Reklama

Pamiętasz scenę z serialu „Przyjaciele”, gdy Monica i Chandler uświadomili sobie, że cała paczka wie o ich do tej pory sekretnym związku? „They don’t know, that we know, that they know”... Już sama konstrukcja tego zdania brzmi skomplikowanie, ale właśnie tak wyglądały relacje w tym serialu. Były skomplikowane, niedoskonałe, niekiedy wręcz absurdalne, ale właśnie to było w nich piękne. I dlatego tak chętnie wracamy do tego serialu. Bo w nim nikt na siłę nie próbował naprawiać relacji, a one i tak działały.

„Tęsknię za tym, jak kiedyś wyglądały relacje”

- Jak oglądam ten serial, to czuję się spokojniejsza - mówi Ania, która przyszła na świat długo po premierze „Przyjaciół”. Jest głosem pokolenia Z, dla którego ta produkcja powinna być sitcomem boomerów. A jednak, coraz młodsze pokolenia sięgają po ten tytuł, bo szukają w nim tego, co prawdziwe. - Pokazuje mi on zwykłych ludzi, którzy mają swoje problemy, niedociągnięcia, ale i tak ze wszystkim sobie zawsze radzą.

Z tego samego powodu "Przyjaciół" oglądają też trochę starsze pokolenia. Anię miłością do serialu zaraziła jej ciocia Olga, która jest millenialsiarą zakochaną w sitcomie. Gdy po raz pierwszy zobaczyła na ekranie paczkę z Central Perk, poczuła się, jakby była jej częścią. I w zasadzie do dziś jest jej wierną przyjaciółką.

- Ten serial oglądam dlatego, by poczuć spokój. To sześć zupełnie różnych charakterów, ale jednak dla nich ta relacja jest na tyle ważna, że dbają o nią, mimo że ich życia się mocno zmieniają – mówi Olga.

Dziś, zamiast skupiać się na budowaniu jakościowej relacji, próbujemy na siłę zmieniać siebie i najbliższych, żeby było "idealnie". O tym porozmawiałam ostatnio też z moją licealną koleżanką Agnieszką, która również jest wielką fanką „Przyjaciół”.

- Kluczowa tam jest akceptacja i to, że nikt nikogo nie zmieniał na siłę. Oni się lubili za to, jacy po prostu byli. Brali siebie nawzajem z całym inwentarzem, który mieli. Tęsknię za tym, jak kiedyś wyglądały relacje. Nigdzie się wtedy nie goniło, był czas, żeby się spotkać, porozmawiać, wypić kawę, spędzić wspólnie czas. Mam wrażenie, że teraz przez to, że każdy chce pokazać w social mediach, że ma „idealne życie” i „idealne relacje/przyjaźnie”, szukamy w ludziach tego ideału, którym przecież nikt nie jest – mówi Agnieszka.

Myślę, że powiem nie tylko za siebie, ale też za moje bohaterki i wiele innych osób, które wracają do „Przyjaciół” z sentymentu – brakuje nam szczerej, niczym niezmąconej relacji z drugim człowiekiem. Żyjemy bowiem w czasach, w których nieustannie coś analizujemy. Swoje życie, życie innych ludzi, próbujemy od początku do końca „przerobić” wszystko tak, żeby działało idealnie, a przecież nikt z nas nie jest idealny. Stawiamy granice, analizujemy każdą emocję, a w serialu tego nie było - bohaterowie po prostu tworzyli relacje, często nieidealne i chaotyczne, ale prawdziwe.

Kiedy relacja przestaje być relacją, a zaczyna projektem

Nie chodzi o to, że serialowi przyjaciele nie mieli problemów, a relacje między nimi były usłane różami. Co to, to nie, zgodzę się nawet z wieloma analizami, które pokazują, że niektóre elementy ich osobowości były dysocjacyjne. Ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie ma nic do przepracowania – jakiejś traumy z dzieciństwa, błędów z przeszłości, traumatycznych relacji…

- Gdy analizujemy coś zbyt długo i zbyt dogłębnie, zaczynamy szukać „dziury w całym” i odnajdujemy rzeczy, na które nie zwracaliśmy uwagi wcześniej – dodaje Agnieszka.

I właśnie tu pojawia się sedno naszego problemu. Nie ma nic złego w pracy nad sobą i nad relacją. Terapie są potrzebne, gdy naprawdę dzieje się źle. Nie chodzi też o to, aby od razu skreślać relację, w której jesteśmy. Pytanie tylko, czy naprawdę jest nam potrzebne analizowania nawet tych udanych związków.

- Sama bardzo lubię „rozkminiać”, ale w moim życiu i z obserwacji wynika, że najlepsze jest pójście za głosem serca. Intuicja jest bardzo ważna, bo czujesz, czy dany człowiek ma to flow, czy dobrze się z nim dogadujesz i nawet jeżeli coś ci nie pasuje, to nie ma co się zastanawiać, tylko po prostu zaufać intuicji – tak jak robili to przyjaciele – dodaje Olga.

Czy musimy być idealnie dopasowani, aby stworzyć udaną relację – zarówno miłosną, jak i przyjacielską? Czy naprawdę musimy wszystko rozumieć, żeby być razem? Przecież nikt nie jest idealny i nie ma dwóch takich samych osób. A może właśnie w tym szaleństwie jest metoda?

- Z perspektywy psychologicznej sama refleksyjność nie jest problemem – przeciwnie, pomaga nam lepiej zrozumieć siebie i partnera. Trudność pojawia się wtedy, gdy analiza zastępuje przeżywanie i bycie w relacji – tłumaczy Anna Gajda, psycholożka zajmująca się relacjami. - Nadmierne „przetwarzanie” każdej interakcji może prowadzić do napięcia, nadinterpretacji i utraty spontaniczności. Relacja zaczyna się wtedy bardziej projektem do zarządzania niż doświadczeniem do przeżycia. W praktyce widzę, że pary często wpadają w pułapkę ciągłego „naprawiania”, zamiast budować więź poprzez obecność. To może obniżać poczucie bezpieczeństwa i bliskości.

„Przyjaciele” to nie jest idealny serial. Pełno w nim stereotypów, jest bardzo niepoprawny politycznie (dzięki Ci Boże!), bywa grubymi nićmi szyty (skąd oni mieli na to wszystko pieniądze i czas?!), ale wciąż jest nam bliższy niż wiele nowszych produkcji, w których wszystko wygląda idealnie. Bo kiedy pokłócę się z mężem, mam ochotę wrócić do sceny, w której Monica tańczy z indykiem na głowie, żeby przeprosić Chandlera, niż z kolejną parą na kanapie u psychoterapeuty, która próbuje przepracować swój związek. Dzięki temu wiem, że czasem nie trzeba głębokich analiz naszych „podłych charakterów”, tylko wystarczy krótkie przepraszam. Jak w latach 90., kiedy nie próbowaliśmy na siłę naprawiać relacji, po prostu w nich byliśmy.

- W „Przyjaciołach” widzimy relacje niedoskonałe, czasem chaotyczne, ale osadzone w stałości i akceptacji i to jest coś, za czym dziś tęsknimy – podsumowuje psycholożka.

Wbrew pozorom luz bohaterów oraz to, że nie są perfekcyjni, jest największą siłą tego serialu. Bo choć stać ich było na loft na Manhattanie i mieli czas na codzienne spotkania, czego większość z nas nie może powiedzieć o sobie, to ich relacje nie były idealne, a oni i tak nie próbowali ich zmieniać na siłę, tylko walczyli o to, co już mają. A my, w tym wyidealizowanym, sztucznie napompowanym świecie, też o tym marzymy – nawet jeśli rzeczywistość wymusza na nas inne podejście.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama