Matka i syn na łące fot. Fotolia

Krystyna Mirek: O miłości, która jest za duża. Dlaczego matka powinna w pewnym momencie wycofać się z życia syna?

Znam wielu takich mężczyzn. Mają już czterdzieści, czasem więcej lat. Już się nie szarpią na uwięzi, mówią, że lubią mieszkać z mamą. Kiedy zakładają rodziny, zawsze w związku jest trzecia osoba. Teściowa. Opieka nad dziećmi to naturalny odruch dla wielu kobiet. Pozwólmy jednak synom odejść wolno. Mają do tego prawo.
Krystyna Mirek / 03.03.2017 13:51
Matka i syn na łące fot. Fotolia

Trzy lata temu robiłam zakupy w pewnym sklepie. Prowadzony był przez bardzo przystojnego młodego mężczyznę, a należał do jego mamy. Taki rodzinny biznes. Młody sprzedawca robił duże wrażenie na klientkach. Był nie tylko bardzo atrakcyjny fizyczne, ale też uprzejmy i serdeczny. Mama obserwowała go zza lady czujnie i z wyraźną dumą. Pomyślałam wtedy, że niedługo jakaś szczęśliwa dziewczyna znajdzie ten męski skarb niczym diament w zwykłej kaszy i stworzą razem związek, o jakich pisze się w powieściach.

Macierzyństwo to nie jest zajęcie dla jednej osoby. Dlaczego?

Towar sprzedawany w tym sklepie był tak dobrej jakości, że wróciłam tam dopiero niedawno, po trzech latach. Pozornie nic się nie zmieniło. Mężczyzna nadal obsługiwał, a mama nie spuszczała z niego wzroku. Wciąż nie miał obrączki na palcu. Za to zaszła w nim inna zmiana. Jakby się przygarbił, ramiona mu się zaokrągliły, choć jednocześnie nieco schudł, a w dresowych spodniach i chusteczką w ręku z ruchów zaczął mi przypominać mojego trzyletniego synka. I wtedy wszystko stało się jasne. Spojrzałam na niego ze współczuciem. Być może jeszcze się kiedyś wyzwoli, odrodzi, ale na razie matka wchłonęła jego życie, osobowość i cechy, do tego stopnia, że ten postawny, pozornie silny mężczyzna prawie zniknął. Zdziecinniał, cofnął się w naturalnym rozwoju.

To niestety częste zjawisko. Zaczyna się niewinnie. Zawsze od nieszczęśliwego małżeństwa lub związku. Z jakiegoś powodu między dwojgiem kiedyś kochających się ludzi przestaje się układać, coraz bardziej od siebie oddalają. Kobieta jest pełna poczucia krzywdy, samotna, z listą wielu niezaspokojonych potrzeb i zawiedzionych nadziei. Nie pomagają starania, kłótnie, ciche dni. I wtedy pojawia się dziecko. Synek. Jest piękny i absolutnie doskonały, choć należy do męskiego rodu, o którym kobieta nie ma najlepszego zdania. Zajmuje się opieką nad dzieckiem całymi dniami, noworodek przecież tego wymaga. Z czasem okazuje się, jaka to piękna przygoda. Synek nie jest taki jak mąż. Zawsze chętnie się przytula, prawi mamie komplementy, ledwo zacznie składać słowa. Przynosi w małych rączkach pierwsze bukiety. Zawsze chce z nią być. Jest najważniejsza.

Rodzic made in Facebook, czyli pokaż mi swojego fejsa, a powiem ci jakim rodzicem jesteś.

Na co mi mąż – myśli rozżalona kobieta, albo nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, że część swoich oczekiwań wobec męża ceduje na dziecko. To ono dostarcza jej czułości, wypełnia wieczory, a z czasem staje się także powiernikiem, obrońcą i dumą. Jeśli jeszcze zostają jakieś niezaspokojone potrzeby, to są przecież przyjaciółki, Internet, książki, mama.

Czasem tak się zdarza w wielkich firmach, że po zwolnieniu jakiegoś pracownika jego obowiązki rozkłada się po troszkę na pozostałych, tak że etat zupełnie zanika. Tak bywa i w związkach. Dwoje ludzi jest pozornie razem, ale już o siebie nie walczą. Zmęczyli się i tylko mieszkają obok siebie. Potrzebę bliskości, wspólnego życia, pasji, zrozumienia, dumy z bliskich zaspokajają gdzie indziej. Czasem dla matki takim zastępczym środkiem staje się syn.

Początkowo dziecku to służy. Jest kochane, zadbane, dopieszczone. Z czasem jednak zaczyna się dusić, wewnętrznie usychać. Każda próba uwolnienia się, rozpoczęcia własnego życia, kończy się u matki atakiem paniki. Bo ona nic więcej nie ma. Tylko swoje dziecko. Żadnej pasji, prawdziwej miłości do innego mężczyzny, a przede wszystkim zdrowego poczucia własnej wartości. Wszystko scedowała na dziecko i ono się zwykle łamie pod takim ciężarem.

Co zrobić na urlopie macierzyńskim, żeby twój mózg nie zardzewiał wśród kaszy i pieluch?

Znam wielu takich mężczyzn. Mają już czterdzieści, czasem więcej lat. Już się nie szarpią na uwięzi, mówią, że lubią mieszkać z mamą. Kiedy zakładają rodziny, zawsze w związku jest trzecia osoba. Teściowa.
To bardzo trudny temat. Czasem granica pomiędzy troską, a krzywdą jest dla niektórych trudno zauważalna. Opieka nad dziećmi to naturalny odruch dla wielu kobiet, ale, proszę, nie zapominajmy, że jesteśmy odpowiedzialne przede wszystkim za siebie. Za własne życie, związek, małżeństwo, zdrowie, rozwój. Pozwólmy innym odejść wolno. Mają do tego prawo.

Wszystkie felietony Krystyny Mirek - polecamy!

Polecamy także fanpage pisarki na Facebooku.

Najnowsza książka Krystyny Mirek „Saga rodu Cantendorfów. Tom 1. Tajemnica zamku” już w sprzedaży! 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/06.03.2017 13:39
Po kilkukrotnym przeczytaniu tekstu z bólem serca musiałam stwierdzić, ze opis idealnie pasuje do mojej mamy. W pewnym momencie "rozsądna" opieka zmieniła się w nadopiekuńczość.