Kocham synka, ale tęsknię za... sobą. Stałam się matką kwoką, sama nie wiem kiedy!

Droga matko, uwierz, że jesteś wystarczająco dobra! Dlaczego boimy się prosić o wsparcie?

/ 3 miesiące temu
Kocham synka, ale tęsknię za... sobą. Stałam się matką kwoką, sama nie wiem kiedy! fot. Fotolia

Od zawsze podchodziłam do życia zadaniowo. Już jako mała dziewczynka uwielbiałam ład i porządek. W wieku czternastu lat miałam zaplanowane całe życie. Zrealizowałam swój plan. Wiedziałam, że będę główną księgową w dużej firmie. Przed trzydziestką miałam wyjść za mąż i urodzić dziecko. Gdzie pracuję? Oczywiście, w międzynarodowej korporacji. Skończyłam finanse i rachunkowość. Moja mama, kiedy jeszcze byłam w liceum, często śmiała się ze mnie. Zwykła mawiać:
– Dziecko, sama się wykończysz tymi zadaniami na przyszłość!
– Lubię mieć wszystko zaplanowane – wzruszałam ramionami.
Wyprowadzkę do innego miasta również zaplanowałam. Chciałam być samodzielna, a bezpieczny dystans pięćdziesięciu kilometrów, dzielący mnie od rodzinnego domu, w zupełności mi wystarczał. Doskonale płatna praca, mieszkanie, mąż, dziecko – dokładnie w tej kolejności. Termin porodu miałam wyznaczony na miesiąc przed trzydziestymi urodzinami. Czułam się bezpiecznie w tych schematach.

Mój perfekcyjny plan wziął w łeb!

Pierwsze oznaki kryzysu pojawiły się już po powrocie ze szpitala. Mój nowo narodzony synek miał spać, jeść, i znów spać, i znów jeść, a ja w tak zwanym międzyczasie miałam dbać o dom, gotować, prać i jeszcze czytać książki, w końcu musiałam być na bieżąco. A Franek nie chciał przestać płakać. Odłożony do łóżeczka niemal natychmiast się budził, a dwudziestominutowe drzemki urządzał sobie tylko z piersią w buzi.
– Spokojnie, ja się wszystkim zajmę – uspokajał mnie mąż, ale kiedy po raz kolejny posłałam mu mordercze spojrzenie, szybko wycofał się z pola bitwy.
– Do jasnej cholery, Paweł, nie wtrącaj się! Nie potrzebuję twojej pomocy. Doskonale daję sobie radę.

Rodzice mają dobę na pożegnanie się z dzieckiem. Sąd zdecydował o jego śmierci

Paweł próbował nawiązać więź z dzieckiem, ale ja sukcesywnie na to nie pozwalałam. Nie chciałam, aby mnie wyręczał i wstawał do małego w nocy. Bo po co? Przecież to ja byłam matką i to ja wiedziałam, co jest dla dziecka najlepsze. Kiedy Franuś płakał nocami, ja wyłam razem z nim. Tak bardzo chciałam choć na chwilę zamknąć oczy, złapać kilka godzin nieprzerwanego snu, ale w życiu nie powiedziałabym tego głośno. Perfekcyjne kobiety radzą sobie perfekcyjnie i nie potrzebują pomocy, ot co!
– On już chyba nie jest głodny – zasugerował nieśmiało Paweł, kiedy po raz kolejny próbowałam wepchnąć do buzi synka brodawkę nabrzmiałej od mleka piersi. – Połóż się, ja go ponoszę.
Skapitulowałam.
– W porządku. W takim razie pójdę rozwiesić pranie.
Spojrzał na mnie jak na wariatkę.
– Teraz? Przecież jest druga w nocy!
– Ale nie zdążyłam tego zrobić w dzień – burknęłam ze złością.
– Zrobisz to rano.
– Oszalałeś?! Żeby pranie zgniło w pralce?!

Bardzo kochałam Franka, ale coraz częściej zaczynałam myśleć, że... wolałam swoje dawne życie.

Mijały tygodnie, Paweł po urlopie tacierzyńskim wrócił do pracy. Każde nieumyte naczynie i niewstawione pranie powodowało u mnie wyrzuty sumienia, a nieprzeczytana książka przypominała o dawnym życiu, w którym miałam czas i na literaturę, i na kino, i na teatr. Bardzo kochałam Franka, ale coraz częściej zaczynałam myśleć, że... wolałam swoje dawne życie. Nagle przestałam być wziętą księgową, kobietą sukcesu i stałam się stereotypową matką kwoką, która nie ma czasu na zrobienie makijażu i chodzi z przetłuszczonymi włosami. Inaczej wyobrażałam sobie moje macierzyństwo. A tymczasem była to pierwsza rzecz, która... mi w życiu nie wyszła. Ten mały człowiek wywrócił moją codzienność do góry nogami, a ja mogłam się temu tylko biernie przyglądać. Tak bardzo chciałam odzyskać mój perfekcyjny ład, że powoli zaczynałam już wariować.

Młoda matka zostawiła dwie córeczki w samochodzie i poszła imprezować. Dzieci zmarły

Nigdy nie zapomnę dnia, w którym zasnęłam, a Franek, sobie tylko znanym sposobem, wyswobodził się z leżaka i upadł na podłogę. Obudził mnie płacz przerażonego niemowlaka. Chwilę później się uspokoił, ale ja nie mogłam dojść do siebie. Dziecko spało już słodko, a ja wyłam z rozpaczy.
– Mogłam ci zrobić krzywdę
– szlochałam. – Jestem beznadziejną matką.
W swoim dążeniu do perfekcjonizmu ubzdurałam sobie w głowie, że nie powinnam spać. Matka powinna być przezorna, powinna przez cały czas czuwać nad bezpieczeństwem dziecka. Kto wie czy bym wówczas nie oszalała, gdyby do akcji nie wkroczyła moja mama, zaalarmowana przez Pawła. Przyjechała i oznajmiła, że zostaje u nas na kilka tygodni.
– Jak to? – zbladłam.
Obecność matki kłóciła się z obrazem perfekcyjnej pani domu.
– Postanowiłam ci pomóc. Może zaczniemy od tego, że pójdziesz na górę i w końcu się wyśpisz, a ja wybiorę się na spacer z Frankiem?

Wiem, że przez najbliższe miesiące czasem nie będziesz mogła trafić sobie palcem do tyłka, ale każda z nas to przechodziła. Masz mnie, Pawła, pozwól sobie pomóc.

Wstydziłam się przyznać, że potrzebuję wsparcia

Zaczęłam protestować, ale mama wepchnęła mnie siłą do sypialni. Byłam tak padnięta, że zasnęłam niemal natychmiast i przespałam pięć godzin. Kiedy zeszłam na dół, już zmierzchało, a Franek spał w najlepsze w swoim łóżku.
– Nie odciągnęłam dla małego mleka! Pewnie jest głodny! – zawyłam z przerażeniem, czym obudziłam dziecko.
– Wysłałam Pawła do sklepu po mleko modyfikowane – skwitowała moja mama, biorąc na ręce Franka.
– Po mleko modyfikowane?
– zbladłam. – Ale... dzieci do szóstego miesiąca życia powinny być karmione wyłącznie piersią...
– Widzisz, jaki jest zadowolony?
– Rzeczywiście, Franio uśmiechał się od ucha do ucha. – Nic mu się nie stanie, jeśli raz na jakiś czas dostanie od babci czy taty mleko modyfikowane, a mama się wyśpi.
– Ale... ja chciałam karmić piersią... ja... – próbowałam jeszcze, ale słabłam w wyniku oporu mojej mamy.
– Ja wiem, co się tutaj dzieje. Znam cię doskonale!
– O co ci chodzi?
– O co mi chodzi? O ciebie mi chodzi, twojego męża i twojego syna! Dlaczego nie dopuszczasz Pawła do dziecka? Dlaczego chcesz wypełniać wszystkie obowiązki domowe sama? – zaatakowała niespodziewanie.
– Jestem mamą Franka i...
– Nadal jesteś kobietą! Wiem, że przez najbliższe miesiące czasem nie będziesz mogła trafić sobie palcem do tyłka, ale każda z nas to przechodziła. Masz mnie, Pawła, pozwól sobie pomóc. Zdaję sobie sprawę z tego, że ciężko jest ci się odnaleźć w nowej sytuacji, zwłaszcza że dotychczas wszystko ci się w życiu udawało, ale macierzyństwo ma to do siebie, że nie zaplanujesz go co do sekundy. Nie wpiszesz dziecka w utarte schematy, bo ono sobie po prostu na to nie pozwoli.

W końcu nauczyłam się, jak nie być perfekcyjną, i jestem szczęśliwa

Słowa mamy docierały do mnie stopniowo. Wiedziałam, że ma rację, ale... Tak chciałam być doskonała! Jej obecność była mi mocno nie na rękę, bo musiałam się przyznać do tego, jak bardzo jest mi niezbędna.
Franek po pierwszym, najcięższym miesiącu jakby dał się spacyfikować, ale ja nadal nie mogłam wrócić do dawnych przyzwyczajeń. W końcu jednak zaczęłam dostrzegać światełko w tunelu. Kiedyś uciekłam od rodziców, bo chciałam być perfekcyjna w każdym calu. Do wszystkiego doszłam sama. Jednak obecność mamy w tych pierwszych tygodniach po porodzie uratowała mi życie. Tak, tak, wiem, jak to zabrzmi. Ale gdyby nie ona, chyba nigdy nie zrozumiałabym, że nie muszę być doskonała, bo dla Franka i tak jestem najlepsza pod słońcem. Mama pomogła mi ogarnąć dom i przede wszystkim siebie w tych najtrudniejszych miesiącach. Łagodniejszym okiem patrzę na brudną podłogę, nie wściekam się już, kiedy w łazience piętrzy się stos prania. Niedługo kończy mi się urlop macierzyński i wcale nie jestem taka pewna, czy chcę wrócić do pracy, czy może jednak odpuszczę sobie wyścig szczurów w korporacji i przez najbliższe lata poświęcę się dziecku. W końcu nauczyłam się, jak nie być perfekcyjną, i jestem szczęśliwa.

Przez dwa lata ukrywałam związek, bo wiedziałam, że moi rodzice nigdy nie zaakceptują "czarnego zięcia". Wolą się mnie wyrzec

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/3 miesiące temu
Dziecko to nie jest zegar i nie będzie chodzić tak jak go ustawisz...może mogłaś sobie kupić lalkę przynajmniej grało by według twoich zasad! dobrze,że chociaż zrozumiałaś to co zrobiłaś...życie potrafi zaskoczy,a ty takim tokiem myślenia jak kiedyś naprawdę byś oszalała! To żaden wstyd prosić o pomoc,przecież każdy jej potrzebuje...Życzę powodzenia!