Zawiedziona miłość fot. Adobe Stock

„Odrzuciłam wspaniałego mężczyznę, bo nie miał matury i pieniędzy. Teraz on ma żonę, a ja dalej jestem sama”

Nie potrafię wybaczyć sobie, że pozwoliłam odejść Witkowi. Przegapiłam prawdziwą miłość, bo ważniejsze były dla mnie dyplomy i ogłada towarzyska.
/ 19.11.2020 11:50
Zawiedziona miłość fot. Adobe Stock

Przyprowadziłam samochód do naprawy, może pan zrobić go na jutro? – mówiłam do postawnego mechanika, zastanawiając się, czy mogłam go już kiedyś poznać.
– To ty, Bożenko? Nie poznajesz mnie? Chodziliśmy razem do podstawówki!
– Witek? Nie poznałam cię, minęło tyle lat, co u ciebie słychać? – spytałam.
– Pracuję w tym warsztacie, mam syna, żony już nie mam, więc jak byś była zainteresowana, to wiesz… – mrugnął do mnie figlarnie, a ja śmiałam się do niego jak nastolatka.

Witek to fajny chłopak, ale bez ambicji i dobrze płatnej pracy

Witek, tak samo wesoły i żartobliwy, jak piętnaście lat temu. Patrzyłam na jego brudny kombinezon roboczy i dłonie umazane smarami. Taki fajny chłopak, w dodatku wolny, szkoda, że jest tylko mechanikiem.

– Mam działkę za miastem, jest tam jeziorko i domek, gdybyś chciała odpocząć w miłym towarzystwie, powspominać dawne czasy, to zapraszam – powiedział, patrząc na mnie ciepłym wzrokiem.

Umówiliśmy się na weekend. Bawiłam się świetnie. Paliliśmy ognisko nad wodą, pływaliśmy łódką. Zgodziłam się zostać na noc, było cudownie – uświadomiłam sobie, jak bardzo brakowało mi bliskości mężczyzny.

Byłam jednak rozdarta, bo z jednej strony czułam się przy nim beztroska, a z drugiej pamiętałam, że to nie jest mężczyzna dla mnie i nie ma sensu angażować się w tę znajomość. Nie wiedziałam jednak, jak mu to powiedzieć.

W poniedziałek znów stałam się poważną panią dyrektor banku. Czekała mnie narada z udziałowcami, a także posiedzenie komisji budżetowej w urzędzie miasta. Odkąd zostałam przewodniczącą rady miasta, przybyło mi  dużo obowiązków. Odnoszę sukcesy zawodowe, choć po skończeniu studiów długo nie mogłam znaleźć zajęcia odpowiadającego moim ambicjom.

Miałam wysokie stanowisko, ale marzyłam o rodzinie

Wydawało mi się, że z dwoma fakultetami zawojuję świat. Niestety, nie dostałam żadnych ciekawych propozycji. Zrezygnowana wróciłam do rodzinnego miasteczka i znalazłam etat w banku spółdzielczym.

Wkrótce zaczęłam awansować, zajęłam się także działalnością samorządową. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko ukochanego mężczyzny. Mam już 30 lat i marzę o rodzinie.

Nie jest jednak łatwo znaleźć na prowincji odpowiedniego kandydata. Wszyscy inteligentni i ambitni faceci są zajęci.

Musiałabym związać się z młodszym, niedojrzałym chłopakiem, żonatym mężczyzną albo z jakimś prostakiem. Każda z tych opcji jest dla mnie nie do przyjęcia.

Czy to źle, że chciałabym, aby mój facet był wykształcony? Niby nie ma teraz mezaliansów, ale jak mogłabym się pokazać publicznie z mężczyzną takim jak Witek – on nawet nie ma matury. Gdyby chociaż był właścicielem tego warsztatu...

Postanowiłam, że dopóki nie znajdę sobie kogoś na poziomie, będę nasz związek ukrywać. Nie przewidziałam jednak, że Witek odwiedzi mnie w pracy. Przyszedł, gdy akurat szłam na ważne spotkanie i bez ceregieli pocałował mnie na korytarzu.

– Kochanie, naprawiłem i przyprowadziłem ci twoje auto – powiedział, patrząc na mnie serdecznie.
– Przepraszam, nie mogę teraz rozmawiać, jestem zajęta – wydukałam speszona. – To jest mój kuzyn, mechanik – wyjaśniłam stojącemu obok prezesowi spółdzielni.
Nie mogłam pozwolić, aby pomyślał, że coś mnie łączy z tym śmierdzącym smarami facetem. Widziałam, jak zmieniał się wyraz twarzy Witka, z uwielbienia w zaskoczenie, a potem w żal i złość.
– Wybacz, nie powinienem był tu przychodzić – powiedział i wyszedł.

To Witek przerwał nasz romans

Przez kilka dni nie odbierał moich telefonów, nie odpowiadał na SMS-y. W końcu odważyłam się pojechać do niego do warsztatu załagodzić jakoś tę sprawę.

– Wszystko rozumiem, nie musisz nic tłumaczyć – powiedział – ty żyjesz w innym świecie, do którego ja nie pasuję.
– Nie gniewaj się na mnie, jeśli chcesz, możemy nadal się spotykać, ale bez zobowiązań i bez czułości w miejscach publicznych.
– Mam udawać? To chyba kiepski pomysł – stwierdził.
– Brakuje mi naszych spotkań – wyznałam.
– Blada jesteś – powiedział, patrząc na mnie z troską – przyjedź, jeśli chcesz, na moje ranczo.

Pojechałam z radością. Był spacer przy zachodzie słońca i czuły seks.
Masz dwie różne osobowości – stwierdził Witek – kiedy widzę cię taką wyluzowaną, roześmianą, to czuję, że mógłbym cię kochać do końca życia, a w tygodniu liczy się tylko twoja praca i stanowisko.
– Takie jest życie, trzeba pracować, zarabiać, rozwijać się. Lubię swoją pracę i lubię też ten tygodniowy stres odreagować w twoim towarzystwie – wyznałam.
– Nie wiem, czy potrafię spotykać się z tobą ze świadomością, że gdy poznasz kogoś odpowiedniego, to wyrzucisz mnie ze swojego życia – powiedział z goryczą.

Nasz romans trwał jeszcze kilka miesięcy i zakończył go Witek. Pewnego dnia przedstawił mi swoją dziewczynę, powiedział jej, że jestem jego kuzynką. Ania była księgową i kończyła zaoczne studia – poza tym była bardzo ładna i sympatyczna.
– Wysoko mierzysz – powiedziałam.
Nauczyłem się od ciebie – odparł z przekąsem – to mądra dziewczyna, ambitna i nie jest materialistką.

Niespodziewanie dla mnie samej mocno przeżyłam rozstanie z Witkiem. Uświadomiłam sobie, że jestem o niego zazdrosna, dopiero po kilku miesiącach pogodziłam się ze stratą. Witek założył szczęśliwą rodzinę, a ja nadal byłam sama. Próbowałam związać się z pewnym biznesmenem, ale nudziłam się w jego towarzystwie i nic do niego nie czułam. Pewnego dnia spotkałam w banku Witka. Ledwie go poznałam – ubrany był w garnitur i elegancki płaszcz. Zamieniliśmy kilka słów.

– Otworzyłem swoją stację diagnostyczną – opowiadał. – Obroty rosną, myślę o dalszych inwestycjach. Mam wreszcie czas na edukację, wyobraź sobie, że skończyłem technikum i zacząłem zaoczne studia inżynierskie na wydziale mechaniki i budowy maszyn – cieszył się, a ja słuchałam w osłupieniu.

– Widzę, że dużo zmian zaszło w twoim życiu – powiedziałam zdziwiona.
– Ania mnie dopinguje i pomaga w nauce – wyznał z satysfakcją. Zrozumiałam, że straciłam szansę na założenie rodziny z wartościowym mężczyzną.

Więcej listów do redakcji:„Adoptowaliśmy chłopca. Po 7 latach postanowiłam, że oddamy go z powrotem do domu dziecka”„Nie mieszkam z mężem, bo ciągle się kłócimy. Spotykamy się 2 razy w tygodniu i w weekendy”„Mąż miał na moim punkcie obsesję. Nie chciał się mną z nikim dzielić. To doprowadziło do tragedii”