Kasa kontra miłość

Tylko 25 proc. zamężnych Polek zarabia tyle samo co mąż albo więcej.
Zdaniem psychologów, pieniądze to test na to, ile warte jest nasze małżeństwo. Gdy ciągle się targujemy: "ja ci dam tyle, a ty mi tyle", miłość zawsze na tym cierpi. Na szczęście, finanse wcale nie muszą dzielić!

To fakt, aż 31 proc. par stale spiera się o finanse. Wiadomo, im większe pieniądze, tym większa władza. Z pełnym portfelem można przecież nie tylko realizować własne zachcianki. Pieniądze pozwalają rządzić drugą osobą – nagradzać ją, przepraszać, karać... Tak się składa, że wiesz coś o tym? Sprawdź więc, co robić, by temat "kasa" nie był już powodem małżeńskich niesnasek.

Partner ukrywa część dochodów
Umówiliście się, że kasa jest wspólna, a on z wpływów ekstra kupuje sobie np. modny zegarek. Czujesz się oszukiwana, bo twoja pensja w całości idzie na życie.
Musicie doprecyzować umowę tak, by oddawała stan faktyczny. Uzgodnijcie: "Dokładamy się po równo do wspólnego koszyka, a resztę własnych zarobków każde zachowuje dla siebie". To dość często obecnie praktykowany układ tam, gdzie są spore dysproporcje w zarobkach. W wielu związkach małżonkowie podpisują nawet przedślubną intercyzę, chcąc uprzedzić spory majątkowe, gdyby związek jednak nie wypalił. Pieniądze będą jednak wspólne? Jakąś pulę i tak zachowuj tylko dla siebie. Odrębne, choćby skromne zasoby dadzą ci poczucie komfortu psychicznego.

Frustrują go niskie zarobki
Awansowałaś i teraz pensja męża jest sporo niższa od twojej. Trudno mu się z tym pogodzić. Zrobił się ironiczny i uszczypliwy.
Nie podkreślaj bez potrzeby, kto ile pieniędzy przynosi do domu. Przecież on i tak wie, że nowy telewizor to głównie twoja zasługa. Najlepiej nie rozgraniczaj niczego na "twoje i moje" – niech kasa będzie wspólna. Wtedy on tak bardzo nie odczuje, że jego pensja wygląda mizernie przy twojej.Nawet w żartach nie mów, że musisz męża utrzymywać. Pamiętaj, zarobki to zaraz po seksie najczulszy punkt męskiej ambicji!

On wydziela ci pieniądze
Ponieważ ty wychowujesz dziecko, rodzinę utrzymuje mąż. Jednak nie masz dostępu do jego zarobków. On łaskawie wydziela ci pieniądze lub musisz go o nie prosić. Bardzo źle się czujesz w tej roli. Postanowiłaś to zmienić.
Twardo domagaj się swego. Tłumacz: "Co twoje to też moje. Ja również, choć nie zarabiam, mam swój wkład w utrzymanie rodziny. Dlatego o finansach powinniśmy decydować oboje". Tylko nie daj się zbyć argumentem, że przecież nie chodzisz bez grosza, bo partner regularnie daje ci pieniądze. Powiedz wprost, że to dzieciom wydziela się kieszonkowe. Ty jesteś żoną i wasz układ powinien być partnerski. Dokładnie wylicz mężowi, ile warta jest twoja praca w domu. Takie wyliczenie przeprowadził niedawno Główny Urząd Statystyczny. Samo gotowanie dla rodziny wyceniono na ponad 600 zł miesięcznie! Pranie i porządki to koszt około 300 zł, opieka nad dziećmi też 300. W sumie, gdybyś zażądała od męża pensji za swoją harówkę, musiałby ci zapłacić minimum 1200 złotych. Zagroź żartem, że jesteś gotowa co miesiąc wystawiać mu fakturę i w razie niepłacenia doliczyć karne odsetki! Powinien przemyśleć twoje racje.

Zarzuca ci rozrzutność
Mąż wścieka się, gdy zobaczy u ciebie nowe buty czy bluzkę. Zarzuca ci, że szastasz pieniędzmi, gdy on liczy się z każdym groszem. Stale słyszysz, że mogłabyś prowadzić dom oszczędniej.
Robisz te zakupy w granicach waszych możliwości finansowych? W takim razie uwagi partnera puszczaj mimo uszu. Unikniesz zbędnej wymiany zdań. Wyślij czasem męża do sklepu z tasiemcową listą sprawunków. Gdy zobaczy, ile wydał na produkty, które starczą wam zaledwie na kilka dni, następnym razem może daruje sobie niemiłe komentarze. Pamiętaj, mąż nie musi zawsze wiedzieć, ile wydałaś na nowy ciuch. Dzięki dyplomatycznym odpowiedziom ("Bez obaw, zapłaciłam mniej niż ty za spodnie") oszczędzisz wam obojgu niepotrzebnych nerwów.

Pieniądze się go nie trzymają
Wciąż zaskakuje cię jakimiś nadprogramowymi zakupami. Sprawia sobie np. nowe wędki, a ty się potem musisz głowić, jak do pierwszego związać koniec z końcem. Trudno ci wtedy zachować kamienny spokój. Rady: Zamiast robić awanturę, weź do ręki kalkulator. Wykaż czarno na białym, że na wędki roztrwonił sumę równą tygodniowym wydatkom na jedzenie dla całej rodziny. To bardziej przemawia do wyobraźni niż krzyki. Umówcie się, że wspólne pieniądze dzielicie na trzy części. Pierwszą, większą kwotę przeznaczacie na opłaty, zakupy i bieżące potrzeby. Dwie mniejsze – na potrzeby każdego z was. Nad tą większą sumą – ty trzymasz pieczę. A swoje pieniądze niech każde wydaje, na co tylko zechce. To chyba uczciwy układ, prawda?

Macie różne priorytety
Kłótnie zwykle wybuchają u was wtedy, gdy planujecie większe wydatki. Ty marzysz np. o nowej pralce, mąż z kolei jest przekonany, że świat się zawali, jak nie zmieni auta na lepsze. Dyskutujcie, żonglujcie argumentami! Pod warunkiem, że będziecie robić to bez złości. Można np. pójść na kompromis i ustalić, że najpierw kupujecie to, co postuluje partner, a potem zaczynacie odkładać pieniądze na to, co jest ważne dla ciebie. Albo odwrotnie. Jeśli coś zostanie już postanowione, to trzymajcie się tego. Nie zaskakujcie się informacjami w rodzaju: "Pieniądze niestety się ulotniły, bo trafiła się superokazja". Inaczej ta oszukana strona już więcej drugiej nie zaufa i potem o jakiekolwiek porozumienie finansowe będzie bardzo trudno. Pamiętajcie, że nie każdy zakup zawsze musi zadowolić obie strony. Czasem warto ustąpić choćby tylko po to, by... drugiej osobie sprawić przyjemność.

Ania Leo-Wiśniewska/Przyjaciółka

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)