Wonder Woman fot. mat. pras.

Brie Larson zagra Kapitan Marvel. Dlaczego potrzebne są nam superbohaterki?

Mężczyźni w rajtuzach i pelerynach zapełniają naszą wyobraźnię od dawna. Ba! Zdołali już przejść przez kilka kryzysów i głębokich psychologicznych przemian. Superkobiety były zaś do tej pory przeważnie atrakcyjnym dodatkiem do męskich przygód. Wreszcie to się zmienia. I powinnyśmy się z tego cieszyć.
/ 24.09.2016 10:29
Wonder Woman fot. mat. pras.

Brie Larson, która zagra Kapitan Marvel, bohaterkę pierwszej kinowej adaptacji komiksu Marvela z kobietą w roli głównej (na ekranach w 2019 roku), powiedziała niedawno: "Widzę coraz więcej dziewcząt przebranych za Kapitan Marvel i choć cieszy mnie to, to również uświadamia mi pewien deficyt. Fajnie zobaczyć dziewczynki w kostiumach Batmana czy Spider-Mana, ale naprawdę krzepiące jest to, że wreszcie mamy też jakiś kobiecy symbol. Myślę, że to ważne".
Słowa Larson są warte chwili zastanowienia. Jak to możliwe, że po niemal stu latach istnienia superherosów w popkulturze (sam termin superbohater został ukuty w 1917 roku) i finansowych sukcesach kinowych adaptacji komiksów Marvela (filmy takie jak "Avengers", "Iron Man" czy "Thor", wchodzące w skład kinowego uniwersum Marvela są najlepiej sprzedająca się kinową serią i łącznie zarobiły blisko 10 miliardów dolarów) kobiece superbohaterki dopiero teraz zyskują samodzielną pozycję? Czy rzeczywiście filmy takie jak nadchodzące "Kapitan Marvel" i "Wonder Woman" (premiera w 2017 roku) są długo wyczekiwaną zmianą w portretowaniu silnych kobiecych postaci, jakimi winne być superheroiny? I dlaczego to istotne, by kino pokazywało takie wzorce kobiecości?

Jest wciąż tak mało postaci mocnych, niezwyciężonych kobiet w popkulturze, że rzucamy się na byle okruch, na każdy obrazek sugerujący, że mamy do czynienia z niezależną kobiecą postacią, nawet jeśli w istocie tak nie jest.

Nie tylko Furiosa z Mad Maxa

Zacznijmy od tego ostatniego pytania. Badaczki z Uniwersytetu Missouri, Hillary Pennell i Elizabeth Behm-Morawitz, przeprowadziły ciekawy eksperyment. Przygotowały dwa trzynastominutowe montaże filmowe z kobiecymi postaciami: jeden zawierał sceny z serii "Spider-Man", gdzie kobiety pełnią rolę bezwolnych ofiar, które trzeba ratować, drugi zaś ze znacznie bardziej samodzielnymi i pewnymi siebie superbohaterkami z serii "X-Men". Po obejrzeniu jednego z tych filmików uczestnicy wypełniali ankietę, zawierającą między innymi pytania dotyczące równości płci czy postrzegania własnego ciała. Po przeanalizowaniu wyników okazało się, że osoby, które oglądały kobiety w roli ofiar, były mniej skłonne odpowiedzieć twierdząco na zawarte w ankiecie pytania, takie jak: "Czy kobiety i mężczyźni powinni dzielić się po równo pracami domowymi", a z kolei częściej odpowiadały twierdząco na zdania typu: "Mężczyźni mają większą odporność psychiczną, niż kobiety".


Cesarzowa Furiosa z "Mad Maxa". (Fot. mat. pras)

Oczywiście trudno uznać taki pojedynczy eksperyment za w pełni miarodajny, jednak daje on pewne wyobrażenie o wpływie, jaki ma przedstawianie kobiet w filmie na postrzeganie roli kobiet w codziennym życiu. Biorąc pod uwagę, że mamy rok 2016, feminizm zawędrował pod strzechy i jest wyznawany przez największe gwiazdy pop typu Taylor Swift czy Beyonce, to można by się spodziewać, że silne kobiece wzorce zapełniają masową wyobraźnię całymi tabunami. Nie jest jednak aż tak dobrze. Choć w ostatnich latach kobiety doczekały się postaci kobiecych, z którymi mogą się identyfikować, które zachwycają swoją siłą, inteligencją i uwodzą charakterem, a nie nadmiernie eksponowanymi wdziękami - Katniss Everdeen z "Igrzysk śmierci" i Cesarzowa Furiosa z "Mad Maxa" będą tu znakomitymi przykładami - to jednak wciąż są to raczej rodzynki w cieście niż powszednie rozwiązanie.
Joss Whedon - twórca, między innymi, postaci Buffy, postrachu wampirów, czyli jednej z najważniejszych figur, gdy mówimy o silnych kobiecych wzorcach ekranowych ostatnich dekad, zapytany kiedyś, dlaczego w jego twórczości jest tak wiele wyrazistych i ciekawych postaci kobiecych, odpowiedział: "Bo wciąż mnie o to pytacie". Niezależna, interesująca, skomplikowana bohaterka wciąż nie jest po prostu normą.


Buffy - postrach wampirów. (Fot. mat. pras.)

Dlaczego same siebie trzymamy za pysk? - pyta Hanna Samson

Ważne i inspirujące!

A przecież dziewczyny i kobiety mają takie samo prawo jak męska część widowni, by podziwiać bohaterki, które mogą wszystko - pokonają każde ograniczenie, także własne, staną się wzorem i inspiracją. Lindsay Wagner, odtwórczyni serialowej roli Bionic Woman z lat 70., mówiła kiedyś o liście, który dostała od fanki. Dziewczyna pisała, że zamiast pójść do szkoły dla fryzjerek, jak sugerował jej tata, została inżynierem w NASA. A podziękowania za to składa właśnie Wagner, bo myśl, że może robić coś innego, coś wykraczającego poza standardowe role przypisywane kobietom, zalęgła się w jej głowie właśnie podczas oglądania "Bionic Woman".
Z kolei Kathleen Hanna, wokalistka Bikini Kill, w filmie dokumentalnym o postaci Wonder Woman zauważyła: "Jest wciąż tak mało postaci mocnych, niezwyciężonych kobiet w popkulturze, że rzucamy się na byle okruch, na każdy obrazek sugerujący, że mamy do czynienia z niezależną kobiecą postacią, nawet jeśli w istocie tak nie jest".
Te pozory mocy i niezależności, o których mówiła Hanna w kontekście Wonder Woman, to częsty przypadek superbohaterek. Kobiety w kostiumach muszą przede wszystkim dobrze wyglądać, a ich charakter, dążenia i ambicje nie są eksponowane na równi z ciałem.
Figury kobiece w filmach superbohaterskich, nawet gdy pozornie stoją w centrum fabuły, przykładem Kobieta Kot i Elektra, często okazują się postaciami miałkimi. Większe znaczenie ma seksowny strój niż cokolwiek innego. A gdy na marginesie męskocentrycznych "Avengersów" pojawia się Czarna Wdowa (lub analogicznie Storm w serii "X-Men") - postać pełnowymiarowa, ciekawa i niezaprzeczalnie przy tym seksowna, to twórcy nie decydują się, by wprowadzić na ekrany osobne tytuły, skoncentrowane na ich losach (a mają je Iron Man, Thor czy Wolverine). Najwyraźniej nie wierzą jeszcze, że filmy z kobiecymi superbohaterkami obronią się rynkowo.

Zmiany w przemyśle filmowym

Jednak coś już drgnęło i miejmy nadzieję, że nadciąga prawdziwa rewolucja. Popularność (i dochody) "Igrzysk śmierci" czy "Mad Maxa" z Furiosą w roli głównej oraz zapowiedzi filmów o kobiecych superbohaterkach, to jedno. Drugim obiecującym zwiastunem zmian w podejściu do przedstawiania kobiecych postaci są tegoroczne seriale: "Jessica Jones" Netfliksa i "Supergirl" stacji CBS. Oba przełamują schemat w pokazywaniu superbohaterek, jako seksualnych obiektów, koncentrując się na wewnętrznych napięciach postaci. Zwłaszcza "Jessica Jones" wymyka się konwencji, a jej skomplikowana, tocząca walkę ze swoimi słabościami, targana wyrzutami sumienia, a przy tym absolutnie niezależna i odważna bohaterka, to jedna z najmocniejszych kobiecych figur w popkulturze ostatnich lat. Równać się z nią pod względem wrażenia, jakie robi na widzach, może chyba tylko Claire Underwood z "House of Cards" (Netflix ma wiele zasług, jeśli chodzi o wyraziste postaci kobiece - bez dwóch zdań!). Oby z każdym rokiem przybywało kobiecych postaci, które wyszły z ekranu i stanowią jasny punkt odniesienia. Jak Batman, Superman czy Han Solo.


Katniss Everdeen z "Igrzysk śmierci". (Fot. mat. pras.)

Ciekawe zjawiska, nietypowe akcje, rzeczy które nas oburzają, zadziwiają, ale i rozśmieszają - zapraszamy do czytania najlepszych tekstów na ten temat na Polki.pl