Skontaktuj się ze sobą!

„Powinnam to, muszę tamto” – powtarzasz dziesiątki razy każdego dnia. Wpadasz w popłoch, bo „musisz” i „powinnaś” coraz więcej.
Kiedy ostatni raz zastanawiałaś się, czego tak naprawdę chcesz? Odpowiedź na to pytanie jest kluczem do odzyskania wiary w siebie i do poczucia satysfakcji z własnego życia. I jest w zasięgu Twojej ręki!

Większość z nas zna to uczucie ulgi, gdy po pracy lub imprezie przychodzimy do domu i zdejmujemy niewygodne buty. Chodzenie w kilkunastocentymetrowych szpilkach lub przyciasnych pantofelkach latami, bez chwili przerwy, to wizja ze złego snu lub filmowego horroru. Ale jeśli takie buty potraktujemy jako metaforę, to okaże się, że nosi je każda z nas. Cały czas. Na obiedzie u rodziców, przy biurku w pracy, na spotkaniu z przyjaciółmi, na kolacji z ukochanym, na spacerze z psem. Utrudniają chodzenie, nie pozwalają biegać ani radośnie podskakiwać, uwierają, boleśnie ścierają skórę. Wydają się nieodłączną częścią naszego życia i nas samych. Ale jest też optymistyczna wiadomość: można je zobaczyć, zdjąć, wyrzucić lub postawić na widocznym miejscu ku przestrodze. Uwolnić się, poczuć kontakt z samą sobą, swoimi emocjami i pragnieniami.

Kolekcja niepotrzebnych butów
Przede wszystkim zacznijmy od rozpoznania charakteru tego, co nas zniewala i kieruje naszym życiem. Potrzeba na to trochę czasu, ale warto go znaleźć dla siebie samej. Weź kartkę, długopis i wypisz jak najwięcej zdań zaczynających się od: „Powinnam…”, „Muszę…”, „Nie wolno mi…”. Niewykluczone, że chętnie podpiszesz się pod jednym z tych określeń: „Powinnam zawsze pomagać innym”, „Nie wolno mi się złościć”, „Muszę skończyć studia podyplomowe”, „Trzeba w końcu schudnąć”. Znajdziesz też pewnie dziesiątki własnych powinności. Możesz pomyśleć o tym w autobusie, w kolejce do kasy w sklepie czy wtedy, gdy się nudzisz. Dobrym sposobem jest też rozmowa na ten temat z bliską osobą, do której masz zaufanie. Przyjaciółka pomoże Ci wyłapać Twoje „powinnam…” i „muszę…”, które masz zwyczaj wypowiadać w czasie Waszych rozmów. Bardzo często są tak mocno z nami zrośnięte, że ich po prostu nie dostrzegamy. Tak jak nie myślimy np. o własnym łokciu, dopóki nas nie rozboli. Oczywiście, nie ma nic złego w pomaganiu innym czy studiach podyplomowych. Złe dla nas samych mogą być jednak motywy, które kierują naszym działaniem. Jeśli robimy coś, czego oczekują od nas inni, to nasze kroki wyznaczają „buty”, a nie my same. Jedna część naszego ja – reprezentująca interesy innych – rozrasta się do wielkich rozmiarów i staje się naszym władcą: wymaga, nakazuje i mnoży powinności.


Krok do tyłu, kroki do przodu
„Ja powinnościowe” zawiera nakazy i zakazy, których uczyłyśmy się od dzieciństwa. Niby niewinne uwagi rodziców: „Musisz więcej się uczyć” czy „Nie wolno mówić tak głośno”, mają dalszy ciąg w głowie dziecka: „Nie jestem taka, jaka powinnam być. Jeśli się postaram, rodzice będą mnie naprawdę kochać”. Dochodzi do tego trening „prawdziwej kobiecości”, który przechodzimy od dzieciństwa. „Dziewczynka powinna to i tamto”, „dziewczynie nie wypada lub nie wolno” – wszystkie znamy reguły, których trzeba się trzymać, żeby inni widzieli w nas miłe, urocze panienki. Chodzi o to, żeby byli z nas zadowoleni i akceptowali nas. A to, jak my się z tym czujemy, staje się mniej ważne. Wtedy zaczynamy pielęgnować w sobie lęk, że jeśli będziemy robić to, na czym nam samym najbardziej zależy, inni odrzucą nas lub wyśmieją. Przyzwyczajamy się do tego, że życie to nieustanny konkurs, w którym gonimy za doskonalszą wersją siebie. Bo zwykle uważamy, że to, jakie jesteśmy, nie wystarcza. Ani rodzicom, ani przyjaciołom, ani współpracownikom, ani partnerowi. A przede wszystkim nie wystarcza nam samym. Chcemy być doskonalsze. Bo wydaje się nam, że to sposób na lepsze samopoczucie i szczęście. Ale zawsze pojawi się jakieś „powinnam jeszcze…”, które popędza nas do biegu za nieosiągalnym ideałem siebie. Jeśli masz listę swoich powinności, przy każdym stwierdzeniu określ powody, dla których „musisz” albo „nie wolno Ci” tego zrobić. Odpowiedz na pytania: co udowadniam sobie i innym? Co stoi za przekonaniem, że trzeba to robić?

Trening kontaktu ze sobą
1. Zrób eksperyment. Wyobraź sobie, że znalazłaś się w świecie, w którym liczą się tylko Twoje pragnienia. Potem wypisz zdania, które zaczynają się od: „Tego naprawdę chcę…”. Zapisuj wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Im więcej, tym lepiej. Następny etap to weryfikacja „chceń”.
2. Określ, w jakim stopniu (skala od 1 do 10) możliwa jest ich realizacja. Postaraj się odsunąć na bok myślenie typu: „Na pewno nie dam rady”, „Nie mogę tego zrobić”. Oczywiście podróż na Marsa może być życzeniem trudnym do spełnienia, ale już zwiedzanie Egiptu jest w zasięgu Twoich możliwości.
3. Ułóż program działania. Określ, co chcesz osiągnąć najpierw. Pamiętaj, żeby stawiać sobie realne zadania i nie wymagaj cudów. Kiedy uda Ci się coś zrealizować, koniecznie pochwal się w myślach.
4. Wczuj się w swoje emocje i nazwij to, czego doświadczasz. Zadowolenie, radość, złość, lęk, poczucie winy, smutek, zakłopotanie, bezradność? Pamiętaj, że to są Twoje uczucia i masz prawo tak czuć. To też jesteś Ty, nawet jeśli latami nie przyznawałaś się do poczucia bezradności i odgrywałaś twardzielkę.
5. Postaraj się jasno komunikować swoje uczucia, np. „Jest mi przykro, że nie odpisałeś na SMS-a”, zamiast demonstracyjnie się obrażać.
6. Gdy masz podjąć jakąś decyzję, odwołaj się do tego, czego naprawdę chcesz. Nie rozważaj, jak to będzie wyglądać w oczach innych, tylko zaufaj swoim odczuciom.
7. Pamiętaj, że nie każdy zaakceptuje zmiany w Tobie. Powiedz sobie: „Trudno! To moje życie i to ja jestem za nie odpowiedzialna. Nie wszystkim musi się podobać to, co robię!”.
8. Nie daj w sobie wytworzyć poczucia winy, że nie zaspokajasz oczekiwań innych. Jeśli przyjaciółka uważa, że powinnaś inaczej się zachowywać wobec Twojego byłego faceta, ma prawo do swojego zdania. Tak samo jak Ty masz prawo do postępowania zgodnie ze swoimi odczuciami.
9. Przyjmuj rady bliskich, ale zachowaj do nich dystans i porównuj z rozwiązaniem, które Tobie najbardziej odpowiada. Dlaczego ktoś inny ma wiedzieć lepiej, co jest dla Ciebie dobre? Jeśli masz dosyć wysłuchiwania troskliwych pouczeń, opracuj sobie odpowiedź, np. „Wiem, że chcesz dobrze, ale wolę trzymać się własnego zdania”.
10. Nie obawiaj się, że realizowanie swoich pragnień oznacza metamorfozę „przyjacielskiej, miłej kobiety” we „wredną jędzę”. Możesz dbać o swoje potrzeby, nie naruszając praw innych. Jeśli Tobie będzie dobrze z samą sobą, inni też to odczują z korzyścią dla wzajemnych relacji.
11. Rozmawiaj o tym z kimś, do kogo masz zaufanie. Może zaproponujesz przyjaciółce, żeby ona też robiła te ćwiczenia? Dzielenie się doświadczeniami pomaga dostrzec to, czego same nie widzimy, i wzmacnia motywację do zmian.


Dziewięć zaleceń terapii Gestalt
Fritz Perls, twórca tej terapii, twierdzi, że pozwala ona na pełniejsze odczucie samego siebie. Dzięki niej można dokonywać odpowiedzialnych wyborów, zgodnych z autentycznymi pragnieniami. Łatwiej też nawiązywać prawdziwe relacje z innymi bez odgrywania fałszywych ról.
1. Żyj teraz. Zajmuj się tym, co jest dzisiaj, a nie przeszłością czy przyszłością.
2. Żyj tutaj. Dawaj sobie radę z tym, co obecne, a nie z tym, czego nie ma.
3. Przestań sobie coś wyobrażać. Doświadczaj tego, co realne.
4. Powstrzymaj niepotrzebne myślenie. Raczej smakuj i spostrzegaj.
5. Raczej wyrażaj, zamiast manipulować, wyjaśniać, oceniać czy osądzać.
6. Poddawaj się nieprzyjemności i bólowi dokładnie tak samo jak przyjemności. Nie ograniczaj swojej świadomości.
7. Nie akceptuj żadnego innego „muszę” i „powinnam” niż Twoje własne.
8. Weź pełną odpowiedzialność za swoje czyny, uczucia i myśli.
9. Poddaj się byciu taką, jaką jesteś.

Renata Bożek/Uroda

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)