POLECAMY

Egoistka…tak od święta!

Od dziecka jesteśmy uczone, by być miłymi, grzecznymi i cichymi. To chłopcy dostają na urodziny samochody, by się mogli nimi ścigać, lub też pistolety, żeby ruszyć na fikcyjną wojnę. Dziewczynki, jak przystało na przyszłe, idealne gospodynie, bawią się najczęściej w dom albo sklep. Kiedy zaś są w szkole wzorowymi uczennicami, to one z reguły, na prośbę nauczycieli, pomagają słabszym koleżankom i kolegom w nauce.
Od dziecka jesteśmy uczone, by być miłymi, grzecznymi i cichymi. To chłopcy dostają na urodziny samochody, by się mogli nimi ścigać, lub też pistolety, żeby ruszyć na fikcyjną wojnę. Dziewczynki, jak przystało na przyszłe, idealne gospodynie, bawią się najczęściej w dom albo sklep. Kiedy zaś są w szkole wzorowymi uczennicami, to one z reguły, na prośbę nauczycieli, pomagają słabszym koleżankom i kolegom w nauce.

Tak więc od małego wpajane są nam pewne role społeczne. Chociaż dziś kobiety można spotkać na wysokich stanowiskach w firmach, sądach i w świecie polityki, wciąż widać, że zajmowanie się domem i wychowanie dzieci to, w wielu rodzinach, typowo kobiece zajęcie. Cóż, pracujemy na wiele etatów. Zaakceptowałyśmy ten fakt, zgodziłyśmy się na niego, ale czy czasem nie zasługujemy na to, by zrobić sobie przerwę od obowiązków? Bez wyrzutów sumienia i nadmiernego tłumaczenia się partnerowi, że dziś bierzemy sobie wolne. Ot tak!

Egoistka…tak od święta!

Kiedy w rodzinie pojawiają się dzieci, trudniej wtedy zorganizować choćby kilka godzin w tygodniu tylko dla siebie. Osobom, które wciąż są stanu wolnego, ciężko to zrozumieć - jak można nie mieć czasu, by przeczytać książkę lub wyjść do kina? Kiedy jednak same się zakochujemy, sytuacja się odwraca i często zaczynamy patrzeć na świat „poprzez partnera”. Smutne, ale prawdziwe. W wielu związkach mężczyzna wychodzi z kumplami na piwo, uprawia sporty, rozwija się zawodowo. Kobiety? Poświęcają się, by jemu było dobrze i by on był zadowolony. Robimy bowiem wszystko, żeby partner miał zawsze ciepły obiad na stole, wyprane i wyprasowane koszule oraz ciszę i spokój, jeśli akurat będzie w grobowym nastroju. Gdzie w przeciętnym związku jest miejsce na nasze, kobiece, potrzeby? Tłumimy je latami! Pozbawione marzeń i pragnień, dopasowujemy się do oczekiwań innych. Kiedy dodatkowo w rodzinie są dzieci, wówczas okazuje się, że kobiety nie mają choćby kilkunastu minut dla siebie – najważniejsze są bowiem potrzeby członków rodziny (którzy jakoś, dziwnym trafem, wcale nie troszczą się o nasze!). Dążąc do perfekcji, z upływem czasu zaczynamy jednak odkrywać, iż zgubiliśmy gdzieś radość życia. Ile sfrustrowanych, wiecznie niezadowolonych, kobiet, znamy? Rozglądając się po naszym sąsiedztwie zauważymy, że mało kto się uśmiecha, za to wiele osób jest zgryźliwych i zawistnych. Oczywiście, taki nastrój udziela się też mężczyznom. Czy tak powinien wyglądać obraz szczęśliwych małżeństw?

W Polsce, podobnie jak w innych krajach Europy, z roku na rok zwiększa się liczba rozwodów. Mężczyźni po czterdziestce, żonaci i dzieciaci, po latach (wspaniałego?) pożycia małżeńskiego zostawiają rodzinę, a sąsiedzi i przyjaciele się dziwią – przecież to takie udane małżeństwo było! No tak, zawsze w takim przypadku wysłuchuje kochanka, która wtargnęła między cudowne szczęście rodzinne, i „zaślepiła” przykładnego pana domu tak, że stracił dla niej głowę. Czy aby na pewno? Zdradzamy, jeśli w związku nie są zaspokajane nasze potrzeby. Nie spotkałam dotąd ani jednej osoby, która zdecydowałaby się na tzw. skok w bok lub rozstanie z partnerem, będąc zadowoloną ze swojego osobistego życia. Zawsze odczuwamy czegoś brak – czy to bliskości, czy szczerości, czy też uwagi i zainteresowania. Może upłynąć dziesięć, dwadzieścia lat, zanim się zbuntujemy i zaczniemy walczyć o nasze prawa, ale też możemy utwierdzać się wciąż w przekonaniu, że nie warto psuć tej namiastki szczęścia, jaką mamy. Znam bowiem wiele kobiet, o których znajomi powiedzieli: ta to odżyła dopiero po śmierci męża…

Matki, żony i kochanki. Serial pod tym tytułem, jaki wiele lat temu wyświetlał któryś z kanałów telewizyjnych, doskonale pasuje również do współczesnego podziału kobiet. Wewnętrznie się sprzeciwiamy przed takim klasyfikowaniem, jednak głośno boimy się powiedzieć, że marzy nam się inny model małżeństwa. My tworzymy związek oparty na partnerstwie – dumnie obwieszczają światu moje koleżanki. A ja dziękuję bardzo za takie „partnerstwo”! Owszem, coraz więcej mężczyzn czasem pomaga w domu – wyrzucą raz na jakiś czas śmieci, odkurzą, przygotują kolację, jednak… najczęściej oczekując czegoś w zamian. No tak, żona odpoczęła (usypiając w tym czasie dzieci, czego wielu nie zauważa), więc wieczorem można liczyć na miłosne igraszki. Wciąż jednak kobieta nie dostaje, tak potrzebnego dla naszego psychicznego zdrowia, czasu dla siebie. Mężczyznom, nawet tym partnerskim, coś trudno przychodzi powiedzenie do żony: „Jesteś zmęczona, odpocznij dziś sobie. Przygotuję ci pachnącą kąpiel, a potem pościelę łóżko. Wyśpij się, ja w międzyczasie zajmę się wszystkim”. Czy naprawdę chcemy aż tak wiele? A tak, tłumione emocje pomalutku w nas narastają…

Trudno po piętnastu latach małżeństwa w jednej chwili zmienić reguły gry. Kiedy partner usłyszy, że od następnego dnia nie dostanie obiadu, na który mógł liczyć tyle lat, stwierdzi, że najwyraźniej jesteśmy pod wpływem świeżo przeczytanej lektury lub obejrzanego filmu. On zaś, w końcu pan domu, wybije raz dwa żonie z głowy jakieś dziwne kaprysy. A że wiele kobiet żyje również w zależności finansowej od swoich mężów, szybko sytuacja wróci do normy. Nie można bowiem wprowadzać dużych zmian bez wcześniejszego, stopniowego, oswajania partnera z nimi. Kiedy już w okresie narzeczeństwa dajemy sobie jakąś swobodę, każde z nas może rozwijać pasje i zainteresowania, my zaś nie ograniczamy się tylko do wzajemnego towarzystwa, mężczyzna będzie przyzwyczajony do tego, że w przyszłości jego żona umawiać się będzie z koleżankami na kawę, wychodzić na siłownię lub też wyjeżdżać na weekendowe szkolenia. Czy męska duma coś na tym ucierpi? Gdzie tam! Rozsądny facet wie, że żona wróci zadowolona, wypoczęta i, co bardzo ważne dla podtrzymania świeżości związku, mocno stęskniona za swoim ukochanym. Każdy mąż, mający pełne zaufanie do żony, ale nie uzależniony od niej, będzie potrafił zająć się sobą podczas jej nieobecności. Często jednak można spotkać typ faceta, przypominającego kalekę życiowego – a czy pan po trzydziestce z głodu padnie, gdy kobiety przez chwilę u jego boku zabraknie? Może trzeba niektórym mężczyznom pozwolić, by wydorośleli i się usamodzielnili? To wcale nie oznacza, że nagle okaże się, iż skoro potrafią poradzić sobie trzy dni bez nas, już my im do szczęścia nie jesteśmy potrzebne. Chyba że tkwimy w iluzji idealnego związku, a tak naprawdę od lat nic nas już nie łączy z partnerem – jednak w takim wypadku, rozstanie może się okazać najlepszym rozwiązaniem. Nawet, jeśli początkowo będzie wydawało się końcem świata, po jakimś czasie, z dużym bagażem doświadczeń, mamy szansę rozpocząć bogatsze wewnętrznie życie.

Co za wyrodna matka! – można było usłyszeć niedawno, gdy znana dziennikarka, Martyna Wojciechowska, wyruszała w kilkutygodniową podróż. Głosy potępienia pojawiły się, oczywiście, ze strony kobiet. Czy przemawiała zazdrość? Częściowo na pewno tak. Wiele kobiet, po urodzeniu dziecka, nie może pozwolić sobie na zwykły luksus, jakim jest comiesięczna wizyta u fryzjera. A tu ktoś, kogo znamy z telewizji (więc nasz dobry znajomy), rusza w świat, by zaspokoić swoje zachcianki. Mit matki-Polki, oddanej i wiecznie poświęcającej się, wciąż mocno w naszym społeczeństwie jest zakorzeniony. Wiele osób podziwia kobiety, które nigdzie, nawet na krok, bez swojej pociechy się nie ruszają. Nadopiekuńczość nie jest jednak wskazana. Obawiam się, że większą krzywdę może wyrządzić wyręczanie dziecka we wszystkim i przelewanie w niego własnych ambicji niż realizowanie swoich pasji. Zadowolony, świadomy swego rodzicielstwa rodzic to lepszy opiekun dla dziecka, jak sfrustrowana, zawsze umęczona matka. Ja tyle ci poświęciłam, a ty tak mi się odwdzięczasz? – słyszy wciąż „niedobry” synek. Dziś nie mały Marcinek, a pan Marcin, który nie potrafi ułożyć sobie własnego życia, wciąż obwiniając siebie, że mamusi jest źle. Czasem trudno nam jednak odciąć niewidoczną pępowinę…

Nieco egoizmu nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Z drugiej strony zaczyna być widoczny w polskim społeczeństwie inny model związków. Najważniejsza jestem JA. I to wokół mnie, moich potrzeb i pragnień, ma się koncentrować życie rodzinne. Tylko że tutaj głos mężczyzny gdzieś ginie - kobieta podejmuje decyzje, niczym Zosia-Samosia chce wszystko robić po swojemu i ani jej przez myśl nie przejdzie, że związek tworzą dwie osoby. Odpowiedzialność? Obowiązki? Gdzie tam! Ja chcę, oznacza tak ma być, a mężczyzna nie ma prawa sprzeciwu. Jakie są skutki takiego odwrócenia ról? Coraz więcej rozwodów już po kilku miesiącach małżeństwa. Dziś „różnice charakteru” wystarczają, by jedna ze stron, rozczarowana wspólnym życiem, wniosła wniosek do sądu. Dlaczego mam z czegoś rezygnować? Dawniej żyłam jak chciałam, więc i po ślubie nie miałam ochoty się tłumaczyć, z kim wychodzę i kiedy wrócę – wyjaśniła mi swoją decyzję koleżanka, której nie spodobało się, że mąż, w jej odczuciu, zbyt ingerował w jej życie prywatne. Ona zaś chciała mieć dużo przestrzeni. Po co jej więc była obrączka na palcu? Nie lepiej było wyprowadzić się od rodziców i chwilę pomieszkać samej? Nie, takiej możliwości koleżanka nawet nie wzięła pod uwagę. W końcu ukończyła 25 lat, rodzina naciskała, by zalegalizowali związek a ona myślała, że ślub nic w jej życiu nie zmieni. Szybko jednak przekonała się, że małżeństwo to najpierw obowiązek, potem przyjemność…

Jaka jest więc recepta na udany związek? Każdy z nas, zanim podejmie decyzje, z kim chce być tak „na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie”, powinien przede wszystkim poznać siebie. Wiedząc jakie mamy oczekiwania, a także nie bojąc się własnych emocji, nie uwikłamy się w relacje, z których szybko będziemy chcieli uciec. Musimy nauczyć się mówić o naszych pragnieniach, uczuciach i obawach, a nie, dla świętego spokoju, przymykać na wszystko oczy. Nie bać się wyzwań, kryzysów i trudnych momentów – wszak jeśli mamy partnera obok, razem pokonamy przeciwności. Za to próbując unieść wszystko na własnych barkach, prędzej czy później polegniemy z uczuciem przegranej. Może więc czas odejść od mitu matki-Polki, która musi się, dla dobra rodziny poświęcić, a nauczyć się być egoistką… właśnie tak od święta?

Anna Curyło
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/9 lat temu
Wydaje się to takie błahe... No przecież rozmawiamy, twierdzi tak wiele par. Ale problem w tym, że oni tylko do siebie mówią...
/9 lat temu
Złoty środek?? To chyba związek partnerski - ale tak naprawdę to nigdy nic nie będzie po naszej myśli jeśli nie będziemy ze sobą rozmawiać. Wydaje mi się że problem właśnie leży w tej kwestii...