POLECAMY

„Długi weekend. Zamiast pilnować dzieci, tatusiowie wolą napić się piwa. A kobiety im usługują”. Czy tak wygląda bycie ojcem w Polsce?

Ej, faceci, dlaczego wciąż wybieracie siebie?! I tak mało zajmujecie się dziećmi?

„Długi weekend. Zamiast pilnować dzieci, tatusiowie wolą napić się piwa. A kobiety im usługują”. Czy tak wygląda bycie ojcem w Polsce? fot. Fotolia

Miasteczko we wschodniej Polsce. Boże Ciało. Tutaj większość mężczyzn od rana pije. Browarek z sąsiadem, wódeczka z drugiej, na kielicha ze sprzedawcą. Patrzę i oczom nie wierzę - od rana narąbani.

POŁUDNIE

Scena numer 1. Ojciec dwójki dzieci (trzy i dwa lata) chwiejnym krokiem podąża w stronę auta stojącego na podwórku.
- Jedziecieeee? – wrzeszczy.
Ubrany odświętnie, wykrochmalony, ogolony. Gotowy na procesję.
- Janek, piłeś, nie jedź - prosi z okna żona. – My idziemy piechotą.
- Pierdolisz – macha ręką on.

Rusza z piskiem opon, ona po chwili wychodzi, jedno dziecko na rękach, drugie obok. Picie, jedzenie, jedno marudzi, drugie płacze. Idą.

15 min później w tym samym miejscu rozgrywa się scena, jak z kryminału. Policja wyciąga z altanki w ogrodzie owego wykrochmalonego. Ciągnie go za fraki, rzuca na ziemię, zakłada kajdanki, choć on pluje i wrzeszczy. Chwilę wcześniej wyskoczył z samochodu na środku ulicy i zaczął uciekać. Powód? Kontrola trzeźwości na drodze. Uciekając prawie staranował zszokowaną żonę i dzieci. Tym razem jednak policja nie zbagatelizowała… Bo zdarza się, że bagatelizuje.

POPOŁUDNIE

Scena numer 2. Ta sama miejscowość. Grill w ogrodzie. Trzy rodziny. Przy grillu dwie kobiety przewracają mięso, trzecia podaje piwo, nalewa wódkę. Przy stole głównie faceci. Już dziabnięci. Dolewka jedna i druga jeszcze. Wokół krążą dzieci. Właściwie żaden z facetów nie zwraca na te dzieci uwagi. Oj, któryś poklepie synka po głowie. Któryś ucałuje córkę: „niezłą mam pannę, co?” spyta.

Ale serio. Żaden nie interesuje się co te dzieci robią. Mają jedzenie, nie mają. Zjadły, nie zjadły. To wszystko robią kobiety. Szaleją między grillem, coraz bardziej rubasznymi mężczyznami, alkoholem i dziećmi. Przewijają, zabawiają, usługują, kontrolują.

LIST OD CZYTELNICZKI „Pragnę nowego życia, ale inni spisali mnie na straty. Tak wygląda życie porzuconej żony i samotnej matki?”

Dlaczego one?!!!! Dlaczego tylko one?

Okej. Powiecie, że patologia. Polska B. Margines.

To inny przykład, podwarszawska miejscowość. Sypialnia Warszawy. Tu mieszka klasa średnia, która codziennie pokonuje 30 km, żeby dostać się do biura w Warszawie. Wieczorem to samo w drugą stronę. Na plaży miejskiej w dni wolne tłum. Pachnie smażona kiełbasa i browar pachnie. Słychać śmiechy dzieci. Ale kto kontroluje te dzieci? Matki. No chyba, że dziabnięty tatuś ruchem mało stabilnym przesunie się w stronę potomstwa. „Cicho Antek! Bo zaraz wciry dostaniesz”.

Tyle. Niektórzy ojcowie stoją w tej wodzie tak najebani, że naprawdę lęk jest, czy przypadkiem nie utopią siebie i dzieci.

Oczywiście, to nie jest tekst o wszystkich mężczyznach.

Nie jest to tekst o tacie mojego syna, który jest wspaniałym ojcem i na plaży cały dzień potrafi budować piaski, grać w piłkę, czy walczyć na miecze
Nie jest o przyjacielu mojego męża, który na wakacjach jest głównym opiekunem syna, bo ona jego żona, matka dziecka, nie ma cierpliwości na pirackie walki. Nie jest o jednym panu, który pięknie grał na plaży  z synem w karty. Nie jest o wielu mężach i eks mężach. Albo nie-mężach, ale fajnych ojcach.

Ale ich jest wciąż za mało. ZA MAŁO.

Z bloga „Wkurzona Żona”:

... trzy miesiące temu urodziła się nam córeczka. Mój mąż od tego czasu traktuje mnie jak służącą. Mam wyprać mu, ugotować, zająć się dzieckiem i jak przyjdzie mu ochota to mu się oddać. W niczym mi nie pomaga. Raz od dzwonu weźmie córcię na spacer. Zajmuje się głównie sobą.

… dalej następuje opis życia porzuconej i samotnej żony. Jak sobie radzić?  Pada pytanie.

A mi, czterdziestolatce, jest po prostu tylko smutno.

Jak to jak? Postaw mu granice, porozmawiaj, poproś. Idźcie na terapię, jeśli nie potraficie się porozumieć. A jeśli on nie zmieni - wywal go z domu, bo później będzie tylko gorzej.

Halo, halo, mężczyźni, biedni chłopcy, sierotki małe. Weźcie odpowiedzialność za swoje życie. Swoje i bliskich, których ponoć kochacie.

LIST OD CZYTELNICZKI "Zostałam matką jako 18-latka. Mam 7-letniego syna. I to było najtrudniejsze 7 lat w moim życiu."

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (5)
/tydzień temu
Długi weekend, a może każdy weekend i każdy wolny dzień kiedy hrabia nie idzie do pracy.
/3 tygodnie temu
Żona mi to pokazała. Nawet końcówka nie ratuje tutaj autorki. Zapraszam do mnie na wieś, zobaczycie co to znaczy świętowanie długiego weekendu. Owszem alkohol jest, ale piją wszyscy i z umiarem do i po obiedzie. Są grille, jest czas spędzony razem. To jest standard. Może mój ojciec nie był super troskliwym tatą który bawił się z nami (mam piątkę rodzeństwa) ale wychowywał nas, uczył pracy, sumienności i uczciwości. Teraz odwrócę trochę medal i powiem jak ja (jako mężczyzna) widzę długi weekend. Po długiej pracy, częściowo fizycznej (specyfika zawodu) mam kilka dni odpoczynku. Mam ochotę odpocząć. Przez cały tydzień pracuję, załatwiam sprawy domu, robię zakupy... Żona pracuje na wyższej uczelni, teoretycznie etat, praktycznie nieegzekwowany czas pracy, raz 12h raz 5h, ogólnie średnia poniżej 7. A i tak słyszę ze skoro jest weekend to mógłbym coś zrobić jeszcze bo na tygodniu ONA nie miała czasu. Drogie panie, w pracy wymaga się od was mniej(wiem zarabiacie nieproporcjonalnie mniej), szefowie przymykają oczy na dodatkowe przerwy, wcześniejsze wyjścia. Mężczyzna nie ma takich luksusów. Dla nas więcej niż dwa dni wolnego to święto i to duże. Często same godzicie się na widok nas z piwem w ręku czekających na jedzenie, zamiast puścić nas na skałki/ryby/polowanie wyjazd w teren. Tam jesteśmy samowystarczalni, usługiwać nie trzeba. Czasem zamiast narzekać na faceta, pomyślcie czy on nie jest przemęczony i zestresowany. Ile z was wymaga uwagi i czułości od swojego mężczyzny? Każda. Która z was okaże 100% zrozumienie i zgodzi się na jego warunki odpoczynku? Prawie żadna. Potem są pretensje, narzekania, wypominki jednej strony na drugą. A wystarczy nawet nie rozmowa a wzięcie pod uwagę ze druga strona też ma swoje prawa, nie tylko obowiązki.
/miesiąc temu
Kurde, jak przeczytałam, to nie wierzę, ze nie ja to napisałam. Takich sytuacji mogę jak z rękawa. Też Podlasie, ten rejon chyba góruje.
POKAŻ KOMENTARZE (2)