Rozmowa z Cezarym Żakiem

Nie pojawia się pan na bankietach. Nie chce pan należeć do tzw. warszawki? Nie mam czasu na bywanie na bankietach. Ale to nie jest tak, że w ogóle nie bywam. Pojawiam się od czasu do czasu na jakichś wyjątkowych przyjęciach.
/ 24.10.2009 22:27
Nie pojawia się pan na bankietach. Nie chce pan należeć do tzw. warszawki?
Nie mam czasu na bywanie na bankietach. Ale to nie jest tak, że w ogóle nie bywam.
Pojawiam się od czasu do czasu na jakichś wyjątkowych przyjęciach.


Wyjątkowych, czyli jakich?

Bardzo kuszą mnie te, na których serwowane są owoce morza i dobre cygara. To takie dwie moje słabości, którym nie potrafię się oprzeć.

Na takich przyjęciach czuje się pan, jak gwiazda?
Nie przesadzałbym z tym określeniem. Jestem popularny i już.

Rozmowa z Cezarym Żakiem

Lubi pan ten moment, kiedy pojawia się w miejscu publicznym i jest proszony o autograf, zaczepiany?
Pewnie, że tak i nie wierzę tym, którzy mówią, że jest inaczej. Popularność jest piękna i każdy, kto pojawia się na scenie czy ekranie chce być rozpoznawany i zaczepiany.

Popularność przyszła do panna dosyć późno.
Tak, dlatego nie zachłysnąłem się tym, nie zwariowałem ani oszalałem i nie zmieniło się moje postrzegania świata. Przyjąłem to - myślę - godnie i spokojnie, bo wiem, że podstawą jest pokora. Poznałem smak chałtur, długiego czekania na propozycje, smak ciężkiej pracy i braku pieniędzy. Ale nawet w takich trudnych chwilach nie załamywałem rąk, tylko szedłem dalej. Wiedziałem, że kiedyś to się zmieni. Zawsze byłem przekonany, że wraz z żoną Kasią poradzimy sobie i wyjdziemy na prostą.

Wraz z sukcesem przychodzą pieniądze?
Tak, ten zawód ma to do siebie, że na szczęście się to łączy.

Stać pana na to, aby spełniać zachcianki najbliższych i swoje?
Tak, pod tym względem nie mogę narzekać i chyba mogę powiedzieć, że poznałem smak szczęścia. Mogę spełniać swoje marzenia o podróżach i w miarę wygodnym życiu, ale jest jeszcze jedno marzenie, które chciałbym także spełnić.

Zdradzi pan?
Tak, to dom nad brzegiem morza... Śniadanie z widokiem na morze... Taras, na którym mogę usiąść, zapalić cygaro... Mam nadzieję, że kiedyś tak właśnie będzie.

Lubi pan wydawać pieniądze?

Pewnie, że lubię. Pieniądze dają wolność i człowiek czasami się zapomina, ale wszystko jest w granicach przyzwoitości. Jeśli już coś kupuję, to wolę zapłacić więcej i mieć w dobrym gatunku, niż za chwilę kupować coś nowego. Lubię mieć dobry samochód i wygodne buty.

A zakupy dla żony?
Jak najbardziej! Jestem zwolennikiem obdarowywania kobiet prezentami, i to bez okazji.

No właśnie, te kobiety...
Są wspaniałe. W domu mam trzy i jestem szczęśliwy.

Ma pan dwie córki. Udziela im pan rad?
Nie udzielam rad, tylko tłumaczę dziewczynom, że nauka naprawdę nie idzie w las i warto czasami posiedzieć nad książką. Oboje z żoną mamy świetny kontakt z córkami. Rozmawiamy z nimi o wszystkim i to uważam za nasz wielki sukces wychowawczy.

A jaki moment w wychowywaniu córek był najtrudniejszy?

Chyba, kiedy po raz pierwszy zostałem sam z maleńką Olą. Nie bardzo wiedziałem, jak sobie radzić z przewijaniem... Ale dałem radę.

Dużo czasu pan im poświęcał?
No, niestety, po pierwsze nie bardzo miałem czas, a po drugie, nie potrafiłem się bawić w ustawienie klocków. Nie było to moją mocną stroną.

Dzisiaj, kiedy córki są już duże - oceniają pana pracę?
Tak, i nawet są krytyczne, ale mój egoizm sprawia, że wiem swoje.

Krótko trzyma pan córki?

To domena żony. Ja często im odpuszczam.

mwmedia

Redakcja poleca

REKLAMA