Gabi zawsze była skąpa. To znaczy, ona mówi o sobie, że jest oszczędna, ale to nieprawda, bo oszczędność jest zaletą. Gabriela akurat ma niewiele zalet, a już na pewno nie należy do nich umiejętność dzielenia się z innymi, nawet z najbliższymi, nawet z rodziną. Podobno odziedziczyła skąpstwo po babci Marysi, czyli mamie naszego ojca, ale babcia musiała się liczyć z kasą, bo miała malutką emeryturę i nie lubiła prosić o pomoc, natomiast moja siostra jest osobą całkiem zamożną, więc nie ma co ich porównywać.

WIDEO

player placeholder

Gabi nie ma dzieci

Mówi, że oboje z mężem tak zdecydowali; na razie cieszą się sobą, podróżują, zarabiają, budują dom, a dopiero potem zobaczą, czy chcą być rodzicami. Nie wtrącam się. Ja mam dwóch chłopców i córeczkę… Nie jest nam łatwo, ale nie narzekam, choć muszę się liczyć z każdym groszem. Dopiero ostatnio stanąłem przed poważnym problemem, nie tylko finansowym.

Otóż moja mama jest jeszcze całkiem sprawną i samodzielną osobą pomimo swych 73 lat. Mieszka sama, na wsi, w małym domku otoczonym ogródkiem i jest tam szczęśliwa. Po śmierci taty wielokrotnie prosiliśmy, żeby rozważyła przenosiny do miasta, lecz zawsze odmawiała. Mówi, że uschłaby na nowym, nieznanym gruncie.

Zobacz także:

Odwiedzam ją co drugi dzień, bardzo często telefonuję, żeby sprawdzić, czy czegoś nie potrzebuje. Mam kontakt z jej sąsiadami, to mili i uczynni ludzie, więc jestem spokojny o jej bezpieczeństwo. Ja też wolałbym, żeby przeniosła się bliżej nas, ale mama nie chce o tym słyszeć. Natomiast moja siostra uważa, że mamę trzeba wręcz zmusić do przeprowadzki.

– Co to znaczy, że ona nie chce? – mówi. – Wszystkim byłoby wygodniej, gdyby był z nią bezpośredni kontakt. W jej wieku samotność nie jest dobra, a może być nawet niebezpieczna. Najlepiej, żeby ta chałupa się w końcu zawaliła. Wtedy nie miałaby wyjścia.

– Czemu ty chcesz matkę na siłę uszczęśliwiać? – pytam. – Jej decyzja, jej życie, my najwyżej możemy tak wszystko urządzić, żeby było jak najmniej kłopotów i dla niej, i dla nas.

– Nie masz racji – odpowiada Gabriela. – W jej wieku wszystko może się zmienić w ciągu paru sekund.

– W naszym także. Nie przesadzaj z tym wiekiem. Mama jest w dobrej formie.

– I niech tak zostanie, ale pamiętaj, że stamtąd jest wszędzie daleko. Również do lekarza!

Mogę liczyć tylko na siebie

Oczywiście Gabi ma dużo racji, ale nie mogę się z nią zgodzić, że mamę trzeba postawić przed faktami dokonanymi i na przykład nie zgodzić się na finansowanie koniecznych napraw i remontów. Tylko po to, żeby w końcu pojęła, co dla niej lepsze: czy wygodne, ciepłe, bezpieczne mieszkanko w bloku, czy domek wymagający wiecznych inwestycji. Ostatnio stanęliśmy wobec takiego dylematu, bo popsuł się piec centralnego ogrzewania i zaczął przeciekać dach nad korytarzykiem prowadzącym do kuchni i sypialni.

Te dwie naprawy to już kupa kasy, a do tego wymiana okna, bo stare i nieszczelne, więc ciepło ucieka w powietrze, i jeszcze nowa żaluzja od południowej strony – wystarczy, żebym musiał zrobić kosztorys i przedstawić go Gabi, prosząc o pokrycie połowy rachunków. Z miejsca odmówiła!

– Mama może mieszkać u mnie – powiedziała. – Dom jest w zasadzie gotowy, urządzi się jej jeden pokój z łazienką i będzie super. Na utykanie dziur nie dam ani grosza!

– Pytałaś, czy mama tego chce?

– Nie pytałam, bo wiem, że nie chce. Ale nie mam zamiaru się tym przejmować. W tej rodzinie ktoś musi być rozsądny.

– Chcesz, żeby była smutna i nieszczęśliwa?

– Jeśli nawet trochę taka będzie, to szybko jej przejdzie. Wolisz się znowu o nią martwić przez całą jesień i zimę? Pamiętasz, jak drżeliśmy, czy jej nie wyłączyli światła, czy ma gaz, czy się nie przeziębiła, bo wychodzi na ganek bez palta i ma wieczny katar… Chcesz tego?

– Nie, tego nie chcę, ale wolę, żeby miała katar niż depresję. A ona kocha swój dom. Ciebie to nic nie obchodzi?

– Jest dorosła i powinna rozważyć, co dla niej lepsze. I szkoda słów, ja nie ustąpię. Domek trzeba sprzedać, pieniądze włożyć na jakąś lokatę albo kupić kawalerkę, jeśli nie zgodzi się na przeprowadzkę do mnie.

Bardzo się wtedy pokłóciliśmy

Co zrobić z meblami, które tak lubi? Jak jej powiedzieć, że nie damy pieniędzy na remont, bo uważamy to za szaleństwo i chcemy ją na siłę przenieść w lepsze warunki? Zabrać jej ogródek, kwiaty, krzaki bzu i jaśminu? Małą brzózkę samosiejkę, która niedługo będzie dużą brzozą, i którą mama tak lubi? Musiałbym również pozbawić moje dzieci wizyt w domku babci. Zawsze się bardzo cieszą, kiedy tam jedziemy. Dopominają się, abyśmy odwiedzili babcię i jej kota Michałka, osobnika o nieujarzmionym charakterze i pięknym, rudym futrze… Ten kot też byłby kolejnym problemem, bo jest to zwierzątko wychodzące, wolne, przyzwyczajone do wędrówek po tylko sobie znanych okolicach. Nie dałby się na pewno zamknąć w czterech ścianach. A babcia bez jej kota? Niemożliwe!

Dlatego powiedziałem mojej siostrze, że wezmę kolejny kredyt i spróbuję sam wszystko załatwić. Byłem pewien, że się na to nie zgodzi, że ruszy ją sumienie, bo przecież wie, jak cienko przędę i ile mam długów. Nie przewidziałem jej reakcji.

– Rób, jak uważasz – powiedziała. – Ale na własny rachunek. Mnie nie stać na wasze fanaberie. Ja, w przeciwieństwie do ciebie, umiem liczyć i myśleć. I nie lubię bezsensownego wyrzucania pieniędzy, a ty właśnie masz zamiar to zrobić. Nie zgadzam się. I zdania nie zmienię. Kropka!

Znam siostrę i wiem, że ona się nie ugnie. Szwagier nie wtrąca się w nasze sprawy, z kolei moja żona uważa, że tylko cudem uda się nam spłacić kolejną pożyczkę i że powinienem się głęboko zastanowić, zanim ją wezmę.

– A jeśli się zdarzy coś naprawdę nieprzewidzianego, to co? Ugryziesz kawałek maminego dachu? – pyta.

Ma rację. Co najgorsze wiem, co powiedziałaby mama, gdybym ją poprosił o radę „Nie martw się, dziecko – usłyszałbym. – Ja się nigdzie nie wyprowadzę, żeby nie wiem co się działo. A remont nie jest aż tak konieczny. Z piecem faktycznie jest kłopot, ale zawsze mogę palić w kominku. Zimy nie są już tak ciężkie jak dawniej, więc dam radę. Wystarczy się ciepło ubrać, ludzie kiedyś więcej wytrzymywali i jakoś było. Czemu mnie ma się nie udać? Wasz ojciec zawsze powtarzał: nie trzeba się poddawać i rozklejać. Miał rację”. Co ja mam robić?!

Michał, 40 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: