Alicja Bachleda-Curuś fot. ONS

Alicja Bachleda-Curuś - Co teraz...

Jej rozstanie z Colinem Farrellem wywołało burzę w mediach. Sceptycy od początku mówili przecież, że to związek bez szans. Ona jednak zaryzykowała. Nie tylko romans, lecz także urodzenie dziecka. A może i coś więcej?
/ 16.11.2010 13:52
Alicja Bachleda-Curuś fot. ONS
Ostatni raz Alicję i Colina widziano razem na festiwalu Tribeca w kwietniu. Promowali film „Ondine”, na którego planie zaczął się ich romans. Potem każde ruszyło w swoją stronę. Podczas gdy on został w Los Angeles, ona wraz z synkiem Henrym Tadeuszem pojechała do Nowego Jorku na plan filmu „The Girl Is in Trouble”. Farrell ani razu nie przyjechał do niej. Nawet na pierwsze urodziny syna 7 października. Najpierw tygodnik „People”, a teraz strona internetowa o gwiazdach Imdb podały,
że 15 października para się rozstała.

Niebezpieczne związki
Kiedy półtora roku temu Alicja związała się z Colinem, złośliwi mówili, że to wcale nie miłość, ale jedynie trampolina do dalszej kariery pięknej Polki. Podobno Alicja była w pełni świadoma, że związek z hulaką i nałogowym podrywaczem ma niewielkie szanse na przetrwanie. Zresztą Farrell nigdy nie krył, że trudno mu wytrzymać w stałym związku. Otwarcie mówił, że zakochuje się nałogowo. „Życie powinno być źródłem przyjemności, a nie frustracji”, twierdził wielokrotnie. Zanim poznał Alicję, spotykał się z dziesiątkami kobiet. Jego szelmowskiemu urokowi nie oparły się takie piękności, jak Angelina Jolie czy Salma Hayek. Raz nawet był żonaty. W 2001 roku związał się
z aktorką Amelią Warner. Ale małżeństwo przetrwało tylko trzy miesiące. Zakończyło się burzliwie, a Colin stwierdził: „Nigdy więcej!”. Z jedną z przyjaciółek, aktorką Kim Bordenave, ma dziecko, siedmioletniego Jamesa. Narodziny syna wiele zmieniły w jego życiu. Mówił: „Przed narodzinami Jamesa robiłem wiele rzeczy, których teraz się wstydzę. Bycie ojcem jest moim największym osiągnięciem życiowym”. Te deklaracje nie wpłynęły jednak na jego związek z matką chłopca. Niedługo potem w wywiadzie dla VIVY! mówił, że chciałby mieć dwadzieścioro dzieci z różnymi dwudziestoma kobietami. Najlepiej z różnych krajów świata.

Za wszelką cenę
Alicja pewnie nie czytała tej VIVY!, a jeśli nawet... Ambitnej polskiej aktorce, która chce się przebić na amerykańskim rynku, już samo pojawienie się u boku hollywoodzkiego gwiazdora mogło pomóc wyjść z zaklętego kręgu anonimowości. A Alicja zawsze była ambitna i zdeterminowana, by zrobić karierę. Po roli Zosi w „Panu Tadeuszu” mogła przecież zostać w Polsce. Dobrze wyjść za mąż. Przed wyjazdem do USA pokazywała się w towarzystwie synów najzamożniejszych Polaków: Sebastiana Kulczyka i Piotra Woźniaka-Staraka. Ona jednak zdała maturę na piątki i ruszyła do Niemiec grać w swoim pierwszym zagranicznym filmie. A potem w wieku 19 lat zdecydowała się spróbować sił za oceanem. Dla marzeń poświęciła nawet pierwszy związek. Gdy ówczesny chłopak prosił ją, by została, stwierdziła, że: „Człowiek, który czuje się wolny, chętniej wraca”.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>


Ale nie wróciła. Zaczęła zapuszczać korzenie w USA. Związała się z 10 lat starszym od siebie muzykiem. Mówiła jedynie, że dzięki niemu pobyt w USA jest znacznie przyjemniejszy. Jej siła i determinacja, które ponoć odziedziczyła po babci, zaczęły przynosić skutki. Film „Trade” Marca Kreuzpaintnera, gdzie wystąpiła u boku Kevina Kline’a nie był sukcesem, ale rolę Bachledy-Curuś chwalili recenzenci „New York Timesa”. Magazyn „Teen Vogue” uznał ją za jedną z najbardziej obiecujących aktorek w Hollywood. Ale ona sama wiedziała, że to dopiero początek.

Farrell udomowiony?
Związek z Colinem sprawił, że nazwisko Alicji zaczęło się pojawiać w prasie typu „people” od Nowego Jorku po Indie. Pod koniec kwietnia ubiegłego roku roku paparazzi namierzyli parę w Los Angeles. Wtedy nawet nie starali się nauczyć nazwiska Alicji. Pisano o jakiejś Meksykance, bo faktycznie Alicja urodziła się w Meksyku, gdzie niegdyś pracował jej ojciec. Szybko jednak musieli nadrobić braki, bo w czerwcu aktorka zamieszkała z Colinem. Była w piątym miesiącu ciąży.

Przez moment wydawało się nawet, że być może to właśnie Alicji uda się odmienić Colina. Przestał chodzić do nocnych klubów. Otoczył przyszłą mamę swojego dziecka miłością i opieką. W styczniu zabrał ją na wakacje do Meksyku, potem oficjalnie przedstawił jako swoją dziewczynę na rozdaniu Złotych Globów. Patrzył na Alicję zakochanymi oczami. Gdy urodził się Henry Tadeusz, nie krył szczęścia. W grudniu ubiegłego roku przyjechał z Alicją do Krakowa, by ochrzcić synka. Kiedy szedł do ołtarza z chłopcem na rękach, wyglądał na bardzo zaangażowanego. Jeszcze w czerwcu tego roku w talk-show Jimmy’ego Kimmela mówił: „Jestem szczęśliwym ojcem. Uwielbiam spędzać czas z Henrym i Alicją. Chcę zapewnić im godne życie”. I zapewnił. Na pożegnanie Alicja dostała od niego dom w Los Angeles o wartości miliona dolarów.

Wszystko albo nic
Na razie Alicja milczy. Nie komentuje wydarzeń. Najczęściej można ją zobaczyć, jak spaceruje z synkiem po Central Parku. I tak będzie do końca grudnia. Nie tak dawno widziano ją z partnerującym jej w „The Girl Is in Trouble” Columbusem Shortem na US Open. Mówi się, że wiosną Alicja przyjedzie do Polski. Przynajmniej na pół roku.  Weźmie tu udział w dwóch filmach. Ale co potem? Czy zostanie już w Polsce? Czy wróci do Hollywood? Znając jej determinację w osiąganiu sukcesów, odpowiedź wydaje się przesądzona. W każdym razie Colin Farrell to już zamknięty rozdział!

Magda Łuków / Viva!