Ile naprawdę kosztuje wychowanie dziecka? Zdradza matka czwórki - Krystyna Mirek

Co jakiś czas przez Internet przetacza się burza, bo specjaliści obliczają, ile kosztuje wychowanie dziecka, od narodzin do pełnoletności lub co jeszcze bardziej kosztowne do ukończenia studiów. Pamiętam dokładnie swój szok, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam takie obliczenia na zebraniu dla rodziców w szkole. Padła kwota: 700 tysięcy złotych.
Ile naprawdę kosztuje wychowanie dziecka? Zdradza matka czwórki - Krystyna Mirek fot. Fotolia

Aż 700 tysięcy?! Przejrzenie sieci dzisiaj dało podobne wyniki. Niektórzy szacują troszkę skromniej: około 500 tysięcy złotych, ale w jednym są zgodni. Wychowanie dziecka to koszt wybudowania jednego domu.

Macierzyństwo to nie jest zajęcie dla jednej osoby. Dlaczego?

Hmm…. Nie jestem specjalnie dobrym matematykiem, ale proste obliczenie dało mi następujący wynik. Jeśli wychowałam trzy córki, które są już prawie pełnoletnie, to pozbawiłam się tym samym  trzech dodatkowych domów, które, gdybym dzieci nie miała, stałyby obecnie w moim ogródku. A od niedawna z zapałem tracę czwarty dom, wychowując z pełnym zaangażowaniem najmłodszego synka. Logicznie też wynika, że moi znajomi, którzy mają jedno dziecko, trzy zaoszczędzone domy ukrywają w ogrodzie lub mają na koncie niebagatelną kwotę miliona złotych, licząc po najniższych stawkach. W końcu zaoszczędzili, bo nie musieli inwestować w wychowanie. A już o tym, ile ma oszczędności przeciętny singiel w moim wieku, nawet lepiej nie myśleć. Sześciocyfrowe kwoty.

Oczywiście tak nie jest, a wszystkie te wyliczenia uważam za mocno naciągane. Oczywiście pieniądze są potrzebne, by wychować dziecko. Od lat na spotkaniach autorskich i warsztatach zachęcam kobiety, by zarabiały, brały los we własne ręce i podpowiadam, jak to zrobić. Sama również pracuję i godzę swoje pasje z macierzyństwem.
Ale to nie pieniądze są w wychowywaniu dzieci najważniejsze i to my w znacznym stopniu decydujemy, ile nas ta przygoda będzie kosztować. I nie namawiam tutaj nikogo do biedy, ale zdrowego rozsądku.

Rodzic made in Facebook, czyli pokaż mi swojego fejsa, a powiem ci jakim rodzicem jesteś.

Dokładnie pamiętam mój pierwszy raz w sklepie z artykułami dla dzieci. Ja w siódmym miesiącu ciąży z ręką nieustająco gładzącą  brzuch, dumny przyszły tata oraz nasze dwie pensje, po których chwilę później nie było już śladu. Na co myśmy się wtedy nie dali namówić?
Z najbardziej spektakularnych rzeczy np.  grzebień do czesania noworodka (córeczka urodziła się z główką pokrytą jasnym puchem, który przez wiele miesięcy wystarczyło pogłaskać po kąpieli, by ułożyć fryzurę), czy specjalne nożyczki, które potem przyłożone do miniaturowego paznokietka  do niczego się nie nadawały, zagraniczne oliwki pełne szkodliwych składników za to reklamowane i dość drogie. Mnóstwo ubranek, z których dziecko wyrastało tak szybko, że większości nie zdążyło założyć nawet jeden raz.

Byliśmy młodym małżeństwem na dorobku. Sprostanie tym wydatkom nie było dla nas łatwe. Ale wiadomo, dla dziecka wszystko. Rodzice są gotowi na każde poświęcenie,  by je chronić, często też już na starcie obiecujemy sobie i nienarodzonemu dziecku, że będzie mieć lepiej niż my kiedyś, że niczego jej czy jemu nie zabraknie. I stajemy się łatwym łupem dla korporacji, sprytnych sprzedawców i producentów niepotrzebnych gadżetów.

Przy najmłodszym dziecku używałam naturalnej oliwy i mąki ziemniaczanej zamiast pudru. Nigdy nie było problemów skórnych. Jest czwartym dzieckiem wychowującym się na zestawie ubrań, które z przyjaciółkami przekazujemy sobie nawzajem, a po nim rośnie na tym samym wędrującym komplecie jeszcze piąty chłopczyk i spokojnie wychowa się następny.

Co zrobić na urlopie macierzyńskim, żeby twój mózg nie zardzewiał wśród kaszy i pieluch?

Warto rozejrzeć się w okolicy lub poszukać w Internecie takich grup wzajemnego wsparcia, w innych krajach są bardzo popularne i nie jest to kwestia biedy, ale rozsądku. Małe dziecko tak szybko wyrasta, że nie zdąża niczego zniszczyć. To także ekologiczne podejście.
Jedzenie w słoiczkach jest wygodne, ale ugotowanie raz czy dwa w tygodniu pożywnej, zdrowej zupy i zamrożenie małych porcji, da się pogodzić z opieką nad maluchem. Podobnie jak osobiste starcie jabłka czy zgniecenie banana łyżeczką. Ktoś wytrwale przykręca matkom dwie lewe ręce i próbuje wmówić, że za wszystko trzeba zapłacić. Że produkt ze sklepu jest lepszy, a to nieprawda.

Niedobrze jest czynić z trzylatka gadżeciarza, który będzie czuł się gorszy, bo nie ma najnowszej reklamowanej aktualnie zabawki. Niedobrze, jeśli poczucie wartości dziecka od początku buduje się na ubrankach, butach, zabawkach, zaraz potem smartfonach, laptopach itp. Ten wyścig się nigdy nie kończy, a kiedy dzieci dorosną, płacą za gadżeciarską pogoń  bardzo wysoką cenę, w postaci czasu, zdrowia i rodzin, które tracą w pogoni za pieniędzmi na kolejne najnowsze rzeczy czy usługi. I nigdy nie są szczęśliwi ani spokojni.

Kiedy jest najlepszy czas na dziecko?

Dziecko potrzebuje zaspokojenia podstawowych potrzeb. Spokojnego, ciepłego i czystego miejsca do spania, zdrowego pożywnego jedzenia, ale przed wszystkim czasu ze strony rodziców, ich miłości. Upłynie wiele miesięcy, a nawet lat, zanim naprawdę będzie mu niezbędny własny pokój, a kolejne nim pójdzie na studia. Zdążymy to przemyśleć, zarobić, zorganizować. Nadmiar szkodzi tak samo mocno jak brak.

Pieniądze są potrzebne, by wychować dziecko. Jestem zwolenniczką angażowania rozumu w planowanie rodziny, zarabiania i godnego życia. Ale pieniądze nie są najważniejsze i nie zasługują na to, by mieć decydujący wpływ na decyzję o kolejnym dziecku.

Wszystkie felietony Krystyny Mirek - polecamy!

Najnowsza książka Krystyny Mirek „Saga rodu Cantendorfów. Tom 1. Tajemnica zamku” już w sprzedaży! 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/rok temu
Sensowny artykul i zadajacy klam krzykom tych wszystkich rodzicow (zwlaszcza matek), ze nalezy im sie wiecej, bo wychowuja dzieci. Nieprawda. We wszystkim, w tym, w wychowaniu dzieci nalezy kierowac sie rozumem, a nie pretensjami, chciwoscia i roszczeniami. Tak, dziecko potrzebuje milosci, ciepla, jedzenia, sensownego zaplanowania jego przyszlosci. Ale dziecko powinno rowniez byc wychowywane w poszanowaniu etosu pracy, samo powinno we wlasciwym wieku zaczac zarabiac zeby zrozumialo czym jest praca. jak ktos chce wydawac iepotrzebnie pieniadze i zadreczac sie, ze jeszcz enie wydal na swoje dziecko domu z ogrodkiem, to jego sprawa. Ale niech nie dziwi sie pozniej, ze dzieciak jest niezdatny do zycia, roszczeniowy. Poza tym to w Polsce rodzice nie maja az tak bardzo zle - darmowa edukacja, darmowa sluzba zdrowia, ulgi komunikacyjne, wspolne rozliczanie sie z podatkow. Nie narzekajcie wiec. A jak nie chcecie dzieci, to ich nie robcie - w USA posiadanie dziecka to prywatna sprawa kazdego czlowieka i tak powinno byc.