Na miejscu Renaty…

Na miejscu Renaty
Wychowując dzieci, chcemy dla nich jak najlepiej. Ale czy nasza miłość nie jest zbyt zaborcza, jeśli chodzi o wybieranie przyjaciół naszym dzieciom. Przecież dzieci mają prawo do zabawy. Renata nie jest o tym do końca przekonana.
/ 18.08.2009 13:22
Na miejscu Renaty
Renata patrzyła oszołomiona. Jeszcze nigdy nie widziała tak rozpuszczonego dziecka. Jej córki są owszem żywe i otwarte na ludzi, ale bardzo rzadko zdarza im się przekroczyć zaczarowaną granicę dobrego wychowania. No, może młodszej Basi częściej, ale starsza Krysia to uosobienie elegancji i siła spokoju. Tymczasem pięcioletnia Wiola, rówieśnica Basi od wejścia do ich domu zachowywała się skandalicznie. Wyrzucała zabawki, pluła na podłogę, przeklinała, co chwilę wrzeszczała bez powodu. Nie docierało do niej nic. Ani karcące spojrzenia Renaty, ani prośby siedmioletniej Krysi, która nawet chciała się poświęcić i zaczęła młodszym dziewczynkom organizować zabawę.
Najgorzej było w czasie posiłku. Wiola leżała na stole i grzebała ręką w talerzu. Od czasu do czasu wrzeszczała, że tego nie lubi, a tamto to świństwo.
Gdy mała zaczęła się brać za odsuwanie mebli w pokoju, Renata podniosła głos.
- Nie krzycz na mnie, bo powiem tacie i on cię opie… - rzuciła w stronę Renaty.
Krysia przyszła do kuchni i swoim poważnym głosem powiedziała:
- Nie mam zamiaru się z nimi bawić. Ta mała jest źle wychowana, a nasza Baśka patrzy na nią i jak głupia małpuje. Mamo, zrób coś.

Renata była bezsilna. Basia zaprosiła koleżankę z przedszkola na popołudnie do ich domu, Wiola była u nich pierwszy raz i ona naprawdę nie wiedziała, co ma zrobić, jak zareagować. Zaczęła więc dość stanowczo zwracać uwagę Basi, ale ona coraz bardziej się nakręcała. Gdy z dumą napluła na podłogę, Renata podała jej szmatkę, wodę i poprosiła o wytarcie.
- Co ty głupia – krzyknęła Wiolka – niech mama to zrobi. Dzieci nie są od sprzątania.
Basia na szczęście nie posłuchała i porządnie wytarła podłogę.
Nie pozostało nic innego jak czekać na mamę dziewczynki. Zjawiła się z godzinnym opóźnieniem. Nie przeprosiła, nie wyjaśniła, po prostu się rozsiadła. Jak na pierwszą wizytę, to zachowywała się dość swobodnie. Renata podała herbatę, oczywiście czerwoną, bo pani zaznaczyła, że innej nie pija, a później zaczął się długi monolog przerywany od czasu do czasu pytaniami gospodarzy domu. Pani opowiadała o sobie, o pracy męża, o tym, dlaczego nie lubi mieszkać na wsi, i dlaczego nigdy nie wyśle dziecka do szkoły w mieście. Opowiedziała też swoją historię przeprowadzki z miasta na wieś. Od czasu do czasu wymieniała telefoniczne uwagi z mężem, który akurat z grupą kolegów bawił na męskich wczasach. Wiola natomiast szalała, rozstawiała meble, przewracała krzesła i nieustannie pluła na podłogę. Matka patrzyła na swoją córeczkę jakby stała za zaczarowaną szybą. Niczego nie widziała, nic nie słyszała.  Było fajnie, bo panie świetnie się bawiły, a gospodarze taktownie się zachowywali. Po prostu miła dalekosąsiedzka atmosfera.
W pewnej chwili Renata dyskretnie spojrzała na zegarek i poprosiła starszą córkę, aby wskoczyła do wanny, bo jutro jak zwykle musi wcześnie wstać. Niezrażona niczym mama Wioli zapytała;
- To gdzie Krysia chodzi do szkoły?
- W mieście.
- No widzi pani, gdyby tu blisko, to nie musiałaby już iść spać.
- Ależ musiałaby, zbliża się dwudziesta druga.
- Aleśmy się zasiedziały.
Po wyjściu gości spojrzałam na Renatę i powiedziałam.
- Ależ te nasze dziewczyny są fajne.
- Szkoda tylko, że Basia tak lubi naśladować inne koleżanki.
- Myślę, że jej to bardzo zaimponowało. Miała coś, czego nie ma w domu. No, ale dość gadania, zabierzmy się za sprzątanie.

Nazajutrz Wiola podeszła do Renaty w przedszkolu i zapytała czy Basia może dzisiaj do niej przyjść. Renata się nie zgodziła. Na pytanie, czy w takim razie ona może odwiedzić Basię, też nie uzyskała oczekiwanej odpowiedzi.
Renata nie miała ochoty na tę znajomość. Bała się, że wpływowa Baśka zabierze od Wioli wszystko, co najgorsze. Przecież i tak mała od czasu do czasu pokazywała rogi. Poza tym ma tyle koleżanek, koleżanek, z  którymi się spotyka, ma fajnych sąsiadów, ma wreszcie sympatyczne kuzynki. Czy potrzebny jej taki wcielony szatan.
Przez kilka dni dzieci namawiały Renatę na spotkanie, ale ona co rusz wymyślała jakieś powody. Miała jednak wyrzuty sumienia. Przecież mała nie jest winna, ona tylko tak została wychowana. A może powinnam – zastanawiała się – pogadać z jej matką? Ale przecież ja jej w ogóle nie znam, a Basia już od września idzie do zerówki w szkole. Czy warto? Nie wiem, naprawdę nie wiem. A jeśli to dziecięca przyjaźń? Będę miała wyrzuty sumienia.

Ty również możesz napisać o swoim problemie! My to opublikujemy i zrobimy sondę! Włącz się do akcji "Na Twoim miejscu"

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

Redakcja poleca

REKLAMA