POLECAMY

Dyspozytor karetki do wzywającego pomoc: „No to umrze. Każdy umrze”. Dławiący się mężczyzna zmarł

Czy skandaliczne zachowanie dyspozytora karetki doprowadziło do śmierci poszkodowanego?

Marta Nowak / 3 miesiące temu
Dyspozytor karetki do wzywającego pomoc: „No to umrze. Każdy umrze”. Dławiący się mężczyzna zmarł fot. Fotolia

W środę 7 czerwca o godzinie 14:52 mężczyzna z Ostrowa Wielkopolskiego usiłował wezwać karetkę do 59-letniego przyjaciela, który zaczął dławić się wymiocinami. Był trzeźwy, w odróżnieniu od dławiącego się kolegi. Jego telefon odebrała dyspozytorka z Poznania i poleciła, by przewrócić pokrzywdzonego na bok. Po 1,5 minutowym wywiadzie dzwoniący został przełączony na inną linię telefoniczną. To był jednak dopiero początek.

"No to umrze"

Minęło 25 sekund i zgłosił się dyspozytor z Kalisza, który zabrał się do ponownego zbierania wywiadu. Zniecierpliwiony zgłaszający po trzech minutach powiedział, że nie chce mieć przyjaciela na sumieniu i ponownie domagał się wezwania karetki.

Na końcu doszło do następującej wymiany zdań:

Dyspozytor: - Przestań Pan gadać, tylko odpowiadać na pytania. Ja muszę wywiad zebrać. Muszę wiedzieć w jakim kodzie karetkę wysłać i jaką wysłać itd.
Zgłaszający: - Wywiad, jaki wywiad, to człowiek umrze, będziemy sobie wywiady robić.
D: - No to umrze. Każdy umrze.
Z: - Pan odbiera telefon i mówi: to niech umrze?
D: - Nie dyskutować ze mną.

Z: - Pan się zastanawia, co pan mówi?
D: - Odpowiadać na pytania, tak? Wymiotuje treścią pokarmową czy krwią?
Z: - Proszę Pana proszę przyjechać do cholery! Bo już mnie szlag trafia! Kamienna 7, Ostrów Wlkp.
D: - Nie drzyj się człowieku. Policję wzywam… (niezrozumiałe) żegnam, wysyłam tam policjantów.

Po kolejnych dwóch minutach mężczyzna ponownie wybrał numer 112, zapewniono go wówczas, że karetka już jedzie. Eksperci sprawdzili jednak, że wyjazd karetki nastąpił o godzinie 15:01 (9 minut po czasie, gdy po raz pierwszy wzywał pomoc), a na miejsce dojechała po 7 minutach. Tymczasem czas wyjazdu załogi powinien wynieść maksymalnie minutę, a dyspozytor ma obowiązek przekazać ratownikom skróconą informację, a nie pełną kartę zgłoszenia.

W efekcie z braku pomocy 59-latek zmarł. W piątek ma odbyć się jego sekcja zwłok. Prokuratura Rejonowa w Ostrowie Wielkopolskim wszczęła w tej sprawie śledztwo, na razie nikomu nie postawiono zarzutów.

Rodzice mają dobę na pożegnanie się z dzieckiem. Sąd zdecydował o jego śmierci

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)