Nic, a przecież coś

Płaczliwa mina lub mocno obrażona. Stłumiony szloch albo wyrazisty płacz. Ciche dni lub trzaskanie wszystkim, co się pod rękę nawinie. Znany obrazek, zwłaszcza dla Panów.
Płaczliwa mina lub mocno obrażona. Stłumiony szloch albo wyrazisty płacz. Ciche dni lub trzaskanie wszystkim, co się pod rękę nawinie. Znany obrazek, zwłaszcza dla Panów.

Najczęściej On zadaje wtedy pytanie:
- Co się stało?
I jaką słyszy odpowiedź? Każdy, kto wie – niech podniesie w górę rękę. Wiem, że to będzie las rąk. Tak, oczywiście, odpowiedzią jest słówko:
- Nic!Nic, a przecież coś
Obojętnie, ile razy by się nie zapytać, jak by pytania tego nie formułować – odpowiedź zawsze jednakowa w swoim brzmieniu. Nic się nie stało! Czyli płacz i zły humor są bez powodu, tak? Ot, tak sobie, na złość światu i innym, kobieta dochodzi do wniosku, że poobnosi się z widoczną krzywdą. Jasne, że coś się stało! Jak najbardziej się stało! Niemniej jednak kobieta lubi – choć do tej pory niezbadane są źródła tej skłonności – wpędzać w poczucie winy partnera, tudzież osoby ze środowiska. Każe się im domyślać, co takiego mogli jej uczynić, albo co takiego jej się stało, że zachowuje się tak, a nie inaczej. Przy okazji, gdy ktoś będzie wyciągał coraz to nowe powody (na które ona uparcie odpowie „NIE!”), może poznać dodatkowe „grzeszki i tajemnice”.

Zadziwiający jest fakt, że gdy osoba druga, miast po raz setny próbując domyślić się, co właściwie jest nie tak, zgodnie z sugestią „kobiety pokrzywdzonej” potraktuje sprawę, jakby faktycznie NIC się nie stało – wpędza to kobietę w białą gorączkę i stan wszechogarniającej furii. Dlaczego? Przecież skoro nic się nie dzieje, to można przejść obok tego obojętnie, prawda? Jeśli kobieta mówi „nic się nie dzieje”, to facet ma prawo wzruszyć ramionami i potraktować to jako rzecz niebyłą... Po cóż się z tego powodu wściekać?

Drogie Panie... A może czasami warto po prostu szczerze i otwarcie powiedzieć, co się stało, co ktoś zrobił? Bywa tak, że druga osoba nie zdaje sobie sprawy, że uczyniła coś, co zabolało czy zraniło. A wzbudzanie poczucia winy i nieustanne domyślanie się prowadzą również do zniechęcenia. Swoista kara typu „domyślaj się teraz, co mi zrobiłeś!” nie jest najskuteczniejszym narzędziem w relacjach. Jeśli coś się stało – powiedzmy sobie o tym szczerze. Zapytajmy o powody takiego postępowania, wyjaśnijmy, dlaczego to boli. Często wynika to z niewiedzy, z nieświadomości. A potrafi przerodzić się w konflikt sporych rozmiarów.

Dlatego też, przy następnym pytaniu „Co się stało?” spróbujcie udzielić konkretnej i wyczerpującej odpowiedzi. Co Wy na to?

Rafał Wieliczko
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/11 lat temu
A męzczyźni? czyż nie maja takich stanów? ja właśnie czegos takiego doświadczam... najgorsze jest to , że musze sie sama domyslac o co chodzi .. ale to obłęd bo przyczyn może być wiele... a na pytanie co sie dzieje - odpowiedź - NIE WIEM... Boję się, ze nie doczekam się wyczerpującej odpwiedzi... bo może to juz koniec? tylko dlaczego ja muszę sie tego domyślać - nigdy tego nie zrozumiem...
/4 lata temu
Domyślać się o co chodzi, przejść przez niezrozumiały dramat i wziąć winę na siebie. Wszystko po to żeby móc dalej kochać... Rozumiem to aż nadto dobrze. Zawsze się to dzieje gdy najmniej się tego spodziewam. Chciałabym to zmienić, lub znaleźć siłe w sobie na zakończenie tego związku. Teraz, gdy to piszę naszła mnie myśl, że każdy z nas uważa swój związek za wyjątkowy, warty walki i zagania się z przeciwnościami ale kto z nas zna słuszną granicę? Gdzie jest ten moment, że nie jest za wcześnie na poddanie się lub za późno bo leczenie ran będzie trwało nieadekwatnie długo? Kto ma prawo oceniać? Jestem kobietą bez "focha", mam mężczyznę z potężnym "fochem". W którym kierunku pójdę???
/11 lat temu
niestetyw moim przypadku jest podobnie i na domiar zlego wlasnie wczoraj powiedziala to ,,NIC!!!!,, i chyba teraz jak przyczytalam artykul dotarlo do mnie, ze zrobilam blad.Czesto jednak zdarza sie, ze mam okropny placzliwy humor bez jakiegos konkretnego powodu, ktory mija zwykle na drugi dzien i gdybym nie powiedziala slowa ,,NIC,, to byc moze skonczylo by sie na tym, ze wykrzyczalabym wszystkie swoje gorzkie zale i te co powinnam i co nie powinnam wykrzyczec..................boje sie, ze wtedy narobilabym wiecej balzlu zyciowege niz wart jest moj ,,zyly humoerek,,
POKAŻ KOMENTARZE (1)