Uśpione dziecko

Marokańska reżyserka zachwyca dyskrecją opowieści o mieszkankach wioski położonej niedaleko Casablanki i luksusowych hoteli dla turystów.
Styl znakomitego debiutu Yasmine Kassari przypomina los arabskich kobiet – jest surowy, a smutek kryje się w nim głęboko pod powierzchnią.

Marokańska reżyserka zachwyca dyskrecją opowieści o mieszkankach wioski położonej niedaleko Casablanki i luksusowych hoteli dla turystów. Ale to już inny świat, gdzie tradycja jest prawem, a dla kobiet często niewolą. Widać to już na wstępie, kiedy panna młoda Zahib klęczy godzinami uwięziona pod ślubnym welonem. Nie pójdzie za potrzebą, póki nie przyjdzie po nią kuzynka Halima. Kilka miesięcy później ciężarna Zahib jedzie do miasta uśpić – dosłownie – dziecko w swym łonie, by z porodem czekać na męża, który wyjechał za chlebem. Ten zaś przysyła jedyny list z naganą za samodzielną podróż. Bo mimo fizycznej nieobecności wpływ mężów nie maleje. Na ekranie też prawie ich nie ma, lecz ich duszącą obecność czuć cały czas. Ich władzę reżyserka przyrównuje do natury, która ustala rytm dnia, pracy i odpoczynku. Na te siły – męską oraz przyrody – zdane są bohaterki Kassari. Jedyną kobietą, która ma tu moc, jest reżyserka – odważnie i szczerze, ale bez brnięcia w banał pokazuje los bez szczęścia i miłości. A największy dramat to brak – mimo ciąży bohaterki – nadziei na nowe życie.

Ola Salwa/ Przekrój

„Uśpione dziecko”, reŻ. Yasmine Kassari, Belgia/Maroko 2004, SPInka, premiera 8 grudnia
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)