spokojem. – Matki do lekarza nie zaciągniesz, a my specjalistami nie jesteśmy. Przestań to czytać, bo tylko szargasz sobie nerwy. Przecież z twoją mamą wszystko na razie jest dobrze – tłumaczył, kiedy po raz kolejny czytałam mu na głos jakiś artykuł.

Niestety, kilka dni później zadzwonił do mnie spanikowany syn i błagał, żebym przyjechała do domu moich rodziców.

– Tata z dziadkiem pojechali do budowlanego. Układałem drewno w ogródku, a wtedy podbiegła do mnie babcia i zdzieliła mnie pasem!

– Babcia ciebie? Przecież ty jesteś od niej wyższy o głowę!

– Nie wiem, ale trafiła. Wargę mam tylko rozciętą, bo dostałem sprzączką… To nic. Ale babcia chyba nie wie, że ja to ja… Nie poznaje mnie. A teraz zamknęła się w łazience z telefonem i chyba gdzieś dzwoni… Przyjeżdżaj, nie wiem, co zrobić, a tata nie odbiera.

Zrobiło mi się niedobrze z nerwów

Poprosiłam kierowniczkę o wcześniejsze zwolnienie z pracy i pojechałam do domu rodziców. Na miejscu od razu podbiegł do mnie mój dwudziestoletni syn, Karol.

– Babcia dalej siedzi w łazience, ale teraz płacze. Musimy ją wyciągnąć, bo cholera wie, co ona tam robi.

Weszliśmy do domu, gdzie panował niesamowity bałagan. Wszędzie walały się porozrzucane reklamówki, do tej pory pedantycznie poukładane w specjalnym koszu. Pod drzwiami łazienki leżała poduszka na igły, motek wełny i jeden klapek.

– Mamo, jesteś tam?

– Kto to? – krzyknęła.

– To ja, Aneta.

– Jaka Aneta?! – wrzasnęła oburzona.

– Aneta, twoja córka. Mamo, proszę cię, otwórz drzwi, bo się martwię. Czemu uderzyłaś Karola?

– Nie wiem, o czym mówisz! Córki nie mam, a jak szczeniak kradnie drewno, to trzeba mu skórę złoić! I daj mi spokój, bo wyskoczę przez okno!

Gdy karetka odjechała, rozpłakałam się

Spanikowana zadzwoniłam do męża i poczekałam, aż przyjedzie razem z tatą. Nie miałam pojęcia, dlaczego moja matka uważała, że jej własny wnuk ją okrada i dlaczego go nie poznawała. Jak to się stało, że stała się agresywna, skoro to była najłagodniejszą osobą, jaką znałam?

Wyrzucałam sobie, że nie zabrałam jej do lekarza już po ostatnim dziwnym epizodzie. To było głupie… Godzinę później przyjechała wezwana przez nas karetka. Tym razem po opisaniu sytuacji dyspozytor nie miał żadnych oporów przed przysłaniem sanitariuszy.

Mama pojechała z nimi bez awantur, chociaż żeby w ogóle wyszła z łazienki, musieliśmy rozmontować zamek w drzwiach. Z ratownikami rozmawiała spokojnie, chociaż robiła wrażenie osoby, która nie do końca wie, gdzie jest i co się dzieje.

– Córcia, nikt nie żyje wiecznie, a my już mamy swoje lata. Od dawna coś było nie tak, ale gdzie ja bym pomyślał, że takie cyrki się będą działy… Może mogliśmy temu zapobiec, a może nie. Nie ma co płakać. Poczekajmy, co powiedzą lekarze – pocieszał mnie tata. 

Mama spędziła trzy tygodnie na oddziale zamkniętym. Zdiagnozowano u niej demencję starczą, niestety, szybko postępującą. Ta wiadomość była dla nas szokiem, bo wydawało nam się, że ze zdrowiem mamy wszystko jest w porządku.

Przeoczyliśmy sygnały zwiastujące chorobę, bo wydawało nam się, że u starszych osób małe dziwactwa i problemy z pamięcią są czymś naturalnym. Może dlatego nie zauważyliśmy, że mama zapominała czasem nawet o tak prostych rzeczach jak umycie zębów.

Dbam o nią, myję i pielęgnuję

Nie wiedzieliśmy nawet o tym, że od kilku miesięcy miewała omamy słuchowe, bo tata zataił to przed nami, nie chcąc nas niepotrzebnie martwić. Tak właśnie powiedział – niepotrzebnie. Do dziś się zastanawiam, czy byliśmy w stanie temu w jakikolwiek sposób zapobiec. Wątpię, ale i tak mam wyrzuty sumienia.

Mama już prawie wcale się nie odzywa, siedzi osowiała w łóżku. Karmimy ją regularnie, bo sama już nie jest w stanie tego zrobić. Myjemy ją, pielęgnujemy, zakładamy pieluchy i podajemy leki.

Wynajęliśmy do pomocy opiekunkę, bo sami nie dalibyśmy rady łączyć całodobowej opieki z pracą. Na szczęście nasz syn sam zaproponował, że na jakiś czas wprowadzi się do dziadków, żeby trzymać rękę na pulsie. Jestem z niego bardzo dumna.

Cała ta sytuacja jest bardzo przykra i trudna, ale w jakiś sposób zbliżyła nas do siebie. Dzięki temu jakoś dajemy radę przez to wszystko przejść i dać mamie tyle ciepła, ile tylko możemy. Bo ona wciąż jest członkiem rodziny, nawet jeśli sama już o tym nie pamięta.

Czytaj także:
„Mama po 23 latach rzuciła ojca dla swojego kochanka z czasu studiów. Mnie pękło serce, bo też się w nim zakochałam”
„Rodzina zaplanowała moją emeryturę za moimi plecami. Miałam być służącą dla męża i darmową niańką dla wnuków”
„Pracowałam dla toksycznego małżeństwa. Mieszali mnie w swoje brudy, zdrady i obciążali niechcianymi wyznaniami”