Robert Kubica fot. ONS

Robert Kubica skazany na sukces

Z krakowskiego blokowiska na tor najdroższego sportu świata. Robert Kubica to pierwszy Polak w historii, który stanął na najwyższym podium Formuły 1.
/ 07.07.2008 12:22
Robert Kubica fot. ONS
Formuła 1 to nie tylko zawrotna prędkość, ale też jeden z najbardziej ekskluzywnych sportów świata. Drużyny startujące w wyścigach wydają co roku ok. 1,5 miliarda euro na przygotowania. To równowartość kilkudziesięciu gigantycznych hollywoodzkich produkcji. Stawki mistrzów, którzy stają na podium, też są zawrotne – nawet kilkadziesiąt milionów za sezon. Do takiego świata wkroczył 24-letni Robert Kubica, chłopak z Krakowa, dla którego tor wyścigowy to całe życie. Mówi się, że w jego żyłach zamiast krwi płynie wysokooktanowa benzyna. Ale zwycięstwa zawdzięcza nie tylko talentowi.

Kredyt zaufania
Jest druga połowa lat 80. Mały Gacek (tak nazywali go rodzice) rozbija się autkiem po podwórku krakowskiego blokowiska na Grzegórzkach. Dziś opowieść o tym, że czteroletniemu Robertowi ojciec kupił miniaturowy samochód, zna niemal każdy Polak. Spory dotyczą tylko tego, jakiej marki było autko: Nissan, Mercedes, Porsche? Jednak nie to jest w tej historii ważne, tylko fakt, że rodzice dostrzegli w kilkulatku miłość i talent do szybkich aut. I nie zignorowali ich.

Jako sześciolatek Kubica pierwszy raz usiadł za kierownicą gokarta, małego pojazdu do wyścigów na torze kartingowym. Ale w Polsce można się nimi ścigać od 10. roku życia. Dlatego chłopiec trenował i czekał. Aż do 1995 r., gdy dostał upragnioną licencję – od razu zdobył tytuł mistrza Polski juniorów. W jego życiu wszystko kręciło się wokół zawodów. Kilka razy w tygodniu ojciec pakował gokarta Roberta do bagażnika i jechali na trening do Częstochowy. Po pierwszej klasie liceum Robert postanowił zrezygnować ze szkoły. Rodzice w pełni go poparli. Ich syn powie po latach: „Szkołę można zawsze skończyć, a kierowcą wyścigowym w wieku 40 lat już się nie zostanie”.

Gdy Robert miał 13 lat, wyjechał z ojcem do Włoch, bo tylko tam mógł rozwijać swój talent. Niestety, pieniądze szybko się skończyły. Artur Kubica musiał wrócić do Polski, a 15-letni Robert został we Włoszech sam. Wtedy uśmiechnął się do niego los. Pod swoje skrzydła wzięła go firma produkująca podwozia do gokartów. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Robert został kartingowym wicemistrzem Europy.

Robert Kubica podczas Grand Prix Kanady 2008




Do Formuły 1 Kubica trafił w pięknym stylu w 2005 r. Jeżdżąc w wyścigach World Series by Renault, zdobył mistrzostwo i w nagrodę za dobre wyniki na torze wziął udział w testach F1. Przyglądali się im najważniejsi ludzie w branży. Kubica pierwszy raz w życiu prowadził bolid, a osiągnął czasy lepsze niż wielu weteranów toru. Dwa tygodnie później Robert należał do drużyny BMW Sauber. Kubica ma talent, ale też duże szczęście. Gdy rok temu w Kanadzie jego pędzący z prędkością 250 km na godzinę bolid roztrzaskał się o barierkę, wszyscy myśleli, że to tragiczny koniec kariery Kubicy. Ale Robert wyszedł z tego wypadku niemal bez szwanku. Eksperci podali, że Polak uratował się dzięki dużej wytrzymałości kokpitu. Dla zwykłych ludzi to był prawdziwy cud.

Być mistrzem
Mistrzowie F1 potrafią korzystać z uroków sławy. Fin Kimi Raikkonen ma słabość do hucznych przyjęć. Brytyjczyk Lewis Hamilton wciąż fotografowany jest z nowymi partnerkami. Michael Schumacher przeprowadza się właśnie do zamku w Szwajacarii. A Kubica? Cztery ostatnie lata należały do Edyty Witas, siostry jego kolegi. Edyta zna się na autach i, jak podkreślał Robert, sama świetnie jeździ. Ostatnio pojawiły się plotki o ich rozstaniu, ale sam Kubica nie chce ich komentować. Robert właśnie przeprowadził się do Monako. Podobno z powodu ulg podatkowych (Polak zarabia obecnie ok. 3 mln euro za sezon). Robert należy już do elity Formuły 1. Świadczą o tym nie tylko jego zarobki, ale także fakt, że walczą o niego najwięksi. Ostatnio Kubica bawił się w Monte Carlo na luksusowym jachcie należącym do Flavio Briatore, miliardera i dyrektora ING Renault F1. Tym samym, który trzy lata temu nie chciał Roberta w swoim zespole. Dziś nie może sobie darować błędu.

Bąbelki szampana
Koledzy Roberta potwierdzają, że jest tytanem pracy.  – Znam go od 10 lat i popularność go nie zmieniła. To wciąż świetny, spokojny młody człowiek – mówi Eryk Mełgwa, dziennikarz TVP Sport. Sam Robert kiedyś stwierdził, że nie jest typem, któremu woda sodowa uderzy do głowy. Woda może nie, a co z bąbelkami szampana, którym oblewa się zwycięzców po wyścigu?               

Zofia Micyk, Zuza Bytomska, AS / Party
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)