Diane von Furstenberg - portret projektantki

Ikona artystycznej sceny Nowego Jorku lat 70. Eksżona księcia, muza Andy’ego Warhola, projektantka, która zasłynęła jedną sukienką, a pomimo to zbudowała markę wartą miliony dolarów.

fot. ONS
Furstenberg (czytane bez umlaut) jest w Ameryce kochana, prasa nie napisze o niej złego słowa. Nawet jeśli ostatnia kolekcja projektantki pozostawia wiele do życzenia, krytycy, zamiast wytykać błędy, skupiają się na zaletach: wygodna, uniwersalna, kobieca.

Od ponad 30 lat cieszy się sławą dzięki jednej rewolucyjnej sukience, którą zaprojektowała w latach 70. Słynne są jej liczne romanse i rodzinne skandale. Ale prasa traktuje Diane wyjątkowo ulgowo. Na czym polega ten fenomen? Urok, wdzięk osobisty? Tak, plus uroda, seksapil, duma i pewność siebie wypisane na twarzy. Świat mody kocha takie kobiety jak ona. Choć z pewnością daleko jej do talentu Driesa van Notena (Belga, rodaka Diane), osobowości Prady czy ekstrawagancji Jacobsa. W Stanach von Furstenberg ma opinię silnej, niezależnej kobiety, która podnosiła się po porażkach, wolała pracować, choć mogła tylko leżeć i pachnieć, oraz która aktywnie udziela się w sprawach społecznych. Jest zapaloną feministką i walczy z rasizmem na wybiegu. To nie projekty, pomysłowość czy wielka wyobraźnia, ale osobowość i życiowa mądrość stanowią o jej wielkiej sile. Także w świecie mody.

Książę z bajki?
Jej biografię czyta się jak dobrą powieść. Bywalczyni Studia 54 i przyjaciółka Andy’ego Warhola (do dziś portrety Diane namalowane przez artystę wiszą w jej nowojorskim studiu). Podkreśla, że charakter odziedziczyła po matce. „To była niezwykła kobieta. Podczas wojny została aresztowana i trafiła do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Przetrwała, choć miała tylko 22 lata”. Jej ojciec pochodził z Rosji, ale na stałe osiadł w Brukseli. Tam też -wychowywała się Diane. Jej rodzina nie była bardzo zamożna, ale dbała o wykształcenie córki. Już w wieku 12 lat Diane została posłana do szkoły z internatem w Szwajcarii, trzy lata później do kolejnej w Anglii.

Studiowała w Madrycie i znów trafiła do Szwajcarii, tym razem na studencką wymianę w Gstaad. To kluczowy moment w jej życiorysie. Poznała tam księcia Egona von Fürstenberga. Był przystojny, świetnie ubrany, obracał się w arystokratycznych kręgach Europy. Pobrali się w 1969 roku, Diane była wówczas w trzecim miesiącu ciąży. „Zaręczyliśmy się w Rzymie. Ale nie podejrzewałam, że wszystko tak szybko się potoczy. Małżeństwo nie było dla mnie celem samym w sobie. Kiedy okazało się, że jestem w ciąży, byłam w szoku. Nie chciałam, aby ludzie myśleli, że go specjalnie usidliłam”. Mogła spocząć na laurach, zająć się dzieckiem, domem. Tymczasem Diane postawiła na własną karierę.



Diane von Furstenberg w sukni własnego projektu

Modowa rewolucja
Zaczęła jeszcze w małej fabryce jedwabiu w Como. Gdy wraz z mężem przeniosła się do Nowego Jorku, miała już kilka gotowych projektów. Pokazała je ówczesnej naczelnej amerykańskiego „Vogue’a” Dianie Vreeland, a jeden z członków jej zespołu zasugerował, aby otworzyła swój biznes. Tymczasem Diane i jej mąż bardzo szybko stali się elitą towarzyską Nowego Jorku. Prowadzili egzotyczny styl życia i obracali się wśród bohemy artystycznej, od Salvadora Dali po Damiena Hirsta i Biancę Jagger. Wspólnie pojawili się nawet na okładce magazynu New York. Ale idylla nie trwała długo. Para rozstała się w 1973 roku, cztery lata po ślubie. Zaczęto spekulować, że to przez to, że jej mąż był biseksualny. Żal po rozwodzie nie trwał długo. Lada chwila miał nadejść jej sukces życia. W tym samym roku Diane zaprojektowała sukienkę, która odmieniła jej życie i momentalnie przeszła do legendy. Nie miała guzików, suwaków, zapięć. Była łatwa do założenia i jeszcze łatwiejsza do zdjęcia.

Dżersejowa kopertowa sukienka stała się w latach 70. bestsellerem. Powstała z połączenia dwóch poprzednich projektów Diane: topu, który krojem przypominał kimono, i spódniczki. Kobiety oszalały na jej punkcie, w samym 1975 roku Furstenberg produkowała 15 tys. kopertówek tygodniowo. Kupowały je zwykłe dziewczyny z Manhattanu, saudyjskie księżniczki i gwiazdy filmowe. Co więcej, „premiera” sukienki zbiegła się z rewolucją seksualną w Ameryce, stała się symbolem wolności i swobody. Była fenomenem, który nie sposób było zignorować. Docenił ją nawet stroniący od mody, tygodnik „Newsweek”, który w 1976 r. umieścił ją na okładce. „To była więcej niż sukienka, to był cały styl noszenia się”, wspomina Diane i dodaje: „Niezwykłe jest to, że mój projekt jest w gruncie rzeczy bardzo prosty. Przypomina trochę togę. To tkanina ją wyróżniała, zrobiona z dżerseju pięknie modelowała sylwetkę”. Niestety, kolejne projekty Furstenberg nie były już tak rewolucyjne. A moda lat 80. oparta na kiczowatym, przestylizowanym seksapilu diametralnie odbiegała od estetyki Diane.

Kryzysowa narzeczona
Studio Diane von Furstenberg mieści się w niegdyś mało chlubnej, a obecnie bardzo modnej dzielnicy Meat-packing. XIX-wieczny czterokondygnacyjny budynek Diane przerobiła na siedzibę swojej firmy. Parter zajmuje jej flagowy butik, pierwsze piętro – biuro prasowe, na trzecim jest jej studio projektowe, a na szczycie apartament. W każdym z pomieszczeń czuć ducha złotej ery Diane. Meble art déco, zwierzęce printy na krzesłach i sofach, na ścianach portrety zrobione przez Francesca Clementego i Andy’ego Warhola. Kiedyś to właśnie on spacerował po apartamentach Furstenberg.

Po rozwodzie z pierwszym mężem Diane wciąż była popularną postacią nowojorskiej bohemy. Przyjaźniła się z artystami, romansowała z gwiazdami (podobno jednym z jej kochanków był Richard Gere). Dziś przyznaje, że był to jeden z najszczęśliwszych okresów jej życia. Niestety, Diane szła z duchem czasów, ale jej projekty – nie. Zamiast iść do przodu, oglądała się na dawne sukcesy. Na początku lat 80. jej dom mody pogrążony był w długach, wkrótce sprzedała firmę. Na 10 lat zniknęła z modowej mapy Nowego Jorku. Zakochała się i przeniosła do Paryża. Przestała projektować, za to otworzyła mały dom wydawniczy. Ale z początkiem lat 90. miłość wygasła i Diane postanowiła wrócić do Ameryki. Chciała odbudować dawną pozycję w świecie mody.



Diane von Furstenberg kolekcja wiosna-lato 2009

Drugie życie „kopertówki”
W minimalistycznych latach 90. o kolekcjach Diane nikt już nie pamiętał. „Wydzwaniałam uparcie do ważnych figur w świecie mody, ale rzadko kto oddzwaniał. A jeśli już, to traktowali mnie jak staromodny zabytek, mówiąc, że powinnam i tak być szczęśliwa, bo kiedyś zaprojektowałam słynną sukienkę”. Jedną z pierwszych, która pomogła Diane, była Rose Marie -Bravo, wówczas prezes luksusowego domu towarowego Saks Fifth Avenue (później autorka finansowego sukcesu Burberry). Początkowo weszła na rynek jedynie z poszczególnymi fasonami, projektując spodnie, topy i spódnice.

W 1997 roku przywróciła całą kolekcję, która opierała się w dużej części na wariacjach na temat słynnej sukienki kopertowej sprzed lat. Ale, o dziwo, kolekcja odniosła sukces. Tyle że kupowały ją już nie byłe klientki Fursteberg, ale ich córki. Do odbudowy firmy przyczynił się także (szczególnie finansowo) Barry Diller, przyjaciel Diane, jeden z jej byłych kochanków, a od 2001 roku mąż. Ich relacje są kontrowersyjne i nader osobliwe, a ich ślub wywołał konsternację, gdyż w nowojorskim światku Diller uchodzi za zdeklarowanego homoseksualistę.

-„Poznaliśmy się 32 lata temu, żyliśmy razem i byliśmy zakochani. Choć kiedyś go zostawiłam, on zawsze był przy mnie. Nawet wtedy gdy byłam związana z innymi mężczyznami. Aż pewnego dnia, to były jego urodziny, powiedziałam: »Jeśli chcesz, wyjdę za ciebie«”, opowiada Diane i dodaje: „On jest jak moja kopertowa sukienka, cokolwiek by się działo, nigdy mnie nie zawiódł. Szukałam w życiu innych mężczyzn, ale gdy robiłam bilans, Barry zawsze wypadał najlepiej”. Dziś wraz z dziećmi Diane z pierwszego małżeństwa (córką Tatianą i synem Alexandrem) jest współwłaścicielem domu mody. I wygląda na to, że kolejny kryzys im nie grozi. W 2006 roku sprzedaż sięgnęła 104 milionów dolarów, a już dwa lata później została prawie podwojona.

Dinozaury są w modzie W opublikowanej przez „New York Daily News” liście najbardziej wpływowych osób w świecie mody Diane uplasowała się na ósmej pozycji. Tak wysoko w rankingu znalazła się bynajmniej nie dzięki swoim projektom. Wprawdzie kolekcje Diane są poprawne, dobre i konsekwentne, ale nie nowatorskie. Daleko jej do poziomu Alexandra McQueena czy Johna Galliano (sama przyznaje, że bardzo ich ceni). Trudno ich nawet porównywać, Furstenberg bliżej jest do amerykańskiej elity starej daty: Oscara de la Renty i Billa Blassa. Koktajlowe sukienki, kurtki w stylu Jackie O., spektrum printów i deseni to za mało, aby wywrzeć realny wpływ na współczesne trendy. Jednak sama postać Diane to w świecie mody ważna figura, z pewnością wpływowa. W 2006 roku została przewodniczącą amerykańskiego stowarzyszenia projektantów Council of Fashion Designers of America. Corocznie instytucja przyznaje statuetki dla najlepszych krawców, jednocześnie mocno wspierając zdolnych debiutantów. Na tym polu Diane jest profesjonalistką, ma oko do talentów. Potrafi zachować dystans do własnych kolekcji, promując dzieła konkurentów.

To w dużej mierze ona przyczyniła się do sukcesów Proenzy Schou-ler, Rodarte, Phillipa Lima, Dereka Lama czy Nathana Jendena, który obecnie jest współautorem jej kolekcji. A zamiast przepychania się łokciami swoim „podopiecznym” radzi, aby byli zwyczajnie mili. „Jeśli odniosłeś sukces, wykorzystaj to, aby zachęcać innych. Miej w sobie empatię. Dziś jestem milsza niż w przeszłości, bo wtedy nie mogłam sobie na to pozwolić”. Trudno w to uwierzyć, patrząc na fotografie Diane z młodości – zawsze uśmiechnięta i piękna jak Aniołek Charliego.

Kiedyś moda miała mniej z biznesu, więcej z bajki. I choć Furstenberg porzuciła tytuł księżniczki, wciąż jest bajeczna. Już wkrótce będzie brakować takich osób jak ona, ich przypadkowych i spektakularnych karier. Dinozaurów mody, którzy kiedyś wspólnie z Diane szaleli na parkietach nowojorskich klubów. Giorgio Armani, Valentino, Roberto Cavalli, Carolina Herrera. Ich kolekcje już nie rzucają na kolana, ale w świecie mody mają wyrobioną pozycję, znaną markę, dlatego ich ubrania wciąż sprzedają się w milionach egzemplarzy. Są ważnym elementem kultury i historii mody. Dziś kręci się dokumenty o ich fascynującej młodości i niebanalnym życiu. Ale niedługo może nie być o kim i o czym opowiadać, bo dziś każdy projektant po prostu kończy londyńską szkołę mody Central Saint Martins.

Gosia Baczyńska – jak przygotowuje się do Fashion Week w Paryżu?
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)