pijana nastolatka, którą upiła mama koleżanki fot. Adobe Stock, VadimGuzhva

„Moja córka poszła na nocowanie do koleżanki. A tam... upiła je matka Gośki. Kobieta alkoholizuje 16-latki!”

Majka wypaliła beztrosko: – To mama Gośki wyjęła wino z barku i powiedziała, że umilimy sobie wieczór. A ja nawet nie wiem, kiedy straciłam kontrolę. Mama Gosi jest po prostu wyluzowana. Ona uważa, że jak ma się 16 lat, to trzeba wszystkiego próbować.
/ 30.06.2021 12:54
pijana nastolatka, którą upiła mama koleżanki fot. Adobe Stock, VadimGuzhva

– Mamo, Gośka woła mnie do siebie na noc. Mogę iść?
– Co to znaczy „woła mnie do siebie”? Czy Gosia mieszka już sama? – spytałam moją szesnastoletnią córkę.
– Oj, mamo… – jęknęła Majka. – Przecież wiesz, o co mi chodzi.
– Wiem, ale ty też znasz zasady. Nie mogę cię puścić do Gosi, jeśli nie odezwą się do mnie jej rodzice. Czy nie tak się umawiałyśmy?
– Umawiałyśmy, umawiałyśmy… – przedrzeźniała mnie pod nosem, myśląc, że jej nie słyszę.
– Majka!
– No co?!
– Nie małpuj, nie lubię tego!
– Dobrze, dobrze… A co do Gośki, to ona mieszka tylko z mamą.
– To niech Gosia poprosi ją, żeby się do nas odezwała. Przecież ja pierwsza nie mogę do niej zadzwonić i zapytać, czy to prawda, że chce cię ugościć. Wyszłoby na to, że się wpraszamy.
– Dobra, dobra… Pogadam z nią… – jeszcze raz jęknęła i poszła do siebie.

Muszę przyznać, że tym razem specjalnie utrudniałam sprawę z nocowaniem u koleżanki, bo trochę się tej Gośki bałam. Majka poznała ją pół roku temu, gdy dziewczyna przeprowadziła się do naszego miasta znad morza. Te dwie wariatki szybko przypadły sobie do gustu – najpewniej dlatego, że obie były postrzelone w podobnym stopniu. Problem polegał na tym, że moja Majka oprócz sianka miała też w głowie pewne zasady, a Gośka wydawała się jedynie beztrosko podążać za młodzieżowymi instynktami.

Co rusz dochodziły mnie słuchy o jej wybrykach. Majka sama opowiadała o wyskokach nowej przyjaciółki

– Gośka poszła dzisiaj do pedagoga – przyznała kiedyś.
– Co się stało?
– Paliła w toalecie.
– No to ładnie. Ty, mam nadzieję, nie robisz takich głupot?
– No co ty, mamo! – irytowała się.
– Gośka cię nie namawiała?
– Nawet gdyby, to i tak bym nie poszła. Nie palę! Nie jestem głupia!

Mam zaufanie do swojego dziecka, więc pozwalam Mai nawiązywać relacje wedle własnego uznania. Ta Gośka była trochę szalona i zbuntowana, ale nie na tyle, żeby zabraniać Majce się z nią kolegować. Papierosy, jakieś tam wagary i głupie żarty – to jeszcze nie powód, żeby izolować nową przyjaciółkę. Choć już ostrzeżenie, by mieć na oku tę znajomość.

Właśnie dlatego zażyczyłam sobie telefonu od mamy Gośki. Chciałam mieć pewność, że ktoś dorosły będzie miał pieczę nad dziewczętami – że zaproszenie wyszło od matki, a nie samej Gośki. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że mama może być źródłem większego zgorszenia niż ta szalona nastolatka. Pierwsze podejrzenia pojawiły się w trakcie rozmowy telefonicznej.

– Nic się nie martw, kochana, zajmę się nimi! – od razu przeszła na ty, jakbyśmy znały się od podstawówki. – Na pewno nie będą się nudziły.
– Nie boję się o nudę. Boję się, żeby pani… Żeby tobie nie weszły na głowę.
– Nie wejdą. Ja nawet lubię towarzystwo nastolatek. Działają na mnie odmładzająco! A ty ile masz lat? – Czterdzieści dwa.
– O, to ja mniej! Jesteś ode mnie bardziej doświadczona, ale ja za to wcześniej rodziłam. Dziewiętnaście miałam. A ty?
– Dwadzieścia sześć.
– No, widzisz… Nie było łatwo…Ale do rzeczy! Odbiorę Maję ze szkoły w piątek, a przyjechać po nią możecie w sobotę po południu. Dobra?
– W porządku.
– I nic się nie martw, kochana. Już ja jej tu przypilnuję!

Dochodziła dziesiąta, a ona nie dawała znaku życia

Żegnałam Majkę z mieszanymi uczuciami. Kazałam jej też wziąć telefon i pilnować, żeby był naładowany. Obiecała, że będzie go miała pod ręką, żebym w każdej chwili mogła się z nią skontaktować. Mąż zawiózł ją do szkoły, a po zajęciach – zgodnie z umową – pojechała z mamą Gosi.

Kiedy zadzwoniłam, żeby zapytać, czy wszystko w porządku, zastałam je akurat w samochodzie. Trudno się było z Majką dogadać, bo chichotała jak siedmiolatka, a w tle grała głośna muzyka. Mama Gosi najwidoczniej nie pomyślała o tym, żeby wyłączyć radio na czas mojej rozmowy z córką.

– Jedziemy teraz, mamo! – pokrzykiwała Maja. – Za ile będziemy? Hej, Gosia… Za ile? Za dziesięć minut. Dobrze, dobrze, zadzwonię później. Gośka, daj spokój, rozmawiam! Potem, mamo, dobrze?

Rozłączyła się, a ja westchnęłam. Mąż zauważył moje zaniepokojenie i przekonywał, żebym się uspokoiła.

– Powinniśmy się zrelaksować i cieszyć spokojem pustego mieszkania – doradzał, ja jednak nie mogłam przestać myśleć o tym, co się dzieje u dziewczyn, i półtorej godziny później znów sama zadzwoniłam.

Majka odebrała dopiero po trzecim razie. Śmiała się co chwila do Gośki i podobnie jak w samochodzie trudno było z nią cokolwiek ustalić.

– Oglądamy film – powiedziała, gdy zapytałam, co robią.
– Jaki?
– Jaki? – powtórzyła. – Nie wiem, mamo… Gośka, co to za film? Ona też nie wie – chichotała.
– To nie wiecie, co oglądacie?
– Nie, bo jest też mama Gosi i sobie gadamy. Jemy lody! Truskawkowe, pycha! – aż krzyknęła z ekscytacji. – Nie mamy czasu gapić się w telewizor.
– Ale nigdzie nie idziecie?
– Nie, po co! Tu jest tak super, że nawet nie wiesz… Mamo, zadzwonię przed spaniem, bo teraz nie mam czasu gadać. Pa, do usłyszenia!

No i się rozłączyła. Już dawno nie słyszałam Mai tak rozbawionej, ale uznałam, że nie ma w tym nic złego. Nie była pierwszą w świecie nastolatką, która z radości dostała głupawki. Dałam więc spokój czarnym myślom i zajęłam się swoimi sprawami. Pochłonęły mnie do samego wieczora i dopiero w łóżku wróciłam myślami do dziecka. Była już dziesiąta, a Majka nie dawała znaku życia. Znowu to ja musiałam dzwonić. Spotkało mnie jednak to samo rozczarowanie, co poprzednio – Maja nie odbierała. Dopiero po pół godzinie przyszedł od niej SMS: „Kąpałam się, a teraz zasypiamy. Nie dzwoń już, bo nas pobudzisz. Pa!”. No i tyle. Poszłam więc spać.

Cóż było robić, skoro córka zapomniała o domu i tęskniącej matce?

Przypomniała sobie o mnie dopiero rano. Zadzwoniła o dziewiątej, a jej głos brzmiał tak, jakby przegadały z Gośką całą nockę. Ledwo pomrukiwała do słuchawki.

– O której tata po mnie przyjedzie? – zapytała.
– Chciałby być za godzinę.
– A może być później? Tak o pierwszej, drugiej? – spytała, ziewając.
– A dlaczego? Dobrze się czujesz?
– Spoko. Po prostu nie spałyśmy zbyt dużo. Teraz leżymy i odsypiamy. Niech tata przyjedzie o drugiej.

Zgodziłam się, bo nigdzie nam się nie spieszyło. Jeśli przeżyły noc, to znaczyło, że nic głupiego im do głowy nie strzeliło. Że Maja wróci cała i zdrowa. No i owszem, wróciła cała, ale bynajmniej nie zdrowa. A co jej dolegało? Niedyspozycja, na którą w jej wieku było jeszcze stanowczo za wcześnie…

– O matko jedyna! Całą noc chyba gadałyście? – zapytałam, gdy zobaczyłam ją w drzwiach; miała podkrążone oczy, a w nich ogromne zmęczenie.
– No długo – wycedziła.

Mąż, który stał za nią, wyglądał na zmartwionego. Patrzył na mnie, jakby chciał mi coś powiedzieć.

– Na pewno wszystko w porządku? – dociekałam zaniepokojona.
– Tak, tak… Ja już pójdę do siebie.
– Nic mi nie opowiesz, córcia? Jak było, co robiłyście?
– Może później, dobrze?

Rzuciła torbę w przedpokoju, poszła umyć ręce, a potem zabrała z kuchni butelkę wody mineralnej i zamknęła się u siebie. Patrzyłam na nią ze zdziwieniem, bo jeszcze nie widziałam jej takiej zmęczonej. Majka zazwyczaj tryskała energią, a teraz wyglądała, jakby ją zdjęli z krzyża.

– Co jest? – zapytałam Arka, którego wyraz twarzy też mnie niepokoił.
– Nie jestem pewny, ale mam swoje podejrzenia…
– Jakie?
– Ona ma chyba kaca… – odparł.
– Co?!
– No, nie widzisz, jak się zachowuje? – uśmiechnął się gorzko.
– Ty chyba żartujesz?
Jechałem z nią w aucie i śmierdziała przetrawionym alkoholem. Żuła gumę, ale tego zapachu nic nie ukryje. Idź do jej pokoju, powąchaj.

Tak zrobiłam. Otworzyłam cicho drzwi i zobaczyłam Majkę śpiącą na łóżku przy zaciągniętych roletach. Rzeczywiście, mąż miał rację. W pokoju panował niemalże ten sam zapach, którym on sam mnie raczył po sylwestrze czy urodzinach. Zdenerwowałam się, ale nie obudziłam córki. Uznałam, że lepiej będzie, jeśli najpierw się opanuję, a jej pozwolę się wyspać. Dopiero potem wypytam, dlaczego sięgnęły po alkohol i jak to się stało, że zdołały go wypić w obecności mamy Gosi. Musiały go przed nią ukryć, jakoś przemycić do pokoju. Ale jakim cudem ta kobieta nic nie zauważyła? Ja od razu wyniuchałabym, że coś kombinują.

Odpowiedź na to pytanie padła dopiero po trzech godzinach. Tyle zajęło Majce odespanie nocy u koleżanki.

– Majka, nie kłam, nie kręć. Mów jak na spowiedzi, bo przecież nie jesteśmy z ojcem głupi. Co wyście tam piły!? – pytałam ją, gdy się przebudziła.
– Nic takiego. Tylko wino, i to mało.
– Niedużo? Dziecko, ty masz szesnaście lat! Jeszcze za wcześnie na takie rozrywki! Ile wypiłaś?
– Dwa kieliszeczki…
– Majka!
– Co?
– Mów szczerze!
– Nie wiem, ile wypiłam. Nie wiem, nie pamiętam… – rozpłakała się.
– Jak to nie pamiętasz? – zapytałam naiwnie, ale mąż wyjaśnił za nią:
– No co, pewnie jej się urwał film… Mam rację? No widzisz.

Majka potwierdziła, a ja wpadłam wtedy w szał. Nie powstrzymałam nerwów. To po to ją puściłam do koleżanki, żeby się upiła? Szlag mnie trafił. Zaczęłam krzyczeć, grozić, że dostanie szlaban, że nigdy więcej nie pójdzie do żadnej z przyjaciółek. Po piętnastu minutach takich przepychanek córka w końcu wyznała, że nie piły tego wina z Gośką same. Że tak naprawdę to nawet nie był ich pomysł.

– A czyj?
– Jej mamy.
– Co?!
– To mama Gośki wyjęła wino z barku i powiedziała, że umilimy sobie wieczór. A ja nawet nie wiem, kiedy straciłam kontrolę.
– Arek, słyszałeś?! – popatrzyłam na męża. – Maja! Czy tobie nic się nie stało? Czy nikt cię nie wykorzystał? Byłyście tam tylko we trzy? Dziecko, powiedz! – wpadłam w histerię.
– Nie, mamo. Co ty zaraz takie rzeczy?! – zezłościła się córka. – Mama Gosi jest po prostu wyluzowana. Ona uważa, że jak ma się szesnaście lat, to trzeba wszystkiego próbować.

Natychmiast zrobiłam babie karczemną awanturę

Chyba nie muszę dodawać, jak byłam wściekła. Miałam ochotę wsiąść w samochód i jechać do tej wyluzowanej pindy. Chciałam wytarmosić ją za włosy i wytłumaczyć, na czym polega odpowiedzialne rodzicielstwo. Przyjacielska bźdźągwa! No, jak tak można?! Człowiek powierza jej opiece swoje dziecko, a ta je upija! Miałam ochotę zadzwonić na policję, ale mąż mnie powstrzymał. Przekonał, że powinniśmy działać delikatnie, bo przecież dziewczyny się przyjaźnią. Odpuściłam policję, jednak nie miałam zamiaru całkiem odpuszczać sprawy.

Zadzwoniłam do tej baby i wygarnęłam jej, co o tym wszystkim myślę. Dacie wiarę, że była zdziwiona moją reakcją?

– A co takiego się stało? – zapytała. Rany boskie, jeszcze bardziej mnie tym tekstem nakręciła.
To się stało, że ja swojej córce nie pozwalam na libacje! To się stało, że nastolatce urwał się u ciebie film! To właśnie się stało! – pokrzykiwałam.
– Bez przesady. Cały świat pije wino!
– Ale nie szesnastoletnie dzieci!
– Ja rodziłam w wieku dziewiętnastu! – jej tupet nie znał granic.
– Słuchaj, kobieto. Ty możesz sobie robić, co tam ci się podoba. Możesz nawet napadać na banki przed czterdziestką, jak masz ochotę. Ale od mojego dziecka wara! Rozumiesz?! Ja Mai na picie alkoholu NIE POZWALAM!
– Po co te nerwy? Już więcej nie będziemy Mai zapraszać.
– I słusznie, bo Maja już by do was nie przyszła! Po moim trupie!

Rozłączyłam się bez pożegnania. Odłożyłam telefon i ciężko sapałam z nerwów. Majka wszystko słyszała i płakała w swoim pokoju. Bała się, że moja awantura z matką Gośki przeniesie się na grunt szkolny. Na szczęście, nic takiego się nie stało. Na szczęście ta baba miała dość rozumu, by nie wciągać w naszą awanturę dzieci. Sprawa więc szybko przycichła, a dziewczyny dalej się kolegowały, choć nie było mowy o wspólnym nocowaniu.

Ani Majka, ani Gośka nie naciskały. Spotykały się w szkole, widywały na podwórku i to im wystarczało. To wszystko działo się dwa lata temu. A piszę o tym teraz, bo Majka przyniosła ostatnio ze szkoły wstrząsającą wiadomość. Gośka zaszła w ciążę. Z tego co mówiła córka, ma dziecko z chłopakiem, po którym nie należało się spodziewać żadnej odpowiedzialnej reakcji.

Biedna dziewczyna została więc z problemem sama. A właściwie to z mamą

Ta jednak nie była już tak postępowa, jak się wydawało. Choć sama zaszła w ciążę wcześnie, teraz zareagowała koszmarnie.

– Ty wiesz, mamo, ona uderzyła Gośkę… W policzek, z otwartej ręki – opowiadała nam Maja.
– Skąd wiesz?
– No bo Gosia przyszła do szkoły z siniakiem. Nie powiedziała nauczycielom. Nakłamała im, że uderzyła się w drzwi czy coś tam.
– To trzeba gdzieś zgłosić!
– Mamo, błagam cię, nie pogarszaj sprawy… – jęknęła Majka.
– Dobrze, dobrze. Czy my możemy jej jakoś pomóc? Coś możemy zrobić?
– Nie wiem, zapytam. Zobaczymy, co będzie dalej – westchnęła Majka.

Bardzo tej dziewczynie współczuję. Tego, w jakie kłopoty się wpakowała, i tego, z kim dzieli swój problem. To właśnie jej matka jest winna wszystkiemu. Dziecko potrzebuje wzorca, oparcia i granic; kogoś, kto będzie przypominał, co jest złe, a co dobre. Podpowie, jakie trzeba podejmować w życiu decyzje, żeby się wszystko jakoś układało. Gosia ponosi konsekwencje niefrasobliwości swojej matki.

Czytaj także:
Zaszłam w ciążę z młodym kochankiem. Nie powiem mężowi
Dopiero po śmierci żony pogodziłem się z jedynym synem
Kiedy spalił się nam dom, dowiedzieliśmy się na kogo możemy liczyć