Nauczył się bowiem, drań malutki, wstawać!!! I to jak? Ano, będąc na brzuszku, podpełza do fotela czy kanapy, wyciąga rączyny w górę, łapie za brzeg mebelka, po czym w ciągu pięciu sekund jest w stanie podciągnąć się na kolanka, następnie zaś staje na nóżki, trzymając się krawędzi! I micha mu się cieszy na całą szerokość, gdyby nie uszy, miałby uśmiech dookoła głowy. Przecież to małe bebe nawet usiąść samodzielnie nie potrafi, a tu proszę! Wstaje na nóżki. Wyprostowane, sztywne, utrzymujące jego ciężar. Pani doktor jednak na kontroli stwierdziła, że skoro może to zrobić o własnych siłach, to nie ma co dziecka hamować. I dobrze... Problem jedynie leży teraz w tym, że skończył się okres błogiej beztroski, kiedy to dziecię radośnie gaworząc, bawiło się na podłodze, a ojciec mógł swobodnie wyciągnąwszy się na kanapie, odpalić konsolkę i jednym okiem pilnując malucha, umilać sobie czas rozgrywką. Teraz wystarczy, by Mały usłyszał jakieś niezidentyfikowane dźwięki dochodzące od strony ojca, a w przeciągu dziesięciu sekund główka z zaciekawionymi oczkami pojawia się tuż ponad brzegiem kanapy, a łapki domagają się kategorycznie pokazania dźwięczącego przedmiotu.
A i tak to jeszcze nie wszystko. Najnowsza jego ulubiona zabawa na kanapie polega na dopełzaniu do oparcia, podciągnięciu się nad nim, po czym, po wyprostowaniu nóżek – na przewieszeniu się wpół główką w dół, przez to właśnie oparcie. A czasem to po prostu klęczy przy tym oparciu i buja się w przód i w tył, nierzadko uderzając brzuszkiem o samo oparcie (że jeszcze nie ma siniaków, to ja się dziwię!).
Rośnie chłopak, rozwija się. Czasami to niemal jak dorosły. Podczas wizyty u ortopedy, nie spodobał mu się fakt, że rodzice zniknęli z pola widzenia, a ich miejsce zajęła jakaś ciemna, łysa i wąsata twarz – rozdarł się wniebogłosy i żadne uspokajanie nie pomagało. Z kolei gdy dwa dni później poszliśmy we dwóch do laboratorium badania zrobić, to nawet nie miauknął przy pobieraniu krwi z palca. Ot, siedział sobie grzecznie u mnie na kolanach, popatrzył z wyrzutem na pielęgniarkę, która go ukłuła, po czym zaczął coś jej ze śmiertelną powagą tłumaczyć po swojemu! Możliwe, że przekonywał, iż całe to badanie jest zupełnie niepotrzebne. I miał rację, gdyż wyniki były jak najbardziej w porządku! Ale panie pielęgniarki mocno się dziwiły, że niespełna ośmiomiesięczny brzdąc praktycznie nie reaguje na pobieranie krwi. Szczerze mówiąc – sam byłem mocno zdziwiony...
Tak, tak... Dziecko rośnie, rozwija się (powtórzę to), a tylko zmęczony rodzic coraz więcej roboty ma. Bo to i dogonić trzeba, i podtrzymać w odpowiedniej chwili, i na czas zdążyć, żeby sobie krzywdy nie zrobiło, i po raz dwudziesty w ciągu godziny odciągać dziecko od szafki z telewizorem, który nawet wyłączony, ma magiczną siłę przyciągania. Młody, dzięki tym eskapadom wokół pokoju, oraz wysiłkowi koniecznemu do wstawania schudł co nieco, a i nóżki mu się kształtować zaczęły - już nie przypominają wałkowatych serdelków. I dobrze – jeszcze jakby tata dzięki temu co nieco zrzucił ze swojej wagi, to już wszystko byłoby jak trzeba!
Rafał Wieliczko