Zazdrość sposobem na odnowienie uczucia?

Z miłością jest jak z masłem… - powiadają. Że niby odrobina chłodu utrzymuje ją w świeżości.
/ 13.08.2012 06:55

Z miłością jest jak z masłem… - powiadają. Że niby odrobina chłodu utrzymuje ją w świeżości.

I tak w poradnikach sztuki flirtu dla nastolatek można wyczytać, że jak coś jest nie tak, jak facet nie patrzy, nie słucha, nie dotyka jak kiedyś (a jeśli już nawet patrzy, to na obcy biust), to wtedy jest właśnie pora na odpalenie bomby „Z”. Logika jest prosta, jak z fraszką o zdrowiu Kochanowskiego. Bo niby, gdy coś długo mamy i na bank, to zapominamy, jakie to ma znaczenie. Kiedyś się dla siebie poświęcaliśmy ciągnąc jęzor po bieżni w siłowni, uśmiechając się mimo bólu głowy i obdarzając się lubieżnymi spojrzeniami, a teraz nic. Ciepłe kapcie, gazeta i rozmowa o zakupach w Tesco. W sumie, no i co w tym specjalnego spać z tą samą kobietą każdej nocy, która jeszcze przysięgła się przed księdzem wierność i gotuje co dzień obiad.

Nikt się nie dowie jako smakujesz...

I nie ma po prostu szans, żeby to jakoś docenić i poczuć ogrom szczęścia, dopóty nie staniemy twarzą w twarz z wizją pustej sypialni i naszej kobiety w ramionach jakiegoś młodego ogiera. Dopóki nie poczujemy, jak to jest nie słyszeć jego chrapania w nocy, ale za to rankiem znajdować szminkę na kołnierzyku koszuli. Nagle, jak pies ogrodnika, jesteśmy gotowi wydepilować sobie gorącym woskiem owłosienie łonowe, nie jeść nic przez dwa tygodnie i szorować małżonkowi pięty pumeksem… byle tylko mieć go znowu dla siebie.

Zazdrość jest potęgą, bo świadczy o tym, że miłość trwa i natychmiast zawraca na tory podlewania kwiatków i szeptania czułych słówek. Zazdrość uświadamia nam, jak bardzo nam zależy i jak piękne jest to zwyczajne, nudne życie razem. Zazdrość to ostatnia deska ratunku dla zdesperowanych, zapomnianych i lekceważonych.

Obusieczny miecz
Ale jak to bywa z bronią masowego rażenia, skutki uboczne są niebagatelne. Bo kto raz upchnął biust w push-up i szedł czarować sąsiada głębokim dekoltem, zrobi to po raz drugi i dziesiąty. Czyż jest bowiem przyjemniejszy i skuteczniejszy sposób na zwracanie na siebie uwagi męża? A co ma zrobić ten mąż siedząc w pustej kuchni i słysząc jak za ścianą kafle lecą ze ścian za sprawą jego żony? Odpali Internet i zafunduje sobie ognistą masturbację we społu z koleżanką z pracy. Ekran zostawi naturalnie włączony, a zużyte chusteczki higieniczne odpowiednio wyeksponowane, tak, aby żona się mogła zastanawiać co teraz… Może flirt z jego najlepszym przyjacielem?

Granie w zazdrość jest niebezpieczne, bo prowokuje akcje odwetowe, uzależnia i w końcu doprowadza do sytuacji, w której nienawidzimy siebie za szarganie serc. Zazdrości nie należy karmić, bo w dobrym związku jest ona naturalnym spoiwem, które kłuje motywująco, gdy widzimy jak płeć przeciwna obraca się na ulicach za naszym partnerem. I tak ma być. Ale sytuacja, w której zmuszamy się nawzajem do wyobrażania sobie scen niewierności i depczemy butami piękno lojalności nie wróży dobrze żadnemu związkowi. Są lepsze metody jak dbać o miłość.