Załamany mężczyzna fot. Adobe Stock, Budimir Jevtic

„Mój syn wyłudzał pieniądze od schorowanego dziadka. Gdy ten przestał mu dawać, okradł go i zostawił bez grosza przy duszy”

„Nie podobało mi się, że mój syn nie pali się do bezinteresownej pomocy, tylko za wszystko żąda pieniędzy. Dziadkowi skończyły się pieniądze dla wnusia, to wnusiowi skończyły się chęci do działania. Nie sądziłam jednak, że syn okradnie własną rodzinę. Czy ja wychowałam złodzieja?”.
/ 15.09.2021 11:46
Załamany mężczyzna fot. Adobe Stock, Budimir Jevtic

Wjechałam na podwórko i energicznie zaczęłam wyjmować z bagażnika torby z zakupami.

– Cześć mamo, ja się już będę zbierał, wrócę jakoś jutro wieczorem, pa! – usłyszałam za plecami głos Huberta, mojego piętnastoletniego syna.

– A dokąd ty się znowu wybierasz? – zapytałam zdumiona.

– Jadę do dziadka, prosił, żeby mu pomóc znieść drewno do szopy, przenocuję u niego – wyjaśnił.

– Ostatnio coś często jeździsz do dziadka – zmarszczyłam brwi.

– O co ci chodzi? Przecież mówiłaś, że dziadek potrzebuje naszej pomocy! – naburmuszył się mój syn.

– I nagle jesteś taki posłuszny?

– Nie czepiaj się, co? – odburknął, odpalił swój skuter i odjechał.

Cieszyłam się, że Hubert miał dobry kontakt z dziadkiem. Teść mieszkał sam na wsi, kilkanaście kilometrów od nas. Był samodzielny, ale trochę samotny. Nie mieliśmy z mężem zbyt dużo czasu, żeby go często odwiedzać, więc wysyłaliśmy tam Huberta.

Dziadek zawsze bardzo się cieszył z odwiedzin wnuka. Chłopak kosił mu trawę na podwórku, pomagał sprzątać, majsterkowali razem w garażu. Teść za każdym razem dawał mu za to pieniądze na drobne wydatki.

– A jesteś pewna, że Hubert dziadkowi tak chętnie pomaga? – spytał raz Janek, mój mąż. – Bo mnie się wydaje, że on go po prostu naciąga na kasę. Niedawno młody kupił sobie rolki, a ostatnio coś wspominał o nowym telefonie, takim z bajerami.

– No co ty! – oburzyłam się. – Chyba nie myślisz, że chodzi tam dla kasy?!

Nagle przestał mieć czas dla dziadka

W tamtą sobotę także pojechaliśmy z mężem do dziadka na wieś. Chcieliśmy zrobić mu niespodziankę i przy okazji sprawdzić, czy nasz syn rzeczywiście robi tam coś pożytecznego. Teść zwoził taczką drewno do szopy.

– A gdzie Hubert? Miał ci pomagać – zdziwiliśmy się na ten widok.

– Był rano, a potem wysłałem go do sklepu i kazałem kupić nowy łańcuch do piły motorowej, miał wrócić zaraz, ale coś go nie ma – wyjaśnił dziadek.

– Pewnie dałeś mu za dużo pieniędzy – stwierdził mój mąż.

– Dwie stówki dałem, reszta miała być dla niego – odparł staruszek.

– No i teraz nie wróci, póki nie wyda wszystkiego – westchnęłam.

– Tato, niepotrzebnie ciągle mu wciskasz w ręce te banknoty, jemu niczego nie brakuje, a ty masz przecież skromną emeryturę – zauważył mąż.

– A tam, prócz emerytury mam jeszcze kawałek pola, utargowałem trochę ze sprzedaży malin, nawet coś odłożyłem – opowiadał. – Wolę dać wnukowi niż obcego najmować…

– Ale on ci nie pomaga, tylko się gdzieś włóczy! – zdenerwowałam się.

– W zimie dałeś mu na obóz narciarski, na urodziny dołożyłeś do skutera, niedawno kupił sobie rolki i ciągle mu mało! Przyzwyczaiłeś go, rozpuściłeś, on cię bezczelnie wykorzystuje! – tłumaczył zdenerwowany mąż.

– No już, nie złośćcie się, teraz nie będę mu dawał, bo muszę zaoszczędzić na remont – powiedział teść.– Chcę odmalować dom i kupić nowy piec do centralnego ogrzewania przed zimą, bo ten już zaczyna przeciekać.

Rzeczywiście, dziadek zaczął oszczędzać, a Hubert przestał go odwiedzać. Nagle nie miał czasu.

– Muszę się uczyć, mnóstwo klasówek zapowiedzieli nam w szkole na ten miesiąc – powtarzał.
Tyle że zazwyczaj siedział przed komputerem i grał w te swoje gry.

– Dziadek zaczął remont, trzeba mu pomóc – upomniałam w końcu syna.

– Darmo robić nie będę – burknął.

– Hubert! Jak możesz?! Nie wstyd ci?! Dostałeś w tym roku od dziadka pewnie ze dwa tysiące i jeszcze ci mało?! – krzyknęłam wściekła.

– Dziadek teraz ma inne wydatki, nie możesz tego zrozumieć?! Pojedziemy w piątek wszyscy troje i bez dyskusji!

I rzeczywiście. Pojechaliśmy, chociaż Hubert próbował się wymigać.

– Umówiłem się z chłopakami, że w ten weekend pobiegamy, muszę ćwiczyć. Zawody z lekkoatletyki będą w szkole. Nie możecie jechać beze mnie?! – jęczał, ale nie ustąpiliśmy.

Wsiadł do samochodu nadąsany

Dziadek przywitał nas zmęczony i ubrudzony farbą, ale zadowolony.

– Dobrze, że przyjechaliście, jest pełno pracy! – otarł pot z czoła.

Zaczęliśmy sprzątać, ale po godzinie Hubert gdzieś się wymknął.

– Pewnie poszedł na wieś do kolegów – powiedział dziadek. – Młody jest, chce się wyszaleć, damy sobie radę bez niego – usprawiedliwiał go.

– Tato, tak nie można! On prawie nie ma obowiązków! Pamiętasz, ile ja musiałem pracować, gdy byłem w jego wieku? – rozzłościł się Janek. – Po szkole pomagałem w polu i w oborze, nie próbowałem nawet dyskutować. A on leseruje, nie słucha nas wcale, chciałby za to coraz więcej forsy!

– Teraz są inne czasy, młodzi mają więcej swobody i może są szczęśliwsi, a ja kiedyś byłem zbyt surowym ojcem. Ale człowiek zaganiany zawsze był i nie dało rady inaczej tej całej roboty ogarnąć – dziadek się zamyślił.

Następnego dnia syn miał lepszy humor. Razem z ojcem i dziadkiem wnosili i ustawiali meble po remoncie. Hubert nawet sam zaproponował, że poskręca dziadkowi komodę i odmaluje ją farbą do renowacji mebli.

– Jak ci się chce, to możesz pomóc, aż miło popatrzeć – pochwaliłam go.

Tydzień później niespodziewanie dziadek przyjechał do nas autobusem. Był zmartwiony, wyglądał, jakby mu nagle przybyło z dziesięć lat.

– Co się stało? – spytałam go.

– Chyba ktoś mi ukradł pieniądze – wyjaśnił, wzdychając ciężko. – Albo sam gdzieś położyłem i nie pamiętam. Stary już jestem, pamięć szwankuje...

– Ojej! A ktoś tatę ostatnio odwiedzał? Może kiedyś domu tata zapomniał zamknąć? Tyle się teraz słyszy o różnych oszustach! – dopytywałam.

– No właśnie to jest dziwne, bo złodziej zabrałby wszystko, a mnie brakuje 1000 złotych, 1200 zł zostało w skrytce na swoim miejscu – odparł.

– W jakiej skrytce? Gdzie tato te pieniądze trzyma? – spytałam.

– W szufladzie, w komodzie – wyjaśnił i wtedy coś zaświtało mi w głowie.

– W tej komodzie, którą Hubert tak starannie odnawiał? – spytałam i usiadłam, bo nogi zrobiły mi się jak z waty. – Może… Może to on…

– Hubercik?! Nie! To niemożliwe, nie zrobiłby czegoś takiego! To dobry chłopak – oburzył się dziadek.

– Ostatnio kupił sobie tablet, mówił, że miał pieniądze, bo sprzedał swój rower, ale może coś kręci!
– przypomniałam sobie.

– Nie wierzę, może to ja źle policzyłem pieniądze albo przełożyłem je gdzieś – powtarzał dziadek.– Ale Elżuniu, ja już zamówiłem piec i teraz brakuje mi, żeby za niego zapłacić, pożyczycie mi? – spytał zawstydzony.

– Pewnie tatuś, że pożyczymy – zapewniłam go. – A tę sprawę z pieniędzmi trzeba koniecznie wyjaśnić, bo coś mi tu nie pasuje.

Hubert na początku zapewniał nas, że nie wziął żadnych pieniędzy bez wiedzy dziadka, ale widziałam po jego minie, że bezczelnie kłamie.

– Gadaj mi tu zaraz, gówniarzu, skąd miałeś pieniądze na tablet?! – wrzasnął na niego mąż.

– Mówiłem już, sprzedałem rower, bo mam teraz skuter i rower mi niepotrzebny – tłumaczył się obrażony.

– Tak, akurat! A ile wziąłeś za tego grata? Pewnie nie więcej niż trzy stówki! A reszta forsy skąd?!
Hubert zrobił się czerwony na twarzy jak burak i już się nie odezwał. – Radzę ci się przyznać, bo jak nie, to nie ręczę za siebie! – wrzasnął Jan.

Mamy nadzieję, że wyjdzie na ludzi

– Przepraszam was, przepraszam dziadku, nie wiem co mnie podkusiło – syn w końcu się poddał.

– No jasna cholera! Ela, my złodzieja wychowaliśmy! – darł się Janek, a Hubert siedział i patrzył w podłogę. – Co będzie dalej?! Wyrwiesz kobiecie na ulicy torebkę?! Napadniesz na sklep?! Ja złodzieja nie chcę mieć w domu! Albo to wszystko naprawisz, albo zgłaszam sprawę na policję i niech cię zabierają do poprawczaka!

Spojrzałam na męża zdumiona. Czy on zwariował, czy mówił poważnie?

– Janek, no co ty? – jęknęłam.

– A co, Elu, mam go bronić?! On nie wziął dychy na lody tylko tysiąc złotych, rozumiesz?! Tysiąc złotych! Od ukochanego dziadka, który od lat dawał mu pieniądze na zachcianki! – krzyczał. – Zabrał mu utarg za sprzedane maliny, ciężko zarobione pieniądze! I co ja mam z nim zrobić?!

– Tato nie krzycz, ja wszystko oddam, zwrócę co do grosza, przysięgam – zawołał Hubert płaczliwie.

Wspólnie wymyśliliśmy karę dla syna. Musiał oczywiście sprzedać tablet, a także wszystkie ostatnie prezenty zafundowane przez dziadka. Pieniądze oddał mu w podwojonej kwocie. Ma też przez rok zakaz kupowania gadżetów i zakaz wyjazdów na wycieczki szkolne. Często jeździ za to do dziadka, by pomagać mu przy pracach fizycznych.

– Najbardziej mi szkoda, że dziadek już mi nie ufa – wyznał ostatnio.

Mamy z mężem nadzieję, że te kary wystarczą, że coś zrozumiał, i że wyrośnie na uczciwego człowieka. 

Czytaj także:
„On był żonaty, ja naiwna i zauroczona. Zwabił mnie podstępem na swoją popapraną orgię”
„Rodzice się mnie wstydzą, bo wypisałam się z Kościoła i teraz jestem >>bezbożnicą<<. Na wsi mnie wyklęli”
„Od 20 lat odejmuję sobie od ust dla córki. Wiecznie pożycza ode mnie pieniądze, a mnie nie stać nawet na rajstopy”