POLECAMY

To wydarzyło się naprawdę! Żyją dzięki WOŚP

Inkubator, badanie słuchu, opieka podczas kilkumiesięcznego pobytu w szpitalu. Te historie napisało samo życie. We wszystkich przypadkach symbol czerwonego serduszka oznaczał nadzieję i szansę na normalne życie.

To wydarzyło się naprawdę! Żyją dzięki WOŚP fot. Igor Kohutnicki/mat.prasowe WOŚP

Urodziłam się w lutym 1993 roku z wadą serca. Miesiąc później ruszył WOŚP. Moja mama zawsze mi opowiadała, że pierwsza edycja Finału nie była głośna. Ludzie byli trochę sceptycznie nastawieni. Zbieraliście wtedy na „choroby serca”. Z opowieści moich rodziców wynika, że to Wy daliście im szansę! Szansę na to, że ich pierwsze dziecko wyzdrowieje! Szansę na to, że ich pierwsze dziecko będzie leżało w Waszym sprzęcie oznaczonym serduszkiem. Szansę na to, że ich dziecko w spokoju będzie chodzić do przedszkola, do szkół i dorośnie. Daliście im nadzieję. Mi zostało tylko wykorzystać szansę. ;) Dziękuję wam za życie! Do zobaczenia na Woodstocku!

Aukcje WOŚP 2018. Wybrałyśmy 13 najciekawszych licytacji na Allegro! Sprawdź, o co warto powalczyć!


Kiedy zaczęłam przygodę z Fundacją i czym ona dla mnie jest? Hmm… ciężko powiedzieć, bo WOŚP chyba była ze mną od początku. Pamiętam, gdy byłam mała, że rodzice i dziadkowie zawsze „polowali” w styczniu na serduszko i dawali mi drobne, abym wrzuciła je do puszki. Na miejskiej hali sportowej zawsze organizowane były różne koncerty i to był jeden z tych dni, gdy spędzało się tam niedzielne popołudnie. Będąc w pierwszej klasie gimnazjalnej pamiętam, że sporo koleżanek zbierało pieniądze do puszek. Wtedy dowiedziałam się od nich, że sztab zrobił mały konkurs - osoba, która zbierze największą kwotę w ciągu całego dnia, pojedzie na spotkanie z Jurkiem. Pomyślałam: “Woow, chciałabym go poznać!”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w przyszłości będę mocno związana z Fundacją. :)

W 2010 roku pojechałam na Przystanek Woodstock. To był mój pierwszy festiwal po wielu latach, na który pojechałam w całości. Wcześniej odwiedziłam Żary, byłam też w pierwszych latach kostrzyńskich, ale to były jednodniowe wypady, które mało mi zapadły w pamięci. 7 edycja festiwalu w Kostrzynie była tak wspaniała, że nie mogłam przestać o niej myśleć. Może za sprawą fajnej ekipy, może przez rozkładówkę (ahhh Papa Roach)... Zakochałam się na nowo w festiwalu i od tamtej pory postanowiłam być na każdej edycji - bez wyjątku. Swój zachwyt nad imprezą organizowaną w Kostrzynie wylewałam na forach społecznościowych, gdzie poznałam kilka fantastycznych osób równie zakręconych na tym punkcie, jak ja. Pamiętam, jak pewnego pięknego dnia, dostałam maila z linkiem do filmiku, gdzie Jurek zaprosił mnie na Przystanek Woodstock i w podziękowaniu za aktywność, nagrodził możliwością zwiedzenia zaplecza sceny. MAGIA! Do dziś jestem niesamowicie wdzięczna za to, ponieważ dzięki temu poznałam ludzi, którzy dzisiaj są moimi najlepszymi przyjaciółmi - na dobre i na złe. Nie wiem kim bym była, co bym robiła, gdyby nie oni.


Za Dużą Sceną (w 2011 roku) poznałam człowieka z czapką jednorożca na głowie. Kilka miesięcy później zgadaliśmy się, by pojechać na Finał WOŚP do Warszawy i tam pomóc w organizacji pracy jednego ze sztabów. Prócz tego, wymyśliliśmy taki mały, spontaniczny projekt. Uszyłam wielką flagę z materiału na którym wydziergane było czerwone serce. Wraz z Kubą napisaliśmy do wszystkich kapel występujących pod PKiN, czy zechcieliby się podpisać na materiale. Nie sądziliśmy, że niektórzy muzycy będą nas potem ścigać, by tylko złożyć podpis! Praktycznie każda kapela schodząca ze sceny podchodziła do nas i chętnie składała autografy. Później cały rok szyliśmy kolejne flagi i łapaliśmy wszystkie możliwe zespoły na koncertach, by w kolejnym Finale przekazać wszystko Fundacji na licytacje. Zmotywowani obrotem spraw założyliśmy „Projekt Dla WOŚP”. Dziś mamy stronę internetową, fanpage i stałych pomagaczy, dzięki którym przez cały rok możemy zbierać różne gadżety na fundacyjne licytacje. Traktujemy to jako hobby, pracę i przyjemność, bo dzięki temu poznajemy kolejnych wspaniałych ludzi, wspieramy zbiórkę WOŚP, a do tego mamy pretekst by się częściej spotykać. Czy jest coś piękniejszego?

Na jednym z Woodstocków poznałam także swojego partnera! Gdybym nie była na spotkaniu za Dużą Sceną w 2011, to nie poznałabym Kuby i jego znajomych, a w tym właśnie mojego faceta! :) Powstał taki łańcuszek, gdzie początkiem jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy! Co by się nie działo, będę z Wami do końca świata i o jeden dzień dłużej! Tych dobrych rzeczy, co już się wydarzyły, nikt mi nie odbierze, a jestem za nie dozgonnie wdzięczna.
Pozdrawiam, Wiewiórka

Dzięki Wam żyje moja córka. Urodziła się w zamartwicy w 26 Hbd. Przez kilka miesięcy była podłączona do sprzętu kupionego przez WOŚP. Dzięki Wam zrobiono jej badania przesiewowe słuchu i wiedzieliśmy, że musimy w odpowiednim czasie skontaktować się z audiologiem, żeby mieć pewność, że z jej słuchem jest wszystko w porządku.

Nie wiem, czy ktokolwiek, kto wrzuca Wam do puszki chociaż 1 zł, ma świadomość, co czuje matka, której dziecko żyje i mogło oddychać dzięki Waszej aparaturze. Słyszy, bo ktoś mógł je odpowiednio wcześnie zbadać. Pamiętam godziny spędzone na oddziałach patologii noworodka i tę myśl, że „to szczęście, że istniejecie”.
Patrycja - mama Franki  

WOŚP dla mnie to część życia mojego, moich dzieci i mojej rodziny! Najpierw za „dzieciaka” ten jeden dzień w roku siedziało się przed telewizorem i czekało na „Światełko do Nieba”. Z czasem zaczynało się samemu chodzić się z puszką. Nie było ważne, że jest zimno, każdy wrzucony grosik do puszki rozgrzewał moje serducho.

A teraz? Teraz mam swoje dzieci, które miały badany słuch zaraz po urodzeniu, a mój synek leżał w inkubatorze z takim pięknym czerwonym serduszkiem! Moja babcia mogła korzystać ze szpitalnego łóżka oraz innego sprzętu ratującego życie oznaczonego logiem WOŚP. Dziękuję Ci Jurku za tą moc, za odwagę i za cierpliwość, bo mimo spotkania na swojej drodze morza nienawiści Ty nadal to robisz, nadal idziesz na przód, by działać do końca świata i jeden dzień dłużej!
Patrycja

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)