Rozmowa z Lidią Kopanią

Właśnie pracuje nad swoją kolejną solową płytą. Wokalistka obdarzona wyjątkowym głosem, prywatnie - świeżo upieczona żona. Zapraszamy na rozmowę z Lidią Kopanią.
Marta Kosakowska / 19.11.2010 06:29

Właśnie pracuje nad swoją kolejną solową płytą. Wokalistka obdarzona wyjątkowym głosem, prywatnie - świeżo upieczona żona. Zapraszamy na rozmowę z Lidą Kopanią.

Na początek – kto zaszczepił w Lidii Kopani miłość do muzyki? Pochodzisz z muzykalnej rodziny?

Oj tak, każdy członek mojej rodziny gra na jakimś instrumencie lub śpiewa, ale tylko ja zajmuję się muzyką profesjonalnie. Pewnie muzykalność przeniosła się w genach. Tato śpiewa przy każdej nadarzającej się okazji, a brat taty gra na kilku instrumentach. Uroczystości rodzinne nigdy nie mogły się obejść bez akordeonu wujka i śpiewu w zasadzie wszystkich członków rodziny. Już w szkole podstawowej należałam do chóru kościelnego, tańczyłam w formacji tańca towarzyskiego i uczyłam się gry na pianinie.

Twoje płyty są odzwierciedleniem osobistych przeżyć?

Dosyć trudno jest pisać o czymś, czego się nie przeżyło, co jest nam obce. Staram się piosenkami opowiadać pewne historie, które miały miejsce lub po prostu mnie poruszyły. Na pewno każda kompozycja i tekst są częścią mojej osobistej drogi artystycznej.

Czyli to raczej fikcja artystyczna?

Niezupełnie. Jeśli już, nazwałabym ją raczej kreacją artystyczną. Chciałabym, aby moje piosenki odbierane były jako autentyczne. Inaczej słuchacz w żaden sposób nie jest się w stanie nimi zainteresować.

Jak dbasz o swój wyjątkowy czterooktawowy głos?

Dziękuję za komplement. Mam do swojego głosu podejście zdroworozsądkowe. Nie popadam w egzaltację i nie zamęczam otoczenia specjalnymi wymaganiami, niezbędnymi do utrzymania go w formie. Owszem, staram się nie przeziębiać. Kiedy jest chłodno, zakładam szalik, a gdy gorąco, uważam , by nie włączać zimnej klimatyzacji. Dla głosu niedobre są nagłe zmiany temperatury. Zauważyłam jednak, że obok czynników zewnętrznych, równie ważne są te wewnętrzne, czyli po prostu dobra kondycja psychiczna. Każde doświadczenie, korzystne dla nas mniej lub bardziej, słyszalne jest w naszym głosie, a dokładniej np. w sposobie śpiewania, barwie.
                                                                                                                                                   

Od niedawna jesteś mężatką, gratulujemy! Twój mąż – Igor Przebindowski - również związany jest z branżą muzyczną. Czy dwoje muzyków pod jednym dachem oznacza dom wypełniony muzykowaniem?

W pewnym sensie tak. Zdarza się, że Igor nawet budzi mnie, grając na akordeonie lub pianinie. Pomagamy sobie w różnych sytuacjach, razem uzupełniamy naszą wiedzę muzyczną. Nasz dom zawsze będzie wypełniony muzyką, to nasza pasja, dzięki niej się spełniamy.

Planujecie jakiś wspólny projekt muzyczny?

Coraz częściej zdarza się nam być razem na scenie. Plany oczywiście również mamy i wierzymy, że kiedyś wspólny projekt powstanie. Może będzie to jakaś płyta dla bardzo młodych odbiorców, np. z kołysankami. Na razie jednak pracuję nad swoją kolejną solową płytą. Chciałabym, aby ukazała się ona w połowie następnego roku.

Fot. MW Media