Natasza Urbańska fot. STUDIO 69

Natasza Urbańska - Taniec z ambicją

Piękna, utalentowana i wciąż atakowana. W „Tańcu z Gwiazdami” Natasza Urbańska pokazała, że świetnie radzi sobie także bez znanego męża.
/ 27.11.2009 08:16
Natasza Urbańska fot. STUDIO 69
Jest nie do zdarcia. Podnosiła się po porażce już kilka razy: po zdjęciu z anteny „Przebojowej nocy”, po przegranej w finale „Jak Oni śpiewają”, po podejrzeniach o plagiat przed festiwalem w Opolu. Ostatnio wróżono jej nawet koniec kariery. Aż tu… Natasza Urbańska (32) pojawiła się w X edycji „Tańca z Gwiazdami”. Co więcej, stała się faworytką publiczności.

Kiedy się spotykamy, w biegu między próbą do programu a jej popołudniem z dzieckiem, Natasza promienieje. Jest uśmiechnięta, bardziej otwarta niż zazwyczaj. Wchodzi do bistro ubrana w płaszczyk Burberry. Zniewalająco pachnie. Co to za perfumy? To jej sekret, mieszanka kilku składników. Gwiazda, nieprzypominająca w niczym młodej mamy, która zaledwie kilka miesięcy temu urodziła dziecko, zamawia koktajl z owoców z dużą porcją bitej śmietany. Co tam! Szybko spali kalorie. Jutro znowu ma treningi do show TVN.

– Co poczułaś, kiedy w pierwszym odcinku „Tańca z Gwiazdami” ogłoszono, że wygrałaś w głosowaniu publiczności?
Natasza Urbańska:
Może nie było tego widać, bo z natury nie jestem zbyt wylewna, ale po plecach przeszły mi ciarki. Byłam szczęśliwa, że wygrałam tak dużą przewagą głosów. To znaczy, że ludzie za mną stanęli, ucinając te wszystkie spekulacje, że nie jestem lubiana. Mimo że zawsze starałam się mieć dystans to tego, co się o mnie mówi, to gdzieś podświadomie trafiało mi to jednak do głowy.

– Jak myślisz, komu przeszkadza Twoja kariera?
Natasza Urbańska:
Nie uważasz, że szkoda czasu na zastanawianie się nad takimi rzeczami? Idę swoją drogą, nawet jeśli ktoś próbuje mi przeszkadzać.

– Zyskałaś sympatię widzów, ale nadal nie jest różowo. Spotykasz się z zarzutami, że zawodowa tancerka nie powinna konkurować z amatorami w „Tańcu z Gwiazdami”.
Natasza Urbańska:
Kiedy decydowałam się na udział w tym programie, wiedziałam, że nie startuję z tego samego punktu co inni uczestnicy. Każdy z nas ma granicę swoich możliwości w innym miejscu i każdy z nas próbuje tę granicę przekroczyć. Ćwiczę codziennie po kilka godzin, tak jak inni uczestnicy programu, bo chcę, żeby to, co pokażę, było obiektywnie wartościowe i piękne. Kiedy brałam udział w „Jak Oni śpiewają”, spotkałam się z podobnymi zarzutami. Mówiono najpierw o mnie: „Tancereczka, która usiłuje śpiewać”, a potem: „Jak może tu śpiewać ktoś, kto jest zawodową wokalistką?”. Tylko że potem okazało się, że byłam jedyną uczestniczką show, która nie miała swojego recitalu. Nie mogłam uczestniczyć we wspólnych próbach i wpadałam tylko na swój numer, bo grałam wtedy dużo w teatrze. Może to był mój błąd, bo z nikim nie zdążyłam się zakolegować.

– W „Tańcu z Gwiazdami” znalazłaś przyjaciół?
Natasza Urbańska:
Ciągle umawiamy się z kimś z programu na kawkę. Dzisiaj wypiłam aż trzy!

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


– Z Anną Muchą też?
Natasza Urbańska:
Nie ma między nami żadnych nieporozumień. Może nie powinnam tego mówić, ale w pierwszym odcinku uratowałam Ani skórę. Ja mam numer 12, ona – 11. Na początku programu, chwilę przed wyjściem na schody zauważyłam, że nie ma jej przede mną w kolejce. Pobiegłam jej szukać. Ania chyba się tego nie spodziewała. Dziś mówi się, że jesteśmy największymi rywalkami. Nawet jeśli tak jest, to mam nadzieję, że wygra lepsza, cokolwiek miałoby to znaczyć.

– Czy liczysz na to, że „Taniec z Gwiazdami” da Ci jakąś nową szansę? Zostaniesz gwiazdą TVN?
Natasza Urbańska:
Na razie dostałam od TVN tylko propozycję wystąpienia w tanecznym show. Mam jednak nadzieję, że jakieś nowe drzwi się przede mną otworzą.

– Co powiedział Twój mąż, gdy okazało się, że możesz wziąć udział w „Tańcu z Gwiazdami”? 
Natasza Urbańska:
Pozostawił mi wolność wyboru. Udział w tym programie proponowano mi już wiosną. Wtedy nie byłam jednak jeszcze na to gotowa. Kalinka skończyła dopiero dwa miesiące i nie wyobrażałam sobie, że mogłabym wyjść z domu, zostawiając to maleństwo na całe dnie.

– Pamiętam, jak wtedy pisano, że „Józek już zagonił Nataszę do roboty”…
Natasza Urbańska:
Nikt mnie nie musiał do niczego zaganiać, bo ja sama się garnę do pracy. A Janusz akurat wtedy mnie namawiał, żebym sobie dłużej posiedziała w domu.

– Czy nie masz wrażenia, że „Taniec z Gwiazdami” to symboliczne przecięcie pępowiny łączącej Cię z mężem?
Natasza Urbańska:
Na pewno ten program jest sprawdzianem dla mojej samodzielności. Chciałabyś zapewne usłyszeć, że dzięki „Tańcowi z Gwiazdami” zaczynam wychodzić z cienia Janusza? Ale to stało się już wcześniej. Zaczęłam być samodzielna artystycznie cztery lata temu, kiedy rozpoczęłam zdjęcia do „Fali zbrodni”. I to właśnie Janusz namówił mnie do zagrania w tym serialu. Potem przekonał mnie też do udziału w „Jak Oni śpiewają”.

– Czy teraz Janusz zasiada na widowni w studiu TVN?
Natasza Urbańska:
No co ty?! Nie.

– Ogląda Cię w telewizji?
Natasza Urbańska:
Widział pierwszy odcinek. Na drugim pojechał odrabiać lekcje z synem. Na trzecim miał spektakl w teatrze. Na czwartym był w Nowym Jorku, a piąty niestety oglądał...

– Co powiedział, kiedy wróciłaś do domu? Iwona Pavlović zachwycała się, że zatańczyłaś najlepszą sambę wszystkich edycji „Tańca z Gwiazdami”…
Natasza Urbańska:
Samba mu się podobała, choć miał mi za złe, że niezgrabnie wygramoliłam się z tej walizki. „Mogłaś zrobić to lepiej”, powiedział.


– Czy po tylu latach potrafisz pracować z kimś innym?
Natasza Urbańska:
Jak widać. Choć naprawdę uwielbiam pracować ze swoim mężem. Jest fantastycznym choreografem. Na przykład teraz, kiedy na próbach do „Tańca z Gwiazdami” męczymy się z jakimś elementem, to wiem, że Janusz w sekundę wiedziałby, jak to zrobić. Pewnie mogłabym pójść do niego po pomoc, ale nie chcę. Więc kombinujemy dalej…

– Cokolwiek teraz powiesz i tak ludzie pomyślą inaczej.
Natasza Urbańska:
Nawet zdarzyła mi się taka sytuacja. Któregoś dnia do Janka Klimenta (partnera Nataszy w „TzG” – przyp. red.) przyszli inni tancerze z pytaniem: „Jak tam? Józek daje wam popalić?”. Oni byli przekonani, że Janusz z nami ćwiczy. „A kto to jest Józek?”, zapytał zdziwiony Janek, który nawet mojego męża na oczy nie widział.

– Zaczynając intensywne treningi do „Tańca z Gwiazdami”, skończyłaś kilkumiesięczny urlop macierzyński. Przeżywasz rozstanie z córeczką?
Natasza Urbańska:
To jest ciężkie. Na początku panikowałam. Co będzie, jak Kalince wyrośnie pierwszy ząb, a ja tego nie zauważę? Jak zrobi pierwszy krok, a mnie przy niej nie będzie? Moja siostra musiała mnie uspokajać: „Natasza, wychodzisz tylko na kilka godzin. Nie rezygnuj ze swoich marzeń. Potem już możesz nie mieć siły i zdrowia”, mówiła. Czasem taka mała ucieczka z domu wychodzi na dobre i tobie, i dziecku. Bo nie stoisz w oknie z małą na ręku, myśląc: „Kiedy ten Janusz przyjdzie?”. A zdarzały mi się takie chwile, szczególnie na początku. Co pięć minut dzwoniłam do położnej pytać, co oznaczają takie, a nie inne reakcje Kalinki. Ona spokojnie mi tłumaczyła: „Jeszcze chwilka, a zaraz nauczysz się odczytywać te sygnały”. A ja nic nie odczytywałam, chwilami nie miałam w ogóle pojęcia, z jakiego powodu ta nasza Myszka płacze. Musiałyśmy się nauczyć siebie nawzajem. I trochę czasu nam to zajęło.

– Co dziecko wniosło do Waszego związku z Januszem?
Natasza Urbańska:
Wyobraź sobie, jakie to wspaniałe uczucie, kiedy rankiem taki mały „rozkoszniaczek” budzi się między nami. Najpierw troszkę przytuli się do mamy, potem do taty…

– Kalinka najpierw powiedziała „mama” czy „tata”?
Natasza Urbańska:
Mama. Ale byłam zazdrosna o pierwszy uśmiech. Bo uśmiechnęła się do Janusza.

– Do kogo jest podobna?
Natasza Urbańska:
Janusz mówi na nią „Bolesław w sukience”. Czyli mój tata. A ponieważ Kalinka nie raczkuje, tylko próbuje stawać na nóżkach i mocno nimi tupie, mój tata mówi: „Cała Natasza!”. A ja z kolei uważam, że jest podobna do mamy Janusza.


– Jak Janusz sprawdza się w roli niani, kiedy Ty wychodzisz do pracy?
Natasza Urbańska:
Potrafi zaczarować Kalinkę. Ile on ma pomysłów! Na przykład podchodzą do starego zegara i on jej tłumaczy, jak ten zegar działa. Pukają do środka, zaglądają, nasłuchują. Ja bym na coś takiego nie wpadła.

– Macierzyństwo Cię zmieniło?
Natasza Urbańska:
Przestałam być tak bardzo skupiona na sobie. Zanim urodziłam dziecko, liczyły się głównie moje potrzeby, potrafiłam na przykład spędzić pół dnia w przymierzalni w sklepie. Dziś już szkoda mi czasu na zakupy. Kiedyś bycie matką kojarzyło mi się również z niewyobrażalną męką. Patrzyłam jak na matkach wiszą dzieci, które cały czas jęczą: „Mamo, mamo”. Kiedy sama zostałam mamą, zrozumiałam, że bycie z dzieckiem jest cudowne. I nabrałam ochoty na drugie.

– Co na to Janusz?
Natasza Urbańska:
Oczy mu się śmieją.

– Chwileczkę, a co z karierą?
Natasza Urbańska:
Jestem w trakcie pracy nad moją solową płytą. Mamy już pierwszy numer, który spodobał się firmie fonograficznej i wkrótce ruszamy z kopyta. Jak dałam ten kawałek do przesłuchania dziewczynom z Buffo, nie poznały mnie. „To ty tak śpiewasz?”. To będzie zupełnie inna Natasza niż do tej pory. Na płycie znajdą się oryginalne kompozycje, a nie covery innych gwiazd. Chciałabym skończyć jej nagrywanie wiosną przyszłego roku. Być może wkrótce spełni się też moje inne marzenie. Specjalnie dla mnie pisany jest musical, w którym zagram główną rolę.

– Zaufasz innemu reżyserowi?
Natasza Urbańska:
Myślę, że każdy artysta w Polsce, którego żywiołem jest teatr muzyczny, marzy o pracy z Januszem Józefowiczem. To dotyczy również mnie.

– Jak widzisz siebie jako artystkę za kilka lat?
Natasza Urbańska:
Solowa płyta, trasa koncertowa z wielkim show, rola w filmie muzycznym – to jest to, o czym marzę.

– Czyli wielka diwa. Ale z Januszem za plecami czy bez niego?
Natasza Urbańska:
Chcę pracować tylko z najlepszymi.                                      

Sylwia Borowska / Party