Natalia Lesz: Znowu jestem silna

Kiedy debiutowała, wielu krytyków twierdziło, że będzie gwiazdką jednego sezonu. Natalia nie przejmowała się tymi opiniami i robiła swoje! Jesienią wydaje kolejną płytę, a „Party” tłumaczy, dlaczego śpiewa na niej o miłości do... kobiety.
/ 27.07.2011 11:56
Jest wszechstronnie utalentowana: śpiewa, gra w filmach i serialach, występuje w teatrze... Jej terminarz na najbliższe miesiące po prostu pęka w szwach! Natalia Lesz (30) kończy właśnie pracę nad swoją drugą płytą, koncertuje, udziela się charytatywnie, a w wolnym czasie wspiera młodych artystów. Na nasze spotkanie przybiegła prosto z castingu do nowego filmu fabularnego. Dzisiaj jeszcze czekają ją próby przed Festiwalem Piosenki Rosyjskiej, wybór strojów dla towarzyszących jej tancerzy, a na koniec kolacja z rodzicami. Choć media żyją ostatnio jej związkiem z aktorem Bartoszem Głogowskim, Natalia unika tego tematu. Woli mówić o pracy i swoich artystycznych planach.

– Czekając na ciebie, słuchałem twojej najnowszej piosenki – „That Girl”. Przyznasz, że jest nieco dziwna. Śpiewasz w niej o fascynacji... kobietą. Czy jest coś, o czym nie wiem...?
Natalia Lesz:
Każda moja piosenka ma bardzo osobisty wydźwięk. Pewnie myślisz, że ci powiem: „»That Girl« to jedynie wymyślona, prowokacyjna opowieść”, ale wcale tak nie jest...

– Kim więc jest bohaterka tej piosenki? I o co tu chodzi?!
Natalia Lesz:
To było bardzo mocne i głębokie uczucie na poziomie fascynacji, obsesji. Nie chodziło o podtekst seksualny, ale o to, że rozumiałyśmy się od początku do końca bez słów. Ona była moją muzą, a ja jej. To niezwykle kobieca, mądra i zawsze bardzo elegancka kobieta. Miała idealnie ułożone włosy i mocne perfumy. Zafascynowała mnie totalnie na każdej płaszczyźnie. Obcowanie z nią było dla mnie niemal mistycznym przeżyciem.

– Chcesz powiedzieć, że byłaś w związku z kobietą?
Natalia Lesz:
Nie. To była tylko fascynacja. I przy tym zostańmy.

– Masz swój ideał kobiety?
Natalia Lesz:
Imponują mi kobiety niezależne, silne i pewne swojej kobiecości. Od romantycznej Sophie Marceau, przez silną Angelinę Jolie, do tajemniczej Maty Hari.  Staram się „wyciągać” z nich coś dla siebie. Wzorem jest dla mnie także moja mama.

– A gdzie w tym wszystkim ty sama? Jaką jesteś kobietą?
– Natalia Lesz:
Na pewno konsekwentną i wrażliwą. Mam mnóstwo pomysłów i energii. To jedna strona medalu. Druga to taka, że nie potrafię odpoczywać, jestem niecierpliwa i zaborcza. Ale za to mam dobre serce. Wierzę, że machnięcie skrzydeł motyla na środkowym Pacyfiku, może spowodować huragan u wybrzeży Atlantyku.

– Jesteś też znana z szalonych stylizacji. Moda to twoja kolejna fascynacja?
Natalia Lesz:
Staram się być na bieżąco z trendami, ale najważniejsza jest dla mnie kreatywność i zabawa. Potrafię bawić się współczesnymi trendami, nie będąc jednocześnie ich niewolniczką. Lubię projektantów z dystansem do swojej twórczości takich jak Ashish czy Jeremy Scott.

– Czyli jednak stawiasz na kontrowersje, bo kolekcje tych kreatorów spotykają się ze skrajnymi ocenami. Podobnie pewnie będzie z twoją piosenką. Rozumiem, że jesteś na to przygotowana?
Natalia Lesz:
Kilka lat w Stanach Zjednoczonych sprawiło, że trudno mi dziś określić, co jest, a co nie jest kontrowersyjne z polskiego punktu widzenia. W tym przypadku szokowanie nie było moim celem. Nie umiałabym tworzyć piosenek, mając z tyłu głowy myśl: „koniecznie muszę być kontrowersyjna, bo tak będzie lepiej dla mojego wizerunku”. Nie robię nic na siłę, staram się być autentyczna i mam nadzieję, że tak odbierana jest moja twórczość. Nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


– A propos mentalności Polaków i Amerykanów... Czym twoim zdaniem się różnimy?
Natalia Lesz:
Polacy na pewno mają więcej klasy niż Amerykanie. Ale z drugiej strony mogą się od nich nauczyć dużej spontaniczności i otwartości. Narodową cechą Polaków jest, niestety, pesymizm. U nas szklanka zawsze jest do połowy pusta. Amerykanie częściej się uśmiechają i są mili. Natomiast Polacy są bardziej szczerzy w wyrażaniu emocji. Jeśli pomagają, to dlatego, że chcą, a nie dlatego, że tak im wypada. Niestety, często nie dajemy sobie prawa, by być inni od reszty. W Ameryce stawia się na indywidualność. W Polsce wolimy wybierać rozwiązania bezpieczne i sprawdzone. Trudno jest u nas zainicjować coś nowatorskiego. Mam nadzieję, że to się będzie zmieniać.

– W USA spędziłaś dziesięć lat.  Skończyłaś tam studia aktorskie. Co ci dał ten pobyt?
Natalia Lesz:
Oprócz tego, że dostałam się na wymarzony Uniwersytet Nowojorski, to zaraziłam się amerykańskim stylem życia. Stałam się bardziej świadoma i pewna siebie. Nauczyłam się, że warto podejmować ryzyko i nie zrażać przeciwnościami losu.

– Jesteś jedną z niewielu rodzimych gwiazd, którym udało się osiągnąć sukces za oceanem. Myślisz, że o innych Polkach też będzie tam kiedyś głośno? Kto twoim zdaniem ma na to szansę?
Natalia Lesz:
Nie ulega wątpliwości, że Polki powoli wchodzą na światowe salony. Nadal jednak nie potrafią do końca wykorzystać swojego potencjału. Są piękne i inteligentne, ale niestety często nie do końca świadome swoich atutów. Chciałabym dać jakiś impuls do zmian, tak aby w końcu te wszystkie dziewczyny uwierzyły w siebie i stały się świadome swojej wartości... Mam nadzieję, że mi się to uda.

– A czy ty jesteś silną kobietą?
Natalia Lesz:
W tym momencie mogę spokojnie i z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że czuję się silną i świadomą kobietą.

– Czy ten stan ducha przelałaś na swoją najnowszą płytę? Co na niej znajdziemy?
Natalia Lesz:
Na pewno będzie to płyta bardzo osobista. Stylistycznie nawiązuje do muzyki lat 70. i 80. Inspirowała mnie klasyka, twórczość takich kapel jak Depeche Mode czy Eurythmics, ale też aktualne produkcje, na przykład La Roux. Każdy utwór jest o kimś lub o czymś dla mnie istotnym. Codziennie przychodziłam do studia z nowym tematem, którym aktualnie żyłam, który mnie fascynował. A że wiele się ostatnio działo, to też i miałam o czym śpiewać.

– Media częściej jednak niż o pracy, pisały ostatnio o twoim związku. Oskarżano cię o rozbicie rodziny. Nie miałaś czasami ochoty krzyknąć: „Dość tych kłamstw!” albo wrócić do Stanów?
Natalia Lesz:
Nie, bo nie jestem hipokrytką. Zdecydowałam się na życie osoby publicznej i liczę się ze skutkami tej decyzji. Z drugiej strony nie mogę  zajmować się tylko dementowaniem bzdur i sensacyjnych historii, jakie tworzą tabloidy. Skupiam się na jasno określonych celach i nie marnuję energii na bezsensowną walkę. Poza tym im dłużej funkcjonuję w show-biznesie, tym większy mam dystans do tego, co się o mnie pisze.


– Często używasz swojego wizerunku do pozytywnych działań. Widać cię w kampaniach społecznych i akcjach charytatywnych. Skąd takie zaangażowanie?
Natalia Lesz:
Uważam, że każda osoba publiczna jest wręcz zobowiązana do tego, aby brać udział w takich przedsięwzięciach. Staram się jednak głównie wspierać te inicjatywy, z którymi sama się utożsamiam.

– Równie ważny jest chyba w twoim życiu taniec. Grałaś w serialu „Tancerze” i zajęłaś drugie miejsce w „Tańcu z Gwiazdami”. Czy zobaczymy cię jeszcze w jakichś projektach tanecznych?
Natalia Lesz:
Ten wywiad to doskonała okazja, aby powiedzieć głośno, wyraźnie i zdecydowanie: Taniec nie sprawia mi już żadnej radości i cieszę się, że ten rozdział w moim życiu został zamknięty. Jako nastolatka kochałam taniec, byłam nim zafascynowana, ale teraz wolę inne formy aktywności: muzykę i aktorstwo. To jest teraz moje życie i w tych dziedzinach chcę się realizować.

– No właśnie, jakiś czas temu mieliśmy okazję oglądać cię na deskach teatru. To był twój debiut. Będziemy widywać cię częściej w filmach i na scenie?
Natalia Lesz:
Bardzo bym chciała. Dziś byłam na castingu do jednego z dużych projektów filmowych. Kto wie, może się uda. A co do teatru, to nie ukrywam, że tak bliski kontakt z publicznością to dla mnie duże wyzwanie, ale też ogromna satysfakcja. Do udziału w monodramie „Like A Virgin” zaprosiła mnie jego reżyserka Olga Chajdas. Na pewno to nie był ostatni tego typu projekt. Na razie jednak postanowiłam się skoncentrować na muzyce.

– I tak wróciliśmy do twojej płyty. Opowiedz trochę o niej... Z kim nad nią pracowałaś?
Natalia Lesz:
Producentem albumu jest 23-letni Fin Nico Hartikainen. Mimo młodego wieku ma niesamowity talent i niespożytą energię do działania. Uwierzyłam w jego możliwości i się nie zawiodłam. Z kolei na finalnym etapie produkcji albumu pomagał mi Darek Krupa. Jest znakomitym muzykiem. Bardzo cenię sobie jego umiejętności.

– Płyta ukaże się wczesną jesienią. Jakie masz plany jej promocji?
Natalia Lesz:
Już zaczęłam śpiewać nowe piosenki na koncertach. Kiedy spotykam się z ludźmi, dodaje mi to energii, motywuje mnie do działania, a poza tym pozwala od razu się przekonać, jak fanom podobają się moje nowe utwory. W sierpniu będę kręciła teledysk do singla „That Girl”. Scenariusz już powstaje. A potem, jesienią, czeka mnie premiera płyty, a co za tym idzie mnóstwo wywiadów, sesji fotograficznych i oczywiście trasa promocyjna.

– Przygotowujesz jakieś fajerwerki? Zamierzasz zakasować Dodę?
Natalia Lesz:
To akurat nie jest moim celem.  Szanuję Dodę. Głównie za to, że kreuje coś nowego i zupełnie  nie boi się krytyki. Ma konkretny plan i systematycznie go realizuje. Uważam, że jest to bardzo fajne i godne uwagi.

– Czego można ci życzyć?
Natalia Lesz:
Silnych doznań, mądrych wyborów i nowych inspiracji...       

Łukasz Post / Party