POLECAMY

LIST OD CZYTELNICZKI „Tak, jestem kochanką żonatego faceta. I nie - nie rozumiem, dlaczego mnie się oskarża o rozbijanie związku”

„Byłam kochanką żonatego. To moja wina? Czy może jego, że oszukiwał? Albo żony, która chciała wierzyć we wszystko, co mówi?”. LIST DO REDAKCJI

Listy od Czytelniczek / 3 miesiące temu
LIST OD CZYTELNICZKI „Tak, jestem kochanką żonatego faceta. I nie - nie rozumiem, dlaczego mnie się oskarża o rozbijanie związku” fot. Fotolia

Dlaczego zawsze oskarża się tą trzecią? Traktuje ją jak bezwzględną sukę, która zarzuca sidła na mężczyznę? A jeśli to on zarzucił sidła? I dopiero po trzech miesiącach okazało się, że ma żonę, a ja już byłam zakochana po uszy?

Scenariusz banalny. Ja lat 26. On 16 więcej. Portal randkowy. Napisałam: „szukam fajnego faceta do zabawy”. Bo nie szukałam związku, tylko odskoczni po związku. Odezwał się on. Kilka tygodni pisania. Nie pytałam, czy ma żonę. Mam 26 lat, wciąż jestem idealistką. Przecież zdrada to zło. Kochający ludzie nie zdradzają.

Mam przepraszać, że nie pytam mężczyzny, czy ma żonę? Czy może on ma przepraszać, że nie powiedział, że ma żonę? Haloooo?

Spotkaliśmy się w knajpie, na wódkę. Od razu poleciliśmy „na ostro”. Chciałam tak. Byłam zła na mężczyzn. Ukochany zostawił mnie kilka miesięcy przed ślubem. Był moim pierwszym kochankiem, ufałam mu, myślałam, że się razem zestarzejemy. Mam 26 lat, jestem (byłam?) idealistką.

Picie wódki było fajne, rozmawialiśmy o życiu. Ale też zajmowaliśmy się tym, co ludzie robią na pierwszych randkach. Flirtowaliśmy. Ja popisywałam się, jakiej fajnej muzyki słucham, jakie mądre książki rozumiem. On przedstawiał się jako ambitny człowiek sukcesu. Czy ludzie właśnie tego nie robią na każdej randce? Plus słuchałam rad mojej mamy i babci: ”nie pytaj, nie naciskaj, nie bądź wścibska”.

"Za miesiąc mój ślub, ale ja kocham innego". Przeczytaj historię kobiety, która boi się podjąć wiążącą decyzję...

Czy przyszło mi do głowy, że ten przystojny, starszy facet co wieczór kładzie się u boku żony? Nie, nigdy. Myślałam, że jest po rozwodzie. Później Piotr (tak go nazwijmy) wynajął pokój w hotelu, zapłacił. Faceci w moim wieku naprawdę rzadko teraz płacą. I seks… był boski. Mówił, że jestem młodością i energią, której mu brakuje. Ja byłam zachwycona, bo był milion razy bardziej doświadczony niż mój eks. Miałam orgazm za orgazmem. Tak, wiem, może banał. Spędziliśmy razem całą noc. I kolejny dzień. Co powiedział żonie? Nie wiem. Ale mam za to przepraszać?

Pisał codziennie, od rana do wieczora. O tym, co je, co robi, jak spał, gdzie miał spotkania, jak na zebraniu. Przez kolejne tygodnie stawał się mi bliższy i bliższy. To on chciał spotkań, ja tłumaczyłam, że mogę tylko w weekendy, bo w ciągu tygodnia praca, opieka nad babcią, przyjaciółki.

Więc aranżował weekendy. Londyn, Paryż, Bukowina Tatrzańska, Kazimierz, Wałbrzych. I moje mieszkanie. Po dwóch miesiącach powiedziałam: „To może teraz u ciebie?”. Byłam już zakochana, zaangażowana, chciałam więcej.

Uniknął tematu, potem napisał maila, że jest żona, ale ze sobą nie sypiają. Że kryzys i rozstanie w toku.

To ja mam za to przepraszać? Że snuł historie, których nie ma?

Kolejne pół roku romansu. Tak, tu już byłam słaba. Ale w końcu byłam młoda, moi rodzice od lat są razem. Dlaczego miałabym mu nie wierzyć? Przecież twierdził, że odejdzie od żony, że jej nie kocha.

A potem ona zadzwoniła, bo znalazła naszą korespondencję. Umówiłam się z nią na kawę, bo byłam pewna, że powie mi, że wie, że on mnie kocha. A ona mi powiedziała: przecież on kocha mnie, dlaczego to psujesz? Mówi, że go męczysz, że wciąż dzwonisz.

Ja???

Po spotkaniu z Nią nie mogłam uwierzyć. Naprawdę można tak kłamać?
Mam 26 lat, nie rozumiem, że związki mogą być tak martwe, a raczej tak bardzo zbudowane na kłamstwie. Mogłam walczyć, w sensie ją zniszczyć. Pokazać wiadomości, które pisał, jak mówił o niej, że go nie pociąga, że jest wiecznie wkurzona, kiepska w łóżku i sfrustrowana przemijaniem.

Czy potrafiłabym to zrobić? Nie. Ona wyszła z kawiarni przekonana, że mnie pogoniła. Pokazała, kim jestem. Ona, dojrzała, mądra żona. Ja, młoda, napalona kochanka. Ja to zło.

Zablokowałam jego numer, nie otwierałam drzwi. Pisał maile: „tak cię kocham, jakoś z nią to w końcu załatwię”.

Wymiotowałam w łazience, wolę nigdy nie być mężatką niż mieć takie życie. Być obok takiego faceta.

Żono, kto jest winny? Naprawdę ja? Czy on, który złamał serce nam obu i robi wszystko dla swojej korzyści?

Kto dał jej prawo do krytykowania mojego męża? Nie chciałam zaprzepaścić 25 lat przyjaźni, ale...

K.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (6)
/2 miesiące temu
WINNA, WINNY JEST WTEDY ,KIEDY OD POCZĄTKU WIE , ŻE DRUGA OSOBA JEST MĘŻATKĄ, ŻONATYM I ŚWIADOMIE DECYDUJE SIĘ NA TAKI UKŁAD. LECZ JEŚLI NIE WIEMY , ZE KTOŚ JEST W TRAKCIE MAŁŻEŃSTWA TO ZA CO MAMY BYĆ OBWINIANE SKORO MY TEŻ JESTEŚMY OSZUKIWANE W TAKIEJ SYTUACJI.
/2 miesiące temu
Zdrada przez męża jest tylko w wyłącznie winą męża a nie jego wolnej kochanki....no chyba,że ten mąż to jakiś idiota bez własnej woli.....
/3 miesiące temu
Ty pewnie juz na pierwszym spotkaniu pytasz sie o zyciorys faceta?
POKAŻ KOMENTARZE (3)