Mój synek lubi sukienki

Czy można winić matkę, że robi z chłopca geja? Oczywiście, że można…
/ 19.04.2011 07:26

Czy można winić matkę, że robi z chłopca geja? Oczywiście, że można…

Tak przynajmniej uważa opinia publiczna życzliwych, którzy lubią się wtrącać do czyjegoś życia. Przypadek z życia wzięty - publicystka i dziennikarka Sarah Hoffman pisze o swoim synu, pięciolatku, który jest faktycznie bardziej dziewczęcy niż typowe małe łobuzy i matki w piaskownicach zaczynają wytykać go już palcami.

„Czy on jest gejem?”, „Czemu nie zabraniasz mu zabawy z lalkami?”, „Pozwalasz swojemu synowi na homoseksualizm?!” - takie natarczywe pytania skłoniły Sarah do napisania długiego artykułu, w którym wyraziła swoją matczyną, w pełni zrozumiałą złość. Bo tak się przypadkiem składa, że w każdym małym człowieczku, niezależnie od nas, rodziców, rośnie osobowość, której nie można temperować jak szkolnego ołówka. Kształtować, owszem, ale nie ciosać.

Normalnie wychowywany, nie zmuszany do wybierania różowych t-shirtów nad niebieskie, chłopiec na każdym kroku okazuje się być delikatny, wrażliwy, dziewczęcy. Lubi sukienki mamusi, a nie pistolety na wodę, marzy o byciu księżniczką, raczej niż strażakiem. Matka szanuje jego gusta i choć zabrania mu bawić się zapałkami i wychodzić bez czapki w mróz, nie zakazuje mu noszenia butów na obcasach, bo to nie jest niebezpieczne dla zdrowia i życia. Otoczenie mimo to się krzywi i przestrzega: „zrobisz z niego geja!”

Co jest złego w byciu gejem? Oczywiście nic, tylko, że nawet rodzice, którzy uważają się za tolerancyjnych, zwykle w skrytości ducha marzą, żeby ich dziecka to akurat nie trafiło. Bo wnuki, bo trudności wychowawcze, bo plotki, bo zwykłe ludzkie zahamowania przed nieznanym. I choć wiemy już dobrze, że homoseksualizmu się nie nabywa drogą kropelkową ani wychowaniem, wciąż pokutują w nas chore stereotypy. W kraju tak purytańskim jak Ameryka, w XXI wieku działają wciąż organizacje takie jak NARTH - Narodowe Stowarzyszenie do badań i terapii homoseksualizmu, których liderzy publikują herezję na temat „odgejowiania” potencjalnie zagrożonych chłopców przez ograniczanie ich kontaktów z matkami, a wzmacnianie roli ojca. Prorocy wieszczą, aby zabierać chłopcom Barbie i kupować im krwawe gry komputerowe. Bo faktycznie, nie ma nic lepszego na kilkuletnią osobowość niż zgniatanie naturalnych zainteresowań i upodobań i wpasowywanie dziecka na siłę w ramki poprawności seksualnej.

Sarah nie zamierza ustępować i nie widzi nic złego w tym, że jej synek jest trochę inny niż koledzy. Jej mąż, 100% heteroseksualny facet, też jest na swój sposób dziwny, bo lubi wybierać firanki do domu, więc nie każdy mężczyzna musi być od razu urodzonym macho. Problemem nie są Barbie - pisze Sarah - problemem są prześmiewcy i ignoranci.