„Ogromne okna” – trzecia część „Serii Niefortunnych Zdarzeń”

W trzeciej części "Serii Niefortunnych Zdarzeń" dzieci trafiają do domu ciotki Józefiny nad Jeziorem Łzawym. I być może, pomimo zimnych posiłków, byłby to całkiem znośny dom, gdyby…. No właśnie, gdyby ich tropem nie podążał okrutny Hrabia Olaf, który nie spocznie dopóki nie zagarnie majątku sierot. A ponieważ Hrabia Olaf jest równie podstępny, co okrutny, niefortunne zdarzenia spadają na dzieci jedno po drugim. Nie obywa się niestety bez ofiar.

To, co mnie uderza we wszystkich częściach „Serii Niefortunnych Zdarzeń” to niesamowity kontrast pomiędzy postawą życiową dzieci, a postawą życiową dorosłych.

Przyjrzyjmy się osobom dorosłym w "Serii Niefortunnych Zdarzeń"

Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście chciwy Hrabia Olaf i jego kompania. Człowiek ten skupiony jest na jednym celu: wydrzeć majątek sierotom Baudelaire i aby zrealizować swój cel nie cofnie się przed żadnym podstępem, jaki przyjdzie mu do głowy. Drugą osobą, która przewija się przez wszystkie księgi jest Pan Poe – bankier zajmujący się majątkiem dzieci. W gruncie rzeczy jest dobrym człowiekiem, ale jest tak zapatrzony w swoją pracę, że traci wszelką pewność siebie, gdy tylko podniesie wzrok znad finansowych ksiąg.

Marcelino, skrajnie niedożywiony chłopiec, potrzebuje twojej pomocy!

Dlatego nie dziwi nas, że nie umie słuchać dzieci i mimo najszczerszych chęci, a jest to w zasadzie jedyny oręż jakim dysponuje, nie potrafi należycie zadbać o bezpieczeństwo swoich podopiecznych.

Nawet ciotka Józefina, którą spotykamy w części trzeciej, z jednej strony ma gołębie serce, z drugiej tak bardzo wszystkiego się boi, że nie przyrządza nawet gorących posiłków, bo uważa, że kuchenka gazowa wybuchnie zaraz po jej włączeniu.

Polecamy: Fobie dzieci i młodzieży

Dzieci kontra dorośli w "Serii Niefortunnych Zdarzeń"

Na tle tej plejady dorosłych, postawa życiowa sierot Baudelaire jest niemal heroiczna. Pomimo tego, że ze wszystkimi niebezpieczeństwami muszą sobie radzić same, nigdy się nie poddają i pomimo beznadziejności sytuacji walczą do samego końca.

A gdy już mogą nieco odetchnąć, czują się prawdziwymi szczęściarzami: „Bo skoro jednak się żyje, to może znaczy, że miało się ekstremalne szczęście”.

Oj, gorzka i ironiczna pigułka do przełknięcia dla dorosłego czytelnika. Czytając takie zdania, zawsze zastanawiam się, czy, jako człowiek dorosły, jestem dostatecznie mocną podporą dla swoich najbliższych. 

Czytaj także: Bezpieczne zabawki

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)