przyjęcie, impreza

Przyjaciółka...

Znałyśmy się kilkanaście lat, jeszcze ze szkoły średniej. Zawsze starałam się jej pomagać, a ona w końcu tak mi odpłaciła za moją przyjaźń. To było okropne.
/ 21.10.2008 14:48
przyjęcie, impreza
Przeciągły, dość natarczywy dzwonek do drzwi oderwał mnie od lektury.
– Otwórz, kochana, otwórz – głos Marioli, mojej przyjaciółki, był pełen entuzjazmu.
Ściągając łańcuch z drzwi, ucieszyłam się, że to ona, a nie jakaś natrętna sąsiadka. Kiedy weszła, a raczej wpadła do przedpokoju, od razu zaczęła mówić o jakiejś konferencji, nowo poznanym facecie i remoncie mieszkania.
– Słuchaj! Ja właśnie w tej sprawie – ciągnęła – wiesz, wciąż nie mam samochodu, może twój Michał przewiózłby mi parę rzeczy? Muszę skoczyć do Ikei, no i mam już zamówioną komodę w Jysku – paplała, siadając na sofie w salonie.
– Ale kiedy? – zapytałam.
– Najlepiej w niedzielę do południa – odparła, zakładając nogę na nogę.
– No, nie wiem, planowaliśmy wyprawę do aquaparku, a potem do...
– Nie bądź egoistką – przerwała mi. – Wiesz, że mnie nie ma kto pomóc. Ty masz męża. Twój Michał jest taki opiekuńczy, zawsze pomocny, a ja? Odkąd Jarek odszedł, jestem zdana sama na siebie – zaczęła użalać się nad sobą.

Trochę mnie wkurzało to jej gadanie. Jarek zostawił ją ponad trzy lata temu, a ona wciąż robiła z siebie ofiarę losu, pomyślałam. Po chwili jednak obiecałam, że Michał przewiezie jej tę komodę i całą resztę.
– Jesteś kochana! – krzyknęła, a potem dodała jeszcze dwie ploteczki z naszego starego biura i poszła do siebie.
Usiadłam z powrotem do lektury, ale wiedziałam, że czeka mnie przeprawa z mężem. Tak, jak przypuszczałam, Michał się wściekł.
– Bardzo ci dziękuję, że zaplanowałaś mi niedzielę! A Zuzia?! Obiecaliśmy jej aquapark! Mieliśmy jechać na obiad do mojej mamy, potem do kina, a ty mnie wrobiłaś w wożenie mebli tej histeryczki?! – mówił podniesionym głosem.
– Wiem, że nie przepadasz za Mariolą, ale zrozum, do kogo miała przyjść? Jest sama, a...
– Wystarczy otworzyć książkę telefoniczną. W tym mieście jest całe mnóstwo firm przewozowych – rzucił wściekły, dodając, że nie ma zamiaru jej pomagać. – Obiecałaś jej, to odwołaj! Ja nie będę spędzał niedzieli w markecie z twoją przyjaciółeczką! – zakończył naszą kłótnię i wyszedł na balkon.

Nie odzywał się do mnie do wieczora, w końcu się poddałam i zadzwoniłam do Marioli. Powiedziałam, że jednak w tę niedzielę nie damy rady, bo Michał jest zmęczony. Skłamałam, że mamy problemy z samochodem, bo co miałam zrobić? Zdawała się być obrażona, ale już następnego dnia napisała mi entuzjastycznego sms-a, że pomoże jej nowy sąsiad. Odetchnęłam z ulgą, ale nie na długo. Zadzwoniła w środę późnym popołudniem.
– Słuchaj, mam taką sprawę – w jej głosie usłyszałam smutek.
Dodała, że nie chce o tym rozmawiać przez telefon i zaprosiła mnie na kawę. Spotkałyśmy się następnego dnia w przerwie na lunch.
– Mam najwyżej dwadzieścia minut, szefowa jest dziś wściekła, a ja tonę w papierach – westchnęłam.
Mariola chwilę dłubała widelczykiem w swojej szarlotce, potem nachyliła się w moją stronę.
– Mam problemy finansowe. Nic wielkiego, powinnam się z nich wygrzebać do końca miesiąca, ale potrzebuję pieniędzy. Pomyślałam, że moglibyście mi trochę pożyczyć. Michał zawsze miał smykałkę do interesów, jego firma nieźle prosperuje, więc chyba dalibyście radę – powiedziała, dodając, że chodzi o niewielką kwotę.
– Jasne, że możemy ci pożyczyć. Ile? Pięćset, siedemset złotych zapytałam, a ona prychnęła zdegustowana:
– Żartujesz, tyle to ja mam w skarbonce. Chodziło mi o więcej. Pięć tysięcy, może nawet sześć.
Zatkało mnie.
– Mariola, dla nas to mnóstwo pieniędzy. Nie jestem w stanie pożyczyć ci aż tyle. Mamy dwa kredyty, Michał zaczął rozbudowę firmy, poza tym...
– Zapomnij o sprawie – nadęła się, chwytając za torebkę. – Muszę lecieć, cześć – rzuciła chłodno.
– Mariola, poczekaj, chyba się nie obraziłaś?! – zawołałam za nią, ale była już w drzwiach.

Przez następny tydzień nie odzywała się do mnie. Wysłałam jej e-maila i kilka sms-ów, ale milczała jak zaklęta.
W końcu zadzwoniła... w środku nocy.
– Słuchaj, pamiętasz Jurka? – chlipnęła w słuchawkę.
Z trudem przypomniałam sobie jej opowieści o przystojnym wuefiście, z którym zaczęła się niedawno spotykać.
– Rzucił mnie wczoraj. Powiedział, że się dusi, że nie jest gotowy na nowy związek, a potem...
Przetarłam oczy i zerknęłam na stojący obok łóżka zegar. Dochodziła trzecia. Michał wymruczał coś przez sen, ale spał dalej.
– Mariola, mogłybyśmy pogadać o tym jutro? Zeszłej nocy nie spałam, bo Zuzia miała gorączkę, a teraz jest prawie trzecia nad ranem – powiedziałam półprzytomnie.
– Dzięki, prawdziwa z ciebie przyjaciółka – powiedziała Mariola, a potem trzasnęła słuchawką!

Strasznie się zdenerwowałam, aż cała się trzęsłam i pomimo zmęczenia przez następną godzinę nie zmrużyłam oka. Następnego dnia Mariola się nie odezwała, ale tym razem nie zamierzałam do niej dzwonić. Chyba coś we mnie pękło. Może Michał ma rację? – zastanawiałam się. Co z tego, że znamy się tyle lat, a ona jest jedną z moich najbliższych przyjaciółek, skoro najwyraźniej mnie wykorzystuje? – pomyślałam. Nie odzywałam się do niej przez dwa tygodnie, w końcu to ona do mnie zadzwoniła. Była w szampańskim humorze.
– Słuchaj, spłaciłam długi, dostałam kolejną pożyczkę i robię imprezę – szczebiotała. – Zawieźcie Zuzę do dziadków i wpadnijcie do mnie na działkę. Przepraszam, że ostatnio tak się zachowywałam, ale miałam naprawdę sporo problemów – powiedziała.
Obiecałam, że na pewno przyjedziemy. Michał nawet się ucieszył, chociaż jej nie lubił.
– Dawno nigdzie nie wychodziliśmy we dwójkę – przyznał, całując mnie w szyję.

Impreza była z tych hucznych. Muzyka, drinki, tłum gości.
– Nic dziwnego, że Mariolka wiecznie tonie w długach – powiedział złośliwie mój mąż, otwierając kolejne piwo.
Bawiłam się świetnie. Tańczyliśmy. Trochę nawet wypiłam, w końcu jako mama czterolatki nieczęsto mam okazję zaszaleć. Koło północy wyszłam do sadu, żeby trochę ochłonąć. Stałam, spoglądając na księżyc, kiedy podszedł do mnie Michał. Był oburzony.
– Zadzwoniłem po taksówkę, wracamy – stwierdził kategoryczne, podając mi moją torebkę.
Zapytałam, co się stało, ale nie chciał rozmawiać. Dopiero nad ranem przyznał, czemu tak się zdenerwował.
– Mariola, twoja przyjaciółka, złożyła mi pewną dość jednoznaczną propozycję – powiedział. – Nie mogę zrozumieć, jak można tak się zachować. Tyle dla niej zrobiłaś, a ona nie dość, że od lat cię wykorzystuje, to jeszcze ma czelność podrywać ci męża. Dobra, była pijana, ale to jej nie usprawiedliwia – stwierdził Michał, dodając, że nie ma najmniejszej ochoty dłużej o tym rozmawiać. Poradził mi tylko, żebym wreszcie zakończyła tę znajomość i poszedł spać.

Następnego dnia Mariola napisała mi sms-a: "Och, chyba wczoraj trochę za dużo wypiłam, bo nawet podrywałam twojego ślubnego. Mam nadzieję, że dobrze się bawiliście. Kiedy się widzimy?". Przeczytałam wiadomość, a potem wyłączyłam komórkę. Minął tydzień, ale jej nie odpisałam. W końcu przejrzałam na oczy. Niech sobie znajdzie inną naiwną do tej swojej "przyjaźni". Ja z nią skończyłam!

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/04.11.2008 15:16
DLATEGO NIE MAM PRZYJACIOLKI:>