Praca zawodowa, praca w domu jak to pogodzic?

napisał/a: Przykładny mąż 2007-04-27 12:35
Czujecie sie czasem w robocie jak batman, albo hehe inny seksownie w latexy odziany superbohater.

Gdy twarz którą pokazujecie w robocie jest i musi być zupełnie inna niz wasza prawdziwa twarz.

Bo jesteście w mniejszości

A obecnie 4 RP pali na stosach odmieńców, gejów, czarownice, niekatolików itd?

Albo po prostu nie znosicie wymuszonej kultury waszego miejsca pracy ? Pierdzielonych mundurków i sztucznej formy?

Maaatrix mnie dobija, gdy za oknem słońce.... ratunku.
napisał/a: wiolisia 2007-04-27 12:53
skąd ja to znam-sztuczność w mojej pracy jest na porządku dziennym-poprostu wszyscy się uwielbiają
napisał/a: Belay 2007-04-27 13:35
Mnie się mundurki akurat podobają. Pozwala to uniknąć tego, co w mojej szkole było standardem - przechwalania się i obnoszenia z tym, że rodzice zarabiają masę pieniędzy.

Co do całej reszty, cóż, nie czuję się w pracy represjonowana ;) choć miewam kontrowersyjne poglądy. Jestem bezczelna w stosunku do petentów, gdy mi któryś podpadnie - dokładnie tak, jak poza firmą. Potrafię współczuć i być miła, ale kiedy trzeba potrafię też być asertywna. Gdy mi się coś nie podoba, zwykle staję okoniem i tyle.

Nikt mnie nie spalił na stosie, a przecież jestem wikanką ;) - przygotowuję się do wielkiego Sabatu Beltaine ;) w dodatku o lekkich "zachwianiach" bo przecież uwielbiam też kobiety.

Prowadzę poczwórne życie.

Życie z Mężem - wówczas, gdy On jest.
Życie bez Męża - w czasie, gdy jest w rejsie..
Życie wirtualne - między innymi tu z Wami
Życie zawodowo/edukacyjne - wiadoma sprawa :)

Wszędzie jednak jestem, dokładnie taka sama. Różnią się te "życia" wyłącznie rodzajem zajęć, ich ilością oraz natężeniem...
napisał/a: ~gość 2007-04-27 13:48
Praca - szybkie decyzje, szybkie działanie, adrenalina, czasem satysfakcja, czasem dół, empatia, współczucie - tak, choć czasem w ukryciu, asertywność: zdecydowanie tak, umiem powiedzieć nie, gdy coś mi nie pasuje i nie jest dla mnie dobre. Aha, i chodzę w zielonym lub bialym mundurku. Lubię to.

Dom - spokój, muzyka, wyciszenie..Całkiem inna atmosfera. I całkiem inna ja..tą siebie też lubię, choć mam do siebie zastrzeżenia na obu tych płaszczyznach...

Dwa światy...dwie osoby...jedna Ja..
napisał/a: wiolisia 2007-04-27 20:51
Praca-kontakty z ludżmi-coś co lubie najbardziej i dom gdzie odpoczywam niestety w domu lubię rządzić
napisał/a: Przykładny mąż 2007-05-04 14:45
Belay Wiccanka?

Szczena mi opadła ;)



Z Boginią więc

W konkretnym przekazie Gardneriańska, Aleksandryjska czy ot tak sobie a drzewom wlasno eklektycznie okreslona? :)
-
napisał/a: - 2007-05-18 10:12
Dziewczyny jak pogodzilyscie prace zawodowa z praca w domu...
Szczegolnie interesuje mnie sam poczatek...
Ja w tamtym tyg.zalatwialm sobie prace na weekendy to byla moja pierwsza praca.Stralam na promocji.Musialm o 6 rno wstac o 7 wyjsc z domu aby na 8 dojechac do pracy o 14 konczylam i przed 16 bylam w domu. Tak bylo przez 3 dni. Bylam taka zmeczona jak wracalam do domu,ze na nic nie mialm sily!! To byl wyjety weekend z mojego zycia. ZAstanawiam sie nad tym jak to bedzie jak za rok sie wyprowadze i bede musiaal pracowac,sprzatac w domu,gotowac,poswiecic sobie troche czasu no na ogolnie nog ....jak to bylo u Was?
Po jaki czasie zaczelyscie dawac sobie rade i jakos to zgralyscie ?
napisał/a: Patka2 2007-05-18 10:38
UWIERZ MI WSZYSTKO DA SIĘ POGODZIĆ. Twoja sytuacja jest jeszcze dobra.
Ja np: paracuje od 800 do 1600, potem do domu w domu obowiązki do tego mam dziecko które sama wychowuje, mieszkam z babcią, więc musze sobie radzic sama, do tego staram się babci pomagać. Oprócz tego studiuje zaocznie, w tym roku zaczynam prace dyplowmowa pisać.
Daje sobie rade bo musze.
-
napisał/a: - 2007-05-18 10:44
Ale na poczatku chyba bylo trudniej z czasiem do tego przywyklas?
Ja obawiam sie tego,ze jak pojde na swoje, bede pracowac,pozniej gotowanie,pranie,wywieszanie,prasowanie,odkurzanie,zmywanie...duzo tego mam nadzieje,ze moj chlopak bedzie mi pomagal....bo sama chyba padne na nos ze wszystkim na glowie.
napisał/a: Patka2 2007-05-18 10:57
patrysia, uwierz mi że kobieta naprawde potrafi wiele !!!!!!!!!!!!
W porównaniu do płci przeciwnej
Napewno na początku bedzie ci cięzko, ale tak jak pisałaś poprostu przyzwyczaisz sie do tego :)
napisał/a: kasia_b 2007-05-18 12:15
patrysia napisal(a):gotowanie,pranie,wywieszanie,prasowanie,odkurzanie, zmywanie...duzo tego mam nadzieje,ze moj chlopak bedzie mi pomagal....bo sama chyba padne na nos ze wszystkim na glowie.

mlodziutka jestes - ale powiem Ci szczrez, że właśnie na tym polega prawdziwe wspólne życie - na codzienności
napisał/a: Belay 2007-05-18 13:03
Wcześniej wyłącznie studiowałam zaocznie. Przesypiałam większość dnia, a budziłam się w południe i siedziałam do nocy. Przystosowanie się do nowej sytuacji, przyszło mi wyjątkowo łatwo. Nawet nie wiem kiedy przestałam mieć z tym problemy.

Pracuję o 8:00 - 16:00, oprócz tego robię zaocznie studia magisterskie w innym mieście, więc w niektóre weekendy muszę dojeżdżać 120 km na Uczelnię. Gdy Mąż jest w domu, jest dużo łatwiej. Gdy trzeba coś załatwić, podrzuci mnie samochodem, albo sam to zrobi.

Jednak kiedy Męża nie ma, sama muszę się wszystkim zajmować. Najgorszy zawsze jest pierwszych kilka dni po Jego wyjeździe. Wtedy robię gruntowne porządki w pierwszy weekend, a dalej to już mam spokój. Pralkę włączam tylko w weekendy, chyba, że zajdzie potrzeba, by robić to częściej.

Naczyń do zmywania nie ma zbyt wiele, zwłaszcza gdy zmywam je na bieżąco po każdym posiłku. Raz na jakiś czas przetrę kurze i jakoś się kręci.

Oprócz tego, codziennie chodzę na ćwiczenia, więc rozkład dnia dopasowuję w zależności od potrzeb :)

Nauczyłam Męża pomagać w wielu rzeczach. Wiem, że nie radzi sobie z sortowaniem ubrań do prania, więc czasem rano włączam pralkę, a On później wiesza pranie. Ja po pracy składam ubranka, albo wieszam na wieszaki.

Gotowaniem zajmujemy się coraz częściej w zależności od nastroju (odkąd poczułam chęć do gotowania), ale gdy jestem sama, wpadam na obiad do rodziców czy teściowej. Poza tym wtedy jem to, na co akurat mam ochotę, byle zbieżne to było z moją dietą.

Warto jest na początku ustalić jakiś podział obowiązków, albo pewien schemat postępowania w "krytycznych" sytuacjach. Ja zawsze mam jakieś awaryjne rozwiązanie. Generalnie im mniej człowiek ma czasu, tym lepiej jest zorganizowany. Nic więc dziwnego, że odkąd mam dużo zajęć radzę sobie lepiej niż wtedy, gdy wszystkie dni miałam wolne... i wyłącznie dla siebie.